Krwawe zbiory

„Mandarynki”
(„Mandariinid”)
reż. Zaza Urushadze
obsada: Lembit Ulfsak, Giorgi Nakashidze, Elmo Nüganen
Gruzja/Estonia 2013, 90 min
Art House, 6 czerwca

Wojna w Abchazji w 1992 r. Estończycy Iwo i jego sąsiad Marcus zostają jako ostatni w wiosce, by zebrać dojrzewające mandarynki. Ale to nie tylko zbiory zatrzymują ich na miejscu – mimo wystrzałów i żołnierzy poczynających sobie coraz bardziej zuchwale obaj nie umieją opuścić okolicy, która ukształtowała całe ich życie. Stare drzewa łatwiej wyrąbać niż przesadzić. Wojenna zawierucha nie ominie ich sielskiego sadu – zamiast owoców Iwo zacznie zbierać z ziemi pokiereszowanych rekrutów. Dwóch rannych z przeciwnych obozów kładzie w swoim domu. Ahmed i Niko, Czeczen i Gruzin, muzułmanin i prawosławny. Żołdak do wynajęcia i niespełniony aktor z Tbilisi – do niedawna sąsiedzi, teraz śmiertelni wrogowie zaczną zdrowieć na czas, by przy braterskim powitaniu poderżnąć sobie gardła. Gospodarz wymusza jednak na nich złożenie honorowej obietnicy – pod jego dachem nie dojdzie do rozlewu krwi. Abchazja, ogród mandarynkowy i widmo wojny – spokojnie, film Zazy Urushadze nie jest propozycją wyłącznie dla sierot po śp. irańskiej nowej fali, która z namaszczeniem kontemplowała jałowe pagórki. Z pozoru egzotyczne „Mandarynki” są bowiem ujmująco staroświecką przypowieścią rozpisaną na trzech aktorów, której udaje się uniknąć przesadnej umowności za sprawą żywych, ostrych jak seria z karabinu dialogów. Anegdotyczne spotkanie dwóch wrogów narzuca skojarzenie z pamiętną „Ziemią niczyją”, ale gruziński reżyser inaczej rozkłada akcenty. Absurdalny humor bośniackiego arcydzieła Urushadze zastąpił dobrotliwym żartem i szlachetnym w intencjach moralizatorstwem. Szybko zostaje ono jednak starte w proch przez absurd wojny. Ta opowieść o honorze, braterstwie i wadze słów nie może liczyć na happy end – mądrość starców okaże się mieć ograniczony wpływ na instynkty młodych, których historia pchnęła na przeciwległe strony barykady. Mandarynki muszą zgnić. [Mariusz Mikliński]

4A!
FILM

1 komentarz

Dodaj komentarz