Jay Rock, 10.02, Progresja Warszawa

Zanim wszyscy nucili „Bitch, Don’t Kill My Vibe” Kendricka Lamara, to właśnie Jay Rock rozgrzewał scenę dla młodszego kolegi z wytwórni TDE. Style obu raperów brzmiały w tej samej przestrzeni kalifornijskiej oficyny, zaraz obok twórczości ScHoolboya Q, Ab-Soula, Isaiah Rashada czy SZA. Rock znajdował się zawsze w cieniu bardziej popularnych kompanów, ale trzeba przyznać, że to dzięki niemu słuchamy naprawdę solidnych albumów starej szkoły. Docenia je jednak nie tylko towarzystwo stroniące od newschoolu, ale też fani szorstkiego brzmienia i opowieści o trudnych konfliktach z prawem. Najważniejsze przecież jest to, żeby bujało, dlatego nie musicie się wahać, czy pójść na koncert artysty z Los Angeles. Bo Jay Rock na stówę dostarczy konkretnej nawijki i scenicznego zaangażowania.

Tekst: Magda Staniszewska