Little Simz – Stillness in Wonderland

Solidnych albumów serwowanych przez młodocianych raperów było w tym roku jak na pęczki. Wydaje się, że fala dwudziestolatków zadomowiła się w naszych słuchawkach na dobre. Wystarczy wspomnieć o najważniejszym z nich, czyli złotym dziecku, protegowanym Kanye Westa i ulubieńcowi Saturday Night Live – Chance the Rapperze. Im dalej w las, tym ciekawiej – 2016 rok to bardzo dobre płyty od Micka Jenkinsa i Noname, a swoje cegiełki dołożyli też Raury, Kamayiah czy Saba.

Na czoło tego peletonu wysunęła się niespełna 23-letnia mieszkanka Londynu, Little Simz. Jej oficjalny debiut namieszał w wielu ubiegłorocznych zestawieniach. Teraz charyzmatyczna raperka wraca z albumem Stillness in Wonderland, który znienacka zagościł na platformach streamingowych. Bez owijania w bawełnę – Little Simz dała radę na maksa, myślę nawet, że drugi w karierze raperki album przebija to, co usłyszeliśmy na mroczniejszym debiucie A Curious Tale of Trials + Persons

Muzyka, którą oferuje nam pochodząca z Nigerii Simbiatu Ajikawo to wręcz nieprzyzwoicie przyjemny, układający nas w wygodnym fotelu hip-hop. Napotkamy na nim na sporo gatunkowych wycieczek, często wynikających ze sporego wkładu zaproszonych na Stillness in Wonderland gości. Usłyszymy m.in. Syd z The Internet, która popisowo wykonuje refren w przebojowym Shotgun. Dobrze wyszedł też ficzuring w One In Rotation + Wide Awake z wokalistą SiR, który lubuje się w zmysłowym r’n’b. Ciekawie prezentuje się Bad to the Bone, w którym wokalistka Bibi Bourelly brzmi jak klon Rihanny, a Little Simz wypływa w rejony bliższe Schoolboy’owi Q. Nie gorzej wypada singlowy Poison Ivy, który z powodzeniem mógłby szturmować radiowe listy przebojów. Można by jeszcze wymieniać, bo cały album to hip-hop wysokiej próby.

Co jednak najbardziej przykuwa uwagę i powoduje, że ciężko się oderwać od tej płyty to fakt, że Little Simz doskonale operuje melodiami i swoim charakterystycznym, ostrym flow. Pomimo młodego wieku, raperka posiada duże doświadczenie i to wyraźnie słychać. Szczególnie, jeśli spojrzymy na warstwę liryczną, ukrytą broń Ajikawo. 

Stillness in Wonderland to krążek sporej długości, więc groziło mu widmo monotonii i tzw. wypełniaczy. Na całe szczęście, artystce udało się wykreować spójną i jednocześnie różnorodną płytę, w której nie ma miejsca na nudę. Mamy wiarygodny przykład na to, że nie warto publikować rocznych podsumowań z początkiem grudnia.