Legenda Kaspara Hausera

Yeah, all right. Połowę roboty odegrał (dosłownie) #Vitalic – hymny „Second Lives” i „Poison Lips” spinają baśń technoklamrą, a hipnotyczna muzyka Francuza nakręca hipnotyczny film niczym Kavinsky „Drive”. Ćwierć sukcesu to #VincentGallo w podwójnej roli szeryfa i jego brata The Pushera (brody nie golił chyba od „Essential Killing”). Sześć procent – jak ładnie wyliczyłem – robią czerń i biel, które w postaci niezrozumiałej symboliki wdzierają się w niezrozumiałe sceny (wybielanie kota proszkiem, mleczny bełt…). That’s right! Ponieważ poza teksańskim szeryfem (chciałbym to usłyszeć w wersji dubbingowanej przez Tomasza Knapika albo odtworzone przez syntezator Ivona!) bohaterowie mówią językiem reżysera, skojarzenia z neorealizmem i późniejszymi wielkimi włoskiego kina są nieuniknione. Kolejnych 16 procent to sflaczała androgyniczna albinoska w roli tytułowej (nie, to nie są tzw. męskie cyce, to nie jest głos chłopca mutującego), debiutantka na dużym ekranie.

Sporo wnosi tu też zabawa znaną legendą. Odniesienia do historii norymberskiego dzikusa z początku XIX w. i Herzoga są mniej niż nienachalne. Słuchawki na głowie z dyndającym bezwiednie jak sam #Kaspar kablem zamiast pianina w salonie, tatuaż zamiast karteczki, muł zamiast drewnianego konika, schemat: odnalezienie, akceptacja, edukacja, tajemnicza śmierć. Wreszcie jego/jej fetysz – ciuchy Adidasa, pewnie pierwszy product placement, za który firma nie musiała płacić. Trzeba tu wspomnieć o kostiumach: kowbojskie szeryfa, białe (włoskojęzycznego) brata motocyklisty, siatkowy top jego prześlicznej dziewczyny, sutanna księdza z (drugą) połową logo Judas Priest i kaburą u pasa, księżna w woalach… Rzecz się dzieje nigdzie, czyli na wyspie koło Sardynii, tu nazwanej X. Na jej brzeg #Hausera niczym śniętego płetwala wynosi morze Y, w roku – a jakże by inaczej – 0. Czy to następca tronu pięcioosobowego księstewka? Niemy impostor? A może naspidowany mesjasz? Jest jeszcze subtelny trop ze sceny otwierającej i plakatu: UFO… Fascynujące popkulturowe dziwadło czy pretensjonalny artystowski gniot? Kochaj albo rzuć po pierwszej minucie. Ja daję pięć na pięć. That’s right, boy!

reż. Davide Manuli
obsada: Vincent Gallo, Silvia Calderoni
Włochy 2012, 90 min
Spectator, 4 października