Luka Productions „Falaw” – recenzja

Luka pewnie nawet o tym nie wie, ale w „Aktiviście” pojawia się częściej niż inni artyści z Afryki. Co prawda ten młokos nijak nie może rywalizować ze swoimi rodakami z Mali, którzy mocno korzystają na hajpie na desert rocka, ale Luka to wariat, któremu daleko do wielkich scen. Zaczynał od rapowania na ulicy i kręcenia wiks w klubach, by kilka lat temu nagrać jeden z najbardziej kosmicznych i ambitnych albumów z Czarnego Lądu. W naszych prognozach na rok 2018 wieszczyliśmy, że Luka będzie jednym z tych, którzy będą rozdawać karty w afrykańskiej elektronice. I chyba się nie pomyliliśmy…

„Falaw” zaczyna się co prawda bluesowym motywem, ale nie dajcie się zmylić. Ten album to mieszanka prawie popowych przebojów i tradycyjnego pustynnego szamanizmu. Gdzieś między sobotnią imprezą a wpadaniem w zasłużony sen. Co ważne, Luka Productions nie stracił na trzeciej płycie tego, co może sprawić, że za 30 lat przeglądający muzyczne archiwa powiedzą: ale się kiedyś grało w tym Mali!

Tekst: Michał Kropiński