Makbet – krew, pot i technologia

„Makbet”
reż. Justin Kurzel

„Makbet” w formie dwugodzinnego teledysku? Czemu nie. Z takiego założenia wyszedł twórca najnowszej adaptacji, Justin Kurzel. Nie eksperymentował z literackim pierwowzorem, fabularnie jest wierny Szekspirowi, zachował dialogi w oryginalnej postaci, ale w warstwie wizualnej jego film stanowi znaczący wyłom na tle dotychczasowych ekranizacji słynnego dramatu. Właściwie każda kolejna scena to popis umiejętności operatora i montażystów. W wystylizowanych aż do granic przesady kadrach widzimy postępujące szaleństwo żądnego władzy bohatera, zachęcanego do okrutnych czynów przez żonę.

Dla jednych będzie to transowy, hipnotyczny thriller nakręcony zgodnie z najnowszymi trendami w kinie, dla innych efekciarska wydmuszka, która obrazem próbuje przykryć lęk przed próbą odważniejszej interpretacji dramatu. Prawda jak zwykle leży pośrodku – w tym wizualnym szaleństwie jest metoda, a efekt być może spodobałby się samemu Szekspirowi, gdyż mroczna, naturalistyczna, pełna emocjonalnego chłodu wizja reżysera wydaje się bliska duchowi pierwowzoru. Zamiast epickiego rozmachu mamy tu kameralną, ale nie rażącą teatralnością opowieść, w której poszczególne wątki wydają się zaledwie naszkicowane, gdyż nacisk jest położony na obraz i jego dynamikę. Osoby, które nie uważały na polskim, przed wybraniem się do kina powinny zajrzeć do bryka, by lepiej orientować się w przedstawionej historii.

Polscy reżyserzy mogliby podpatrzeć u kolegów z Zachodu, jak się przenosi na ekran klasykę literatury, tak by uczniowie wyciągnięci przez polonistkę do kina nie obrzucali się z nudów popkornem przez cały seans.

Największym magnesem tego filmu, oprócz sfery wizualnej, są aktorzy wcielający się w role Makbeta i Lady Makbet. Michael Fassbender, który od dłuższego czasu właściwie nie znika z ekranów kin, gdyż gra kolejne główne role w głośnych filmach, tutaj znów daje popis umiejętności aktorskich i ze swoim emploi bezlitosnego, gwałtownego, a zarazem zagubionego mężczyzny wydaje się idealnym wyborem. Równie dobrze wypada Marion Cotillard, choć nie może w pełni rozwinąć skrzydeł, ponieważ jej postać pozostaje nieco na uboczu i w mniejszym stopniu niż u Szekspira jest inspiratorką i współuczestniczką zbrodni męża. Dla młodych fanów estetyki rodem z „Gry o tron” czy komiksowych „300” będzie to zapewne pierwsza dająca się obejrzeć adaptacja „Makbeta” w historii.

obsada: Michael Fassbender, Marion Cotillard, Paddy Considine
Francja, USA, Wielka Brytania, 113 min
Best Film, 27 listopada