Koniec z wkręcaniem żarówek? Dziwne, że nie wymyślili tego wcześniej

źródło: Megabulb

Choć w ostatnich latach do żarówek wprowadzane są różne innowacje (głównie z powodu zredukowania ich energochłonności), a na rynku pojawiają substytuty: halogeny, LED-y czy diody, kształt tych urządzeń pozostaje w zasadzie bez zmian. Od 138 lat funkcjonuje bowiem model żarówki zaproponowany przez Thomasa Edisona – gruszkokształtna bańka osadzona na metalowym gwincie, noszącym zresztą imię swojego twórcy.

Wszystko może jednak zmienić propozycja, której prostota aż boli. Szczególnie, gdy przypomnimy sobie ostatnie balansowanie na taborecie z rękami w górze, kiedy próbowaliśmy przez rękaw bluzy wykręcić gorącą (a jakże! po co czekać?) przepaloną żarówkę. Albo wkręcić nową w kamienicy z 3,5 metrowym sufitem, stojąc na zbyt niskiej drabinie. Czy – najlepiej – pozbyć się za pomocą kombinerek pozostałości gwintu z resztkami szkła, bo żarówka postanowiła nagle wybuchnąć.

Co zamiast gwintu? Magnes. Firma Magbulb proponuje wymienne gniazda, które wystarczy zamontować na żarówce, a potem przybliżyć lub nawet podrzucić do oprawki. Żadnego kręcenia, wkręcania czy odkręcania. Plug and play. Na poniższym filmiku możecie zobaczyć, jak proste jest to rozwiązanie. I mieć nadzieję, że kiedyś zamiast gwiazd będziemy mogli kupić w sklepie gotowe magnetyczne żarówki.

 

Jak wszyscy dzisiejsi technologiczni odkrywcy, Magbulb swój łatwiejszy sposób na zmianę żarówki próbuje zmonetyzować na Kickstarterze, pisząc, że „od teraz z wymianą żarówki poradzi sobie nawet małpa czy kot”. I choć kota ciężko sobie w tej roli wyobrazić, oto małpa z reklamy Magbulb:

źródło: Magbulb

Niedowiarków ma przekonać także porównanie szybkości wymienianych żarówek. Choć z punktu widzenia biznesowego zbiórka już teraz zakończyła się spektakularnym sukcesem. Założony cel 3 tys. dolarów zrealizowano już w kilka dni, a obecnie Magbulb ma na koncie prawie 11 tys. 

 

2 komentarze

Dodaj komentarz