Kochasz pizzę? Porzucisz ją dla Pinsy!

Pizza, picka, pizzunia. Chyba żadne danie nie ma takiej pozycji w naszej kulturze jak włoski placek. Problem w tym, że często kawałek pizzy lubi wywoływać dietetyczne wyrzuty sumienia nie mniejsze niż ciastko z kremem. Co jednak powiedzielibyście na to, żeby pizzę zmienić na danie mniej kaloryczne, a do tego o wiele smaczniejsze?

Pinsa to wciąż świeża propozycja na warszawskiej, a nawet polskiej, gastro mapie. Właściciele dwóch pierwszych lokali serwujących Pinsę w Warszawie mają wyłączność na sprzedawanie jej w Polsce! Możecie być zatem pewni, że wybierając się na Pinsę, spróbujecie czegoś, czego z pewnością nie znajdziecie w innych włoskich lokalach.

„Po raz pierwszy upiekłem Pinsę sześć lat temu. Jednak dokładnie pamiętam swoje premierowe spotkanie z tym daniem, które miało miejsce podczas studiów w Rzymie. Zakochałem się w Pinsie od pierwszego kawałka!” – mówi Francesco Pisani – człowiek, który sprowadził Pinsę do Warszawy!

Tradycyjna włoska Pinsa, a więc także i ta, której możecie spróbować w lokalach na Francuskiej i Klimczaka, powstaje z zupełnie innych produktów i w zupełnie innym procesie produkcyjnym niż pizza. Stwierdzenie, że sekretem sukcesu Pinsy jest ciasto to trochę jak stwierdzenie, że lato w Polsce trwa o pół roku za krótko.

„Pinsy nie da się przygotować samemu w domu, choćby z tego względu, że używamy do niej specjalnego rodzaju mąki, niedostępnego w regularnej sprzedaży. Kolejnym tajnikiem produkcji pysznej Pinsy jest profesjonalny i odpowiednio przygotowany piec. To właśnie temperatura oraz cyrkulacja powietrza sprawiają, że Pinsa jest taka smaczna! Nie mniejszą rolę gra przygotowanie ciasta, które lubi, żeby się nim odpowiednio „zaopiekować”. Ciasto, z którego wyrabiamy Pinsę leżakuje od 24 do 48 godzin!” – dodaje Francesco

Ciasto, z którego powstaje Pinsa, zawiera o wiele mniej oliwy, tę zastępuje większa ilość wody. Tradycyjna Pinsa zawiera także zakwas chlebowy. To właśnie on sprawia, że w odróżnieniu od innych włoskich placków Pinsa w smaku przypomina tradycyjny chleb, do którego tak chętnie nawiązują właściciele wszelkich piekarni. Różnica jest jednak dość subtelna, a jedząc Pinsę, poczujecie ją już po pierwszym kęsie.

Woda, zakwas i…mąka! No bo jak zrobić ciasto bez mąki? Tradycyjna Pinsa powstaje z mieszanki mąki sojowej, ryżowej i pszennej. Aby tradycji stało się zadość, właściciele pierwszych polskich lokali z Pinsą swoją mąkę sprowadzają specjalnie z Włoch, dbając przy tym o to, żeby była ona najlepszej jakości.

Cała ta subtelna kombinacja sprawia, że otrzymujemy produkt o bardzo niskiej zawartości tłuszczu, małej ilości kalorii, a przede wszystkim lekkostrawny. Zielone światło dla żarłoków? Jasne, ale najpierw zobaczcie co, czeka na Was na „wierzchu” tego pysznego ciasta!

W Pinsa na Francuskiej i Klimczaka zmierzyć się możecie z Pinsą w 16 różnych smakach. Od tradycyjnej basilco (mozzarella, sos pomidorowy, świeża bazylia), przez Pinsa Con Polipo (grillowana ośmiornica, świeża rukola, sałata karbowana, pomidorki cherry, sos czosnkowo-cytrynowy) po słodkie wariacje jak na przykład Pinsa Frutti di Bosco (Ricotta, maliny, borówki, z miętą lub bez, cukier puder). Wegan zachwyci z pewnością kultowa Marinara (ostry sos pomidorowy z czosnkiem i chilli, krewetki, pietruszka, oliwa czosnkowa).

Zresztą najlepiej Pinsę  opisuje szef kuchni Pinsy – Francesco: „To potrawa lekka, zdrowa i unikalna. Jest czymś kompletnie innym niż Pizza, bo Pinsa przypomina leciutkie, rustykalne pieczywo. Ale tę różnicę poczujecie dopiero , kiedy sami jej spróbujecie!”

Nas pinsowe szaleństwo wkręciło już na dobre. Nie zdziwcie się jak spotkacie nas w Pinsie na Francuskiej lub Klimczaka.

Tagi