Kiedy eros spotyka Tanatosa

Starość nie radość? Nie w przypadku Romana Polańskiego. Reżyser „Noża w wodzie” po raz kolejny udowodnił, że jest w znakomitej formie.

I to zarówno na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni, kiedy niespodziewanie pojawił się jako gość Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, jak i w teatralnej sali, gdzie rozgrywa się akcja jego najnowszej produkcji. Punktem wyjścia jest tym razem głośna powieść Leopolda von Sachera-Masocha, będąca dziennikiem dość osobliwego (seks)eksperymentu. #Wenuswfutrze nie jest jednak wierną adaptacją. Polański realizuje raczej twórczą fantazję na temat, sprawiając wrażenie, jakby świetnie się przy tym bawił. #Kameralna „Wenus w futrze” rozpisana jest ledwie na dwa głosy. Jeden z nich należy do Thomasa, reżysera teatralnego (w tej roli ucharakteryzowany na Polańskiego Mathieu Amalric), sfrustrowanego kolejnymi nieudanymi przesłuchaniami. Drugi – do tyleż #tajemniczej, co demonicznej Vandy (znakomita kreacja #EmmanuelleSeigner, żony reżysera), ostatniej nadziei na powodzenie całego przedsięwzięcia. Pozór przypadku szybko ustępuje miejsca wyrafinowanej, przepełnionej erotyzmem grze, a przypisane na początku role z każdą chwilą zdają się coraz bardziej odwracać. Esencja filmu Polańskiego, podobnie jak we wcześniejszej „Rzezi”, zawiera się w dialogach, które z wdziękiem lawirują pomiędzy źródłowym tekstem a licznymi odautorskimi „uwagami”. Polańskiego w Polańskim jest tu zresztą znacznie więcej. Powracają dobrze znane motywy i niepodrabialne poczucie humoru, całość ponownie rozgrywa się w klaustrofobicznym wnętrzu, a Thomas to w istocie kolejne wcielenie bohatera „Lokatora”, Trelkovskiego. „Wenus w futrze” to prawdziwy reżyserski majstersztyk. Pozostaje jedynie #nadzieja, że nie zobaczy go zbyt wielu polityków. Jeśli bowiem spojrzymy na kondycję reżysera, który skończył niedawno 80 lat, to kto wie, czy jeden z drugim nie wpadną na pomysł, by przesunąć jeszcze bardziej granicę #wieku emerytalnego.

Dodaj komentarz