Ludzie muzyki opowiadają nam o swojej miłości do piłki nożnej

Prawdopodobnie przez najbliższe tygodnie duża część naszych czytelników będzie żyła tym, co dziać będzie się boiskach Mistrzostw Europy. Ponieważ w redakcji nie znamy sie na piłce w najmniejszym stopniu, postanowiliśmy ugryźć temat, w jedyny sposób, w jakim potrafiliśmy – zapytaliśmy o kilka rzeczy, tych co się znają. Okazało się przy okazji, że w branży muzycznej nie brakuje, eufemistycznie rzecz ujmując, piłkarskich entuzjastów. Niektórzy mają za sobą piłkarskie epizody, albo wręcz pracują w branży. I niemal każdy ma w swoim życiorysie rzecz, której się wstydzi, ale którą zrobił z miłość piłki nożnej.

 

Duże Pe

Duze P

MC, didżej, radiowiec, dziennikarz (Masala Soundsystem, Global Diggers, Czwórka), w wolnych chwilach agent piłkarzy (poważnie!). Asystował agentom piłkarskim i świadczył klubom usługi skautingowe, od niedawna jest oficjalnym licencjonowanym pośrednikiem transferowym.

 

Pierwszy mecz, który pamiętasz.

Legia Warszawa – Górnik Zabrze przy Łazienkowskiej 3, oglądany z „krytej”. Miałem sześć albo osiem lat. Samego meczu może nie pamiętam – za to pamiętam jak dziś, że przed wejściem na stadion mój tata powiedział: „Synku, kibicujemy dziś Górnikowi – ale jak strzelą gola, to się za bardzo nie ciesz”.

 

Mecz, którego nie chcesz pamiętać.

Chcę pamiętać każdy, bo nawet z najgorszej porażki można wyciągnąć ciekawe wnioski.

 

Piłkarz, którego kochasz ponad życie.

Miłość rezerwuję dla mojej ukochanej, piłkarzy mogę cenić, szanować i podziwiać. Takie pozytywne konotacje budzą we mnie zawodnicy, którzy od pierwszego treningu do końca udanej kariery spędzili całe życie w jednym klubie, z którym są mocno związani emocjonalnie. Wzorcowym przykładem takiego gracza jest Francesco Totti.

 

Najbardziej wstydliwa rzecz, jaką zrobiłeś przez swoją miłość do piłki nożnej.

Zmarnowałem pół życia na związane z nią działania różnego typu, które póki co nie przyniosły mi zbyt wielkich zysków – ale absolutnie się tego nie wstydzę. Ba, brnę w to dalej, nie ma dla mnie ratunku.

 

Największe poświęcenie, na jakie się zdobyłeś ze względu na piłkę nożną.

Zrezygnowałem z miesięcznego wyjazdu do Brazylii i straciłem kupione wcześniej bilety lotnicze, bo prowadzone przeze mnie rozmowy w sprawie transferu napastnika do jednego z klubów polskiej pierwszej ligi potrwały dłużej, niż zakładałem – i musiałbym je przerwać. Jak już mówiłem, nie ma dla mnie ratunku.

 

Czy masz jakieś rytuały masz związane z oglądaniem meczów?

Niezależnie od tego, czy idę na stadion, czy nie – w dniu meczowym „mojej” drużyny unikam odzieży w barwach, w jakich wyjdzie na boisko drużyna przeciwna.

 

Gdybyś miał zbudować superdrużynę z muzyków, kto by się w niej znalazł?

Abstrakcyjność tego pytania nieco mnie przerasta, więc niestety nie odpowiem.

 

Który muzyk powinien stać na bramce polskiej reprezentacji i dlaczego?

Ja, bo jestem niespełnionym bramkarzem – i przez większość dziecięcego życia marzyłem, żeby coś takiego zrobić.


 

Kacper Peresada

Kacper Peresada

Didżej, producent, promotor a dawno temu nawet muzyk klasyczny. Organizuje festiwal World Wide Warsaw. Kibic Legii od dziecka. Od pięciu lat obecny na niemalże każdym meczu swojego zespołu w Warszawie. Kocha Barcelonę i Manchester United i wierzy, że kiedyś zobaczy ich na stadionie na Łazienkowskiej.

 

Pierwszy mecz, który pamiętasz.

