Lubimy iść pod prąd – wywiad z organizatorami akcji KINOMURAL

Fot: Piotr Bartos

We wrześniu ruchome murale zamienią wrocławskie Nadodrze w odrealnioną krainę z pogranicza snu i jawy. Rozmawiamy z twórcami Kinomuralu, braćmi Bartos, o szczegółach tego wyjątkowego, pierwszego w Polsce, artystycznego projektu.

 

Czym dokładnie jest Kinomural?

Bartek Bartos: Nasze wspólne artystyczne przedsięwzięcie zadebiutowało we Wrocławiu w ubiegłym roku. Od początku chcieliśmy dzięki niemu w sposób kreatywny i oryginalny promować sztukę audiowizualną w przestrzeni miejskiej. Kinomural to zatem wystawa polegająca na projekcji ruchomych murali na ścianach budynków. Podczas tegorocznej edycji prace 22 artystów – z Wrocławia i reszty świata – wyświetlone zostaną na ścianach 8 kamienic, które znajdują się w dzielnicy Nadodrze.

Piotr Bartos: Warto zaznaczyć, że nie będzie to ani mapping, ani standardowa projekcja filmowa. Kinomural to zupełnie inna bajka. Nie zależy nam na uzyskaniu efektu „wow”, graniu na efekciarstwie.

Bartek: To prawda. Kinomural nie jest projekcją. Nie robimy ekranu na ścianie – wykorzystujemy całą jej powierzchnię. Dlatego są to „murale” a nie „filmy”. Interesują nas struktura, forma i miejsce. Artyści przygotowują w większości dedykowane prace, a więc, przykładowo, jeśli jakaś ściana będzie miała okna, to mogą być uwzględnione w projekcie wizualnym.

Skąd wziął się pomysł Kinomuralu? Jak na niego wpadliście?

Piotr: Pewnego dnia, 10 lat temu, jechaliśmy samochodem po Wrocławiu przerażeni wielkoformatowymi reklamami, które masowo i w sposób zupełnie niekontrolowany zaczęły zakrywać całe budynki i kamienice. Pomyśleliśmy wtedy, że cała przestrzeń miejska nie powinna służyć tego typu działaniom. Służyć za to mogłaby sztuce. Czemu więc nie wykorzystać ścian budynków jako swoistego płótna, na którym zaprezentujemy coś wizualnego, fajnego i totalnie odjechanego? Od zawsze, zresztą, czułem potrzebę realizowania swoich własnych video-artów, krótkich eksperymentalnych form. Nie chciałem jednak robić tego na ogólnie przyjętych zasadach, wchodzić w elitarne, hermetyczne środowisko sztuki galeryjnej i rozpychać się łokciami na lewo i prawo. Zupełnie mi na tym nie zależało. Podobnie Bartkowi. To chyba u nas rodzinne (śmiech). Wiedzieliśmy też, że naszych projektów nie mamy szans pokazywać w kinie czy w telewizji.

Bartek: Tak, to było około roku 2009. Zaczynaliśmy dopiero współpracować artystycznie. Wcześniej każdy z nas miał swoje własne historie – telewizyjne, filmowe, wizualno- artystyczne, komercyjne. W końcu połączyliśmy siły i narodziło się marzenie pt. „Kinomural”. Bardzo nęciła mnie taka wizja, że ktoś idzie sobie ulicą, przystaje i widzi na ścianie budynku coś, co wybija go z jego codzienności, przenosi do innego, odrealnionego świata.

Fot: Filip Zawada

W Polsce odbywały się podobne projekcje? Nie trafiłem nigdzie na ich ślad.

Bartek: To jest absolutne novum w naszym kraju. Współpracujemy z dużą firmą specjalizującą się w wielkoformatowych projekcjach, która robi dużo podobnych rzeczy, ale do tej pory nie miała do czynienia z przedsięwzięciem takiego typu. Każdy z budynków, który wykorzystamy, jest inny. Przygotowujemy kilkanaście projektów w kilkunastu różnych lokalizacjach. Jedna kamienica jest węższa, druga szersza, jedna niższa, druga wyższa. To naprawdę nie jest łatwa rzecz.

To druga edycja imprezy, nieporównywalnie większa od poprzedniej.

Bartek: Szczerze powiedziawszy, nie traktujemy zeszłorocznej edycji Kinomuralu jako tej pierwszej. To była raczej rozgrzewka. Chcieliśmy zobaczyć, jakie formy audiowizualne sprawdzają się na ścianach, a jakie nie. W tym roku dostaliśmy patronat Prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka i wsparcie od Miasta, a także ze strony TBS Wrocław i Dolnośląskiego Centrum Filmowego. Dzięki temu możemy zaprosić publiczność na naprawdę niezwykłą przygodę.

