Jasny gwint – „DAMN” Lamar Kendrick

„Stanem” określa się psychofana artysty, dla którego wszystko, co jego idol stworzy jest genialne. Nie wiem, czy jestem stanem Kendricka, ale wydaje mi się, że wszystko, co dotąd stworzył, potwierdza, że Lamar to największa petarda w świecie rapu. Gdy po raz pierwszy włączyłem kawałek „DNA” z nowej płyty, poziom hajpu, który poczułem, spowodował, że o mało nie wyrzuciłem głośników przez okno. Zmiana bitu w środku utworu to jeden z najbardziej energetycznych momentów w hip-hopie i to, że skacząc do tego kawałka, nie połamałem w swoim mieszkaniu kilku krzeseł, zakrawa na cud.

Następny „Yah” to całkowicie inna stylistyka – jest spokojna, wyluzowana i idealnie przechodzi w „Element” wyprodukowany między innymi przez Jamesa Blake’a, uderzając w uszy bardzo rozpoznawalnymi klawiszami muzyka. Kendrick na „DAMN” uderza w tony przywodzące na myśl „To Pimp A Butterfly” sprzed dwóch lat, tylko po to, żeby za chwilę dać track, który przypomina starszy „Good Kid, M.A.A.D City”. Wszystko się zgadza – od produkcji aż po featuringi, wśród których znajdziemy U2 i Bono śpiewającego najlepszą piosenkę ostatnich piętnastu lat swojej kariery. Kendrick na „DAMN” po raz kolejny próbuje zmierzyć się z koncepcyjnym podejściem do albumu długogrającego. To tak naprawdę wgląd w jego życie – powolny rozwój i zmieniający się wokół niego świat to główne wątki wydawnictwa. Znowu mierzy się z kruchością życia i śmiercią, z wszechobecnym strachem, który nigdy go nie opuszcza, a tylko zmienia swoje oblicze. Wszystko prowadzi do ostatecznego rozwiązania – śmierci.

W finałowym utworze „Duckworth” (prawdziwe nazwisko Kendricka) raper żegna się z życiem. Jednak przewijający się przez cały albumu wątek wiary i Boga każe nam wierzyć, że w oczach rapera śmierć nie jest końcem. I wydaje się, że data premiery – Wielki Piątek, który upamiętnia śmierć Jezusa, nie jest przypadkowa. Pojawia się pytanie, czy może Kendrick, podobnie jak Syn Boży, zmartwychwstanie w Niedzielę Wielkanocną i czy przypadkiem jego zwycięstwo nad śmiercią nie zostanie podkreślone kolejnym albumem muzyka, dzięki czemu niniejszy tekst będzie dotyczył tylko połowy tego projektu. (Nie zostało – przyp. red.) [Kacper Peresada]

Universal Music Polska, 2017