Legia – Polonia w 1996 albo 1995 r. Pamiętam, że a) rzucałem kamykami w kibiców Polonii, ale niestety nie umiałem zbyt dobrze rzucać, więc tak naprawdę rzucałem w kibiców Legii, którzy siedzieli kilka rzędów pode mną, b) zgubiłem drogę na swoje miejsce wracając z toalety i musiałem czekać kilka dobrych minut zanim mój ojciec mnie znalazł. c)w sumie nie pamiętam nic poza tymi dwoma faktami, więc nie wiem czy jest to dobry wybór.

 

Mecz, którego nie chcesz pamiętać.

Legia – Widzew 2:3, który jest najgorszym meczem dla każdego fana z Warszawy w historii piłki nożnej. Wątpię, aby coś równie tragicznego miało się wydarzyć w mojej kibicowskiej przyszłości.

 

Piłkarz, którego kochasz ponad życie.

Tylko dwóch zawodników wyróżnia się wśród reszty moich ulubionych zawodników. Pierwszy to Roy Keane, który niestety lubi gadać głupoty, od kiedy zakończył karierę i w ten sposób dość mocno osłabił moją słabość do siebie. Drugi to Samuel Eto’o z czasów, kiedy grał w Barcelonie. Z urodzenia jestem fanem Kazimierza Deyny, ale nigdy nie miałem okazji zobaczyć, jak naprawdę grał poza kilkoma meczami i skrótami na Youtubie.

 

Najbardziej wstydliwa rzecz, jaką zrobiłeś przez swoją miłość do piłki nożnej.

Nagminnie robię wstydliwe rzeczy dla piłki niżej. Takie jak chociażby zostawianie mojego trzyipół-letniego syna, trzy-tygodniowego syna i mojej dziewczyny po to, aby zobaczyć jak Legia gra na Łazienkowskiej. To nie jest powód do dumy. W zeszłym roku też opóźniłem płatność za miesiąc przedszkola mojego syna, bo nie mogłem się powstrzymać przed kupieniem karnetu.

 

Największe poświęcenie, na jakie się zdobyłeś ze względu na piłkę nożną.

Zdarzało mi się rezygnować z wielu rzeczy dla piłki. Nie chodziłem na spotkania ze znajomymi, dziewczynami, odpuszczałem pracę i czasami zamiast kupować jedzenie, kupowałem bilet. No i to nagminne zostawianie syna w domu jest zawsze bolesne, ale wiem, że jeśli go ze sobą wezmę, to nie zobaczę meczu. A mecz jest święty.

 

Czy masz jakieś rytuały masz związane z oglądaniem meczów?

Wyjście na mecz na żywo, to o wiele więcej, niż dwie godziny piłki na trybunach. Spotkania meczowe najczęściej zaczynają się dwie godziny przed gwizdkiem i kończą tyle samo po. Nie ma możliwości, abym wyszedł z meczu przed jego końcem. Muszę zobaczyć spotkanie od pierwszej do ostatniej sekundy, nawet jeśli jest to najgorszy mecz na świecie, w którym zespół któremu kibicuję przegrywa 0:6. Rytuałów nie mam, ale mam jedną rzecz, którą lubię robić w trakcie meczów, gdy moja drużyna gra źle. Milczę. Nie chcę rozmawiać o błędach, porażkach i roztrząsać tego z innymi ludźmi. Wolę się zaszyć w swojej głowie i samemu analizować, co poszło nie tak, co nie zadziałało i dlaczego Bóg nienawidzi mnie i mojej drużyny.

 

Gdybyś miał zbudować superdrużynę z muzyków, kto by się w niej znalazł?

W związku z tym, że nie mam pojęci, jak odpowiedzieć na to pytanie, pójdę na łatwiznę i według mnie Earth, Wind & Fire powinni założyć zespół piłkarski, bo jest ich 10 w bandzie i przynajmniej ogarną bez problemów wszystkie pozycje. Druga opcja to sklonować Prince’a 11 razy, abym mógł popatrzeć, jak śmiesznie wygląda typ grający w piłkę nożną na obcasach.

 

Który muzyk powinien stać na bramce polskiej reprezentacji?

Komendarek – ponieważ bramkarze podobno muszą być lekko szurnięci. I pięknie byłoby słuchać komentarz Zimocha w radiu „wyskoczył jak antylopa, a jego włosy falowały w delikatnym wietrze, gdy z imieniem Bacha na ustach bronił tego karnego”.