Fot: Piotr Bartos

A dlaczego wybraliście akurat Wrocław i Nadodrze?

Bartek: Po pierwsze dlatego, że tu mieszkamy. Wrocław posiada bardzo specyficzną przestrzeń, taką, której nie posiada żadna inna polska metropolia. Wybraliśmy stolicę Dolnego Śląska właśnie z tego powodu. Nazywam Wrocław „miastem z powyrywanymi zębami”, bo  niesłychanie ucierpiało wskutek II Wojny Światowej. Ogrom budynków przestał istnieć albo zachowały się jedynie pojedyncze kamienice z gołymi ścianami. I właśnie na tych bocznych ścianach będziemy prezentować prace artystów z całego świata.

Piotr: Braliśmy jeszcze pod uwagę Ołbin i okolice Traugutta. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Nadorze. Mieliśmy tę przestrzeń doskonale spenetrowaną. Powstawały tu zdjęcia do naszej pierwszej fabuły, która niedługo będzie miała swoją premierę kinową.

Podczas Kinomuralu zobaczymy kilkadziesiąt prac artystów z całego świata. Których z nich nie można przegapić?

Bartek: W Kinomuralu nie chodzi o podejście festiwalowe typu headlinerzy programu. Tu liczy się efekt konfrontacji odbiorcy ze sztuką. Zarówno świadomego odbiorcy, który celowo przyjdzie zobaczyć, czym jest Kinomural, jak i przypadkowego mieszkańca Nadodrza, który akurat wracał będzie z pracy czy wychodził na spacer z psem. Albo usiądzie rytualnie na swojej ulubionej osiedlowej ławce i zobaczy coś, czego jeszcze nigdy nie widział. Inne osiedle. Inne Nadodrze.

Piotr: Nie zmienia to faktu, że zależało nam na pokazaniu prac konkretnych artystów, bo są naprawdę świetne. W ostatniej chwili do programu dołączył na przykład Thorsten Fleisch, znany na całym świecie z projektu pt. „Energie!”, w którym ujawnia się jego fascynacja odkryciami Nikoli Tesli. Tworzył prace m.in. na zamówienie Gaspara Noé.

Bartek: Jeżeli ktoś chce zobaczyć coś, czego nigdy wcześniej nie widział, coś, co jest odważnym eksperymentem i nieoczywistą formą sztuki, to będzie to dla niego idealna okazja. Wielbiciele kina, zwłaszcza kina artystycznego, też poczują się ukontentowani. W końcu wszyscy, którzy kochają lub po prostu lubią Wrocław, będą mieli okazję zobaczyć miasto z zupełnie nowej perspektywy.

Fot: Piotr Bartos

Jak widzicie Kinomural za kilka lat?

Bartek: Kinomural będzie z pewnością wędrował. Mamy specjalną bazę miejsc, których chcemy użyć w przyszłości. Oby tylko jeszcze istniały. Inaczej będziemy musieli się nieźle gimnastykować. Zależy nam też na zaproszeniu widzów, wrocławian, do miejsc, których dobrze nie znają lub do których ciężko jest dotrzeć. W tym roku wybraliśmy osiem ścian, w przyszłości chcemy wykorzystać ich jeszcze więcej. Skala w naszym projekcie ma znaczenie o tyle, że im więcej budynków użyjemy, tym bardziej odrealnimy świat. A na tym odrealnieniu, na pewnej magii, bardzo nam zależy. Chcemy, żeby ludzie wędrowali po dziwnej, fantazyjnej przestrzeni, żeby wtapiali się w nią, przeżywali coś niezwykłego. W przyszłości być może też postawimy bardziej na aspekt audiowizualny całego przedsięwzięcia. Już teraz dostajemy ciekawe propozycje.

Piotr: Przestrzeń to bardzo ulotna sprawa. Zmiany postępują dynamicznie. Może być tak, że za rok ściany, które dzisiaj wykorzystamy, po prostu znikną lub zmieni się ich przeznaczenie. Podczas Kinomuralu ożywimy na przykład plac przy Kurkowej, który chwilę potem zmieni się całkowicie. To naturalny proces wpisany w funkcjonowanie miejskiej zabudowy.

Wrocław to miasto studentów. Myślicie o tym, żeby włączyć tę grupę w swoje działania?

Piotr: Wrocławskie ASP jest bardzo chętne na współpracę. Jest taki pomysł, żeby dany rocznik miał swoje dwie ściany. W ramach zajęć studenci tworzyliby wspólny projekt, który następnie zaprezentowaliby podczas Kinomuralu. Jesteśmy na tą opcję bardzo otwarci.

Jako tandem istniejecie w zasadzie od zawsze – i jako bracia, i jako współpracownicy.

Bartek: Istniejemy już nie tylko jako bracia, bo od pięciu lat pracuje z nami nasza siostra Agata, która wróciła z Holandii, gdzie studiowała w Akademii Sztuk Pięknych. Agata jest współautorką Kinomuralu. Odpowiada również za identyfikację graficzną całego projektu.

Fot: Piotr Bartos

Jak oddzielacie życie zawodowe od prywatnego? To w Waszym przypadku możliwe?

Bartek: Nie mieliśmy jeszcze wspólnych dziewczyn (śmiech). Tworzymy razem, działamy razem. Czasami zapominamy, że to, co robimy, jest tak naprawdę pracą, bo po prostu w ten sposób żyjemy na co dzień. Ma to swoje ogromne plusy, w końcu dogadujemy się bez słów. Oczywiście kłócimy się też i musimy od siebie odpocząć raz na jakiś czas, ale to naturalne.

Piotr: Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie wspólna pasja i wspólne marzenia. Każdy z nas chciał robić sztukę wedle własnych reguł, idąc nieraz pod prąd, by mieć pełną autonomię.

Wszyscy pochodzicie ze środowiska filmowego i interesujecie się sztuką eksperymentalną. Czy macie w planach jakieś inne niestandardowe pomysły, które zaprezentujecie publiczności?

Bartek: Obecnie skupiamy się na robieniu kina. Naszym głównym celem od zawsze było fabularne kino autorskie, co już się udało. W tej chwili jesteśmy po montażu naszej pierwszej fabuły kinowej według scenariusza i w reżyserii naszego ojczyma – Tomka Tryzny. Piotr jest autorem zdjęć, Agata współscenarzystką i kostiumografką, a Bartek współscenarzystą i producentem. Niedługo zaczynamy zdjęcia do kolejnego filmu. Chcemy tworzyć autorskie rzeczy oparte na naszych własnych regułach i pracować we własnym tempie.

– – –

Bartek (ur. 1979 r), Agata (ur. 1983) oraz Piotr (ur. 1984 r.) Bartosowie należą do wielopokoleniowej rodziny filmowej. Projekt Kinomural jest tylko częścią ich wspólnej działalności artystycznej, która na dobre rozpoczęła się 10 lat temu. To właśnie wtedy bracia przyjechali do Wrocławia i zaczęli działać zawodowo jako duet. Piotr – reżyser, operator i montażysta eksperymentujący z ruchomym obrazem, połączył siły z zajmującym się głównie reżyserią, scenopisarstwem oraz produkcją Bartkiem. Razem powołali do życia Studio Manifiesta. W 2015 dołączyła do nich siostra Agata, artystka multimedialna, reżyserka, scenarzystka i kostiumografka. W 2014 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym T-Mobile Nowe Horyzonty zostali laureatami konkursu Powiększenie za pełnometrażowy dokument „Chłopiec z żabą”. Rok później Piotr i Agata zrealizowali kontemplacyjny film „Egzul”, który zdobył laury na międzynarodowym festiwalu Shortcutz Amsterdam. W 2016 bracia zaprezentowali zrealizowany w Nowym Orleanie pełnometrażowy dokument o sztuce pt. „Floating on Fire”, a w 2018 roku Piotr i Agata nakręcili krótkometrażowy film „Ach gdy tak błądzę”, który znalazł się w głównym konkursie festiwalu filmów krótkometrażowych w Hollywood.

W dniach 20-21 września 2019 r., za sprawą projektu Kinomural, wrocławskie Nadodrze zamieni się w wielkoformatową galerię sztuki. Na 12 ścianach 8 kamienic pojawią się ruchome murale autorstwa artystów z Polski, Kolumbii, Chin, Japonii, USA czy Szwajcarii. Wśród twórców, których prace będziemy podziwiać, są m.in. Tomek Tryzna, Filip Zawada, Marcin Ożóg, Dagmara Pochyła, a także Thorsten Fleisch, Yuge Zhou, Zlatko Ćosić, Shusaku Kaji, Sean Pecknold i Mike Pelletier. To pierwszy w Polsce projekt prezentujący sztukę w takiej formule.

Więcej informacji: www.kinomural.com, www.fb.com/kinomural, www.instagram.com/kinomurale

Rozmawiał: Kamil Downarowicz

Aktivist patronuje akcji Kinomural 2019