Jamie xx w kolorze

Aż trudno uwierzyć że minęło już sześć lat od debiutu The xx. Czarno-biała okładka skrywała płytę wypełnioną introwertycznymi piosenkami czwórki (wówczas) nieśmiałych londyńczyków, których muzyczna wrażliwość zachwyciła tak wielbicieli niezależnego grania jak i dziennikarzy muzycznych; ale też i kolegów po fachu (z Radiohead, Adele i  Florence Welsh na czele) którzy zlecali nieformalnemu liderowi grupy, Jamiemu Smithsowi, przygotowanie remiksów swoich kompozycji.

Dziś The xx to na brytyjskiej scenie muzycznej zespół-instytucja. Grupa, na której kolejną płytę czeka się w napięciu wiedząc, że będzie ona definicją muzycznych trendów swojego czasu. Tę pozycję iksy zawdzięczają właśnie Jamiemu, który szybko zyskał opinię czarodzieja konsolety. Jego elektroniczne fascynacje znalazły odbicie na drugiej płycie zespołu „Coexist”, ale pełnię swoich możliwości Jamie pokazał na wydanym w tym roku solowym debiucie zatytułowanym „In Colour”.
Dzwonimy do Jamiego, kiedy ten jest w podróży. – Jadę do Leeds, na festiwal – uprzedza. W drodze jest od dłuższego czasu. „In Colour” powstało podczas długich tras koncertowych i zrodziła się z tęsknoty za rodzinnym Londynem. – Nie podoba mi się to, jak to miasto się zmienia. Ale to ciągle mój dom. – przyznaje. To Londyn go ukształtował i ciągle go inspiruje.  Dlatego na płycie znajdziemy sporo sampli o londyńskim rodowodzie – w kawałku „Girl” pojawia się wers z serialu „Top Boy”, którego akcja rozgrywa się na Hackney, gdzie Jamie mieszka i ma swoje studio, a w „Gosh” słychać sampel z muzycznego programu „One In The Jungle” emitowanego w latach 90. w BBC Radio 1.

 

 

Na „In Colour” słychać też nawiązania do pionierskich czasów house’u. Jest dancehall, breakbeat, 2-step, delikatny trip-hop spod znaku Everything But The Girl. I cała masa elektronicznej ciepłej melancholii, tak charakterystycznej dla Jamiego. Ta mnogość tropów muzycznych  jest tak wielka, że płyta jawi się jako świadectwo inspiracji i poglądów artysty na muzykę taneczną. – Nie myślę o tym w ten sposób – zaprzecza po chwili zastanowienia. –Nie chcę mówić ludziom, jak mają to odbierać. „In Colour” to zbiór utworów, który powstawał przez bardzo długi czas.  Dla mnie każda z piosenek była czymś nowym, czymś czego jeszcze nie słyszałem.  Kiedy je tworzyłem, myślałem tylko o tym, co sprawi, że będzie ona mogła lepiej, bardziej interesująco brzmieć – tłumaczy. Materiał z „In Colour” to trochę inna bajka niż chłodne, emocjonalnie męczące kawałki The xx. Brzmi tak, jakby muzyk wreszcie mógł dać upust swoim fascynacjom, na które nie było miejsca w macierzystej kapeli. – Nie traktuję tej płyty jako odskoczni od The xx. Część materiału powstała równolegle z kawałkami, które pisaliśmy w zespole. Nie zastanawiałem się, co gdzie pasuje, to wychodziło naturalnie. A jedna z piosenek, „The Rest Is Noise”, chociaż w zmienionej mocno wersji, trafi na nową płytę The xx. – zdradza muzyk. Kiedy ta się ukaże nie wiadomo. Jedno jest pewne. Jamie to prawdziwy introwertyk. Być może dlatego jego prawdziwa wrażliwość i elokwencja ujawniają się dopiero w muzyce.

Jamie xx zagra w Warszawie 4 listopada w klubie Palladium.

KONCERT WYPRZEDANY!

Bilety nie będą już dostępne ani w przedsprzedaży ani w dniu koncertu!