 

Andrzej Cała

Andrzej Cala

Dziennikarz, redaktor prowadzący serwis Noisey Polska, współautor kilku książkowych publikacji poświęconych muzyce. Z piłką związany od najmłodszych lat – ogląda w kapciach kilkaset meczów w telewizji rocznie oraz czynnie dopinguje Legię na Łazienkowskiej 3 od siódmego roku życia. Zagorzały sympatyk Liverpoolu.

 

Pierwszy mecz, który pamiętasz.

Legia z Zagłębiem Lubin na Łazienkowskiej w kwietniu 1990 r. Wynik 0:0. Wybieraliśmy się z rodzicami na spacer do Łazienek, skończyliśmy na meczu. No i mi tak już zostało.

 

Mecz, którego nie chcesz pamiętać.

Za długo by wymieniać. Było ich multum. Na dobrą sprawę w każdym miesiącu trafia się przynajmniej jedno takie spotkanie, które chciałoby się jak najszybciej wymazać z pamięci. Gdybym jednak miał postawić na jeden, to byłby to pamiętny mecz Legii z Widzewem, w którym do 87 min prowadziliśmy 2:0, by przegrać u siebie 2:3. Do dziś jestem w szoku i czuję te łzy oraz bezradność.

 

Piłkarz, którego kochasz ponad życie.

Nie no, bez takich. Wolę dziewczyny. A nad życie to kocham jedynie rodziców i dyskografię A Tribe Called Quest.

 

Najbardziej wstydliwa rzecz, jaką zrobiłeś przez swoją miłość do piłki nożnej.

Nie wydaje mi się, żebym zrobił coś wstydliwego. A przynajmniej nie przypominam sobie.

 

Największe poświęcenie, na jakie się zdobyłeś ze względu na piłkę nożną.

Pewnie kilka związków bądź kiełkujących znajomości, które gdzieś tam się rozeszły, bo nie miałem czasu się spotykać, wolałem towarzystwo znajomych na meczu lub wyłączenie się na miesiąc z jakichkolwiek form życia towarzyskiego ze względu na wielki turniej pokroju Euro i mundialu. Finansowe kwestie są tu drugorzędne. Jedni każdą złotówkę odkładają na superwakacje, ja co roku tak planuję wydatki, żeby zawsze starczyło na karnet i jakiś nowy piłkarski gadżet oraz opłacenie wszelkich dostępnych kanałów sportowych w kablówce.

 

Czy masz jakieś rytuały związane z oglądaniem meczów?

Na finały Pucharu Polski zakładałem przez kilka lat ten sam zestaw – buty, bluzę, czapkę, spodnie. Sprawdzało się. W przypadku ligi niestety nie zawsze się przydawao. W tym roku zapomniałem o „rytualnym” odzieniu, ale na szczęście nie wpłynęło to na wynik. Więc ostatecznie zdecydowałem się porzucić zabobony.

 

Gdybyś miał zbudować superdrużynę z muzyków, kto by się w niej znalazł?

Biorąc pod uwagę to, że większość moich ulubionych muzyków może nawet nie wiedzieć, że football to piłka nożna, a nie futbol amerykański, wstrzymam się z odpowiedzią na to pytanie. Najlepiej jest, gdy każdy zajmuje się tym, co potrafi najlepiej.

 

Który muzyk powinien stać na bramce polskiej reprezentacji?

Absolutnie żaden. Od dawna nie mamy problemów z obsadą tej posady w reprezentacji i niech tak zostanie.


 

Michał Wiraszko

Muchy

Do tej pory kojarzony głównie z Muchami wokalista, a przede wszystkim tekściarz –  jeden z lepszych w kraju. Bywał szefem festiwalu w Jarocinie i muzycznym felietonistą. O tym, że dla piłki zrobi więcej, nie grając, zrozumiał już na poziomie trampkarzy. Marzy, żeby kiedyś komentować mecze lepiej niż Tomasz Zimoch. Ma w sercu dwa kolejowe kluby – Lech Poznań i Błękitni Stargard.

 

Pierwszy mecz, który pamiętasz.  

Niemcy – Argentyna w finale mistrzostw we Włoszech w 1990 r.

 

Mecz, którego nie chcesz pamiętać.  

Igrzyska olimpijskie w Barcelonie w 1992 r. i finał Polska – Hiszpania. Po golu Kiko, ojciec znokautował boazerię. Bloki płakały.

 

Piłkarz, którego kochasz ponad życie.  

George Best. Bliskie jest mi jego dotykające absolutu motto: „Wydałem wiele z moich pieniędzy na alkohol, dziewczyny i szybkie samochody. Resztę po prostu przepuściłem”.

