Jasnosłyszenie – jakiej muzyki będziemy słuchać w 2015 roku?

Pewnie, można zajrzeć na listę BBC Sounds of 2015 i gotowe. Ale po co, skoro sami możecie to zrobić. My zanurzamy ucho głębiej i dalej od mainstreamu, żeby wyłowić dla was to, czego warto posłuchać w tym roku. Miejcie na nich ucho.


Junglepussy
Co któraś rapowa newcomerka, która wpadnie mi w ucho, już po kilku miesiącach miast nawijać zaczyna śpiewać, bity dobiera sobie z numeru na numer coraz rzewniejsze, a ostre z początku pazury piłuje jej majors, z którym podpisuje kontrakt. Ten scenariusz przerobiłem już z Rye Rye, Nicki Minaj czy Angel Haze. Że tego losu może nie podzieli Junglepussy, przekonuje mnie jej świadome podejście do seksualności i koloru skóry oraz dobór miejsc, w których gra koncerty. Nowojorska Mistrzyni Ceremonii o przeuroczej ksywce swoim zeszłorocznym krążkiem „Satisfaction Guaranteed” dowiodła, że ogromne wrażenie, jakie robiły jej pierwsze single i klipy, nie wynikało z tak dziś pożądanego i bardzo przecenianego statusu nowinki. Mam nadzieję, że kiedy do jej drzwi zaczną pukać fonograficzni giganci, Junglepussy weźmie przykład ze swojego koleżki Le1fa i swojej publiki, rozpoznawalności i wspomnianej satysfakcji poszuka na obrzeżach głównego nurtu. [Filip Kalinowski]


Syny
„Czasu coraz mniej jak kredytów na TAK TAKu, orient ekspres chłopaku jak chcesz dobrą drogę znaleźć na tym szlaku” w 1999 r. nawinął Sokół na pierwszym Zip Składzie. 16 lat później pisany dużą literą „Orient” może okazać się wskazówką, gdzie szukać niesztampowego rapu. Taki tytuł bowiem nosić będzie debiutancki album Synów, klasycznego w podziale ról hiphopowego duetu MC/producent. Robert Piernikowski i Przemysław Jankowiak (znany lepiej jako Etamski), choć z klasycznym hip-hopem nie mieli do tej pory zbyt wiele wspólnego, doświadczenia, jakie zdobyli na scenie eksperymentalnej, przełożyli na rymy i bity właśnie. Fani zaszumionych, zwichniętych brzmień spod szyldów Definitive Jux czy Stones Throw powinni nadstawić uszu, a miłośnicy improwizacji i ponadgatunkowych badań nad dźwiękiem wyzbyć się protekcjonalnego stosunku do rapu i podnieść wreszcie ręce w powietrze. [Filip Kalinowski]

THE BLACK RYDER – SEVENTH MOON from THE BLACK RYDER on Vimeo.

The Black Ryder
Ich debiut „Buy the Ticket, Take the Ride” to jedna z najlepszych niezależnie wydanych płyt ostatnich lat. Niestety, w chwilę po tym kjak Black Ryder zaprezentowali się szerszej publice dzięki soundtrackom do seriali oraz amerykańskiej trasie z The Cult, duet zafundował sobie przerwę. Po kilku latach spędzonych raczej na studiowaniu nauk magicznych niż formowaniu składu australijski band niespodziewanie ogłosił datę premiery drugiego krążka. Dwa single z „The Door Behind the Door” dostępne online zachwycą wielbicieli The Brian Jonestown Massacre czy My Bloody Valentine. [Michał Kropiński]

The Suffers
Ubiegły rok upłynął pod znakiem reedycji funkowej klasyki. Fajnie by było, gdyby ten pokazał światu coś więcej poza oldboyami i doskonałym katalogiem Daptone. Iskierką w tunelu są The Suffers, którzy w prawdziwie starym stylu uformowali wypasiony bigband. Ich debiutancka EP-ka wyszła pod koniec stycznia, a pełnowymiarowe wydawnictwo ma ukazać się jeszcze w tym roku. Czterdzieści lat temu przy takich dźwiękach Ameryka zdzierała obcasy. Tylko wtedy nie było internetu… [Michał Kropiński]


Wolf Alice
Zróbcie miejsce gitarom! Po tłustych latach r’n’b, hip-hopu i elektroniki to znowu one zaczną się w 2015 r. mocniej dopraszać o należną im uwagę. Londyńczycy z Wolf Alice być może wezmą nas, podobnie jak ich elektroniczni koledzy z Disclosure, na sentyment do muzyki sprzed 20 lat. Wolf Alice to najntisowy rock z korzeniami w grunge’u (Hole) i amerykańsko brzmiącym shoegazie spod znaku 4AD – senne wokale Ellie Rowsell spodobają się fanom Lush i Belly, a nawet The Cranberries. Posłuchajcie ich zeszłorocznej epki „Creature Songs”. [Rafał Rejowski]

Dodaj komentarz