Wizyta w Mordorze czyli jak pracują katowiccy artyści?

„Mordor” – pomyślałem, gdy po raz pierwszy szukałem adresu katowickiej pracowni grupki artystów, którzy pod wspólnym adresem malują, projektują, fotografują i rzeźbią w srebrze. Na ulicy stał typ w rzeźniczym fartuchu wyprawiający kożuchy, ktoś wywiesił flagę Polski dodawaną do czteropaku piwa – to przyciąga raczej żulików