 

Najbardziej wstydliwa rzecz, jaką zrobiłeś przez swoją miłość do piłki nożnej?  

Uciekłem babci z odmawiania Anioła Pańskiego, bo akurat o 12 zaczynał się mecz z chłopakami na podwórku. Największe poświęcenie, na jakie się zdobyłeś ze względu na piłkę nożną.

W środku gorącego lata 1997 r., kiedy Andrzej Lepper blokował zbożem drogi, jedna z takich

blokad stanęła na drodze jedynego autobusu, który mógł mnie dowieźć na mecz Kluczevii

Stargard, gdzie grałem wówczas na obronie w kategorii juniorskiej. Do meczu 30 min, do boiska jakieś 7 km. Autobus stanął, więc jedyne, co mogłem zrobić, to wysiąść i biec. Wszystko byłoby ok, gdybym nie był w japonkach. Ostatecznie pobiegłem boso po gorącym asfalcie, na mecz zdążyłem, ale przez następny tydzień nie mogłem postawić stopy na podłożu, bo miałem krwiaki, bąble i obtarcia. Tak mniej więcej zakończyłem swoją przygodę z piłką.

 

Czy masz jakieś rytuały masz związane z oglądaniem meczów?

Uwielbiam oglądać mecze w skupieniu. Sam mecz jest rytuałem i nienawidzę, kiedy ktoś mi ten rytuał przerywa alkoholowym darciem albo łażeniem przed ekranem, dlatego najchętniej oglądam w domu.

 

Gdybyś miał zbudować superdrużynę z muzyków, kto by się w niej znalazł?

Beth Ditto – bramka

Liam Gallagher – prawa obrona

James Murphy (LCD Soundsystem) – obrona

Axl Rose – obrona

Noel Gallagher – lewa obrona

Bruce Springstreen – prawe skrzyd³o

Josh Homme – rozgrywaj¹cy

Dave Grohl – rozgrywaj¹cy

Morrissey – lewe skrzyd³o

Skrillex – atak

Yolandi Visser – atak

 

Który muzyk powinien stać na bramce polskiej reprezentacji?  

Robert Brylewski. Na turnieju w Jarocinie kilka lat temu wybronił kilkanaście potężnych strzałów, nie ściągając kaszkietu i praktycznie nie ruszając rękami.


 

Piotr Żelazny

Piotr Zelazny

Pomysłodawca, założyciel i redaktor naczelny „Kopalni – sztuki futbolu”, magazynu, do którego piszą najlepsi polscy dziennikarze sportowi, pisarze i blogerzy. Na co dzień pisze o piłce w „Rzeczpospolitej“.

 

Pierwszy mecz, który pamiętasz?

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie pierwszego meczu, bo futbol bardzo szybko pojawił się  w moim życiu. Pamiętam, jak biegałem po mieszkaniu z  piłką – taką klasyczną starą, czarno-białą „biedronką”, a nie tymi dzisiejszymi cudami – i krzyczałem, że jestem Maradona. Później ktoś mi powiedział, że Maradona nie jest Polakiem, i to był pierwszy raz w życiu, gdy zetknąłem się  z  koncepcją narodowości i faktem, że świat dzieli się  na różne kraje. W umyśle 5-latka wywołało to pewne spustoszenie. Gdybym na upartego miał wskazać pierwszy mecz, byłby to ćwierćfinał mistrzostw świata we Włoszech w 1990 r. Anglia wygrała z  Kamerunem po dogrywce. Pamiętam, jak płakałem po odpadnięciu Afrykańczyków i jak mi cholernie było ich szkoda.

 

Mecz, którego nie chcesz pamiętać?

Jako dzieciak byłem kibicem Legii, więc oczywiście największą  traumą  pozostanie przegrane w ostatnich minutach mistrzostwo Polski z  Widzewem w 1997 r. Legia prowadziła 2:0 do 88 min meczu. Ale futbol jest niesamowicie mitotwórczy. Kreuje bohaterów i legendy lepiej niż jakiekolwiek mi znane zjawisko popkulturowe. Dlatego nigdy bym nie powiedział, że chciałbym, aby ten mecz się nie wydarzył albo że nie chciałbym go pamiętać. To mecz legenda, mecz emblemat, punkt odniesienia dla całego pokolenia interesujących się piłką 30-latków. Ten mecz musiał się  wydarzyć i dobrze dla futbolu, że się wydarzył i że go pamiętamy. Natomiast już jako dziennikarz byłem na meczu mistrzostw świata w RPA, Japonia – Paragwaj, i był to najgorszy mecz świata. Taki zresztą dałem też tytuł do relacji z  niego. Największe poruszenie na trybunach wywołał facet sprzedający lody. To mówi wszystko o jego poziomie.

 

Piłkarz, którego kochasz ponad życie.

Już dawno wyrosłem z  kochania piłkarzy. Szczególnie ponad życie.

 

Najbardziej wstydliwa rzecz, jaką zrobiłeś przez swoją miłość do piłki nożnej?

Nie musiałem robić wielu wstydliwych rzeczy, gdyż jako dziennikarz piłkarski jestem zawodowo związany z  futbolem od 13 lat. Wcześniej zdarzały się oczywiście ucieczki ze szkoły czy z  domu na stadion, ale dziś już  nie muszę. Mam świetne wytłumaczenie: „wiesz, ja ten mecz muszę obejrzeć, to mój zawód”.

 

Największe poświęcenie, na jakie się zdobyłeś ze względu na piłkę nożną.

Jako dziennikarz musiałem wielokrotnie zdobywać się poświęcenia. Nocowanie na lotniskach, jechanie gdzieś na mecz, mimo iż wiedziałem, że nie będę miał jak wrócić, spanie w samochodzie. Tyle że nie umiem powiedzieć, czy były to poświęcenia w imię futbolu czy w imię dziennikarstwa. Szczerze mówiąc, raczej to drugie.

 

Czy masz jakies rytuały związane z oglądaniem meczów?

Nie mam niestety.

 

Gdybyś miał zbudować superdrużynę z muzyków, kto by się w niej znalazł?

Wielu muzyków jest fanami piłki. U nas przede wszystkim Pablopavo, który – czasem można odnieść  takie wrażenie – bardziej żyje Legią  i jej wynikami niż muzyką. Elton John był kiedyś  właścicielem Watfordu i do dziś jest w klubie honorowym prezesem. Bob Marley każdą wolną chwilę poświęcał grze w piłkę. W mojej jedenastce ograniczę się  do nowojorskich raperów, żeby nie było zbyt łatwo.

Bramka – Notorious BIG – Biggie był przede wszystkim duży. Zasłoniłby całą bramkę.

Środkowi obrońcy: Na tej pozycji liczy się  doświadczenie, umiejętność przewidywania wypadków, odpowiednie ustawianie się. W mojej nowojorskiej drużynie na tych pozycjach zagraliby więc KRS One oraz Rakim.

Boczni obrońcy: Muszą być szybcy i grać ofensywnie, ale jednocześnie ich podstawowym zajęciem jest nie dopuścić do straty bramki. Taką odpowiedzialność  między siebie powinna rozłożyć trójka z  Beastie Boys. W jedenastce powinna znaleźć się  też przynajmniej jedna kobieta, więc na lewej stronie biegać będzie Jean Grae.

Skrzydłowi muszą być przede wszystkim szybcy, ale i inteligentni. Wiedzieć, kiedy mają  się skupić na ataku, a kiedy się  trzeba cofnąć i pomóc w obronie. Z  prawej strony więc Joey Badass, a z  lewej Talib Kweli.

Środek pomocy – najważniejsza pozycja w drużynie piłkarskiej, człowiek, od którego   zależy wizja gry. A zatem musi na tej pozycji występować wizjoner, a w świecie nowojorskiego hip-hopu nie było i nie ma większego niż RZA z  Wu Tang Clanu. Drugi środkowy pomocnik – kolejny wizjoner (chociaż w tym ustawieniu nie miałby kto bronić) – Mos Def (aka Yasiin Bey aka Dec 99th).

Napastnicy – Immortal Technique. Najbardziej ofensywny i bramkostrzelny z  całego zespołu. Drugim napastnikiem byłby Nas (ale tylko ten z  płyty „Illmatic”). Taka siła ataku powodowałaby, że nieważne, ile ten zespół bramek by stracił, zawsze strzeliłby jedną więcej.

 

Który muzyk powinien stać na bramce polskiej reprezentacji?

Na podwórku obowiązywało zawsze brutalne hasło – najgrubszy na bramkę. Proszę więc sobie samemu dopasować, kto się najbardziej nadaje.

 

foto. Filip Skrońc

  • Didzej niszczy

    Co to za ludzie :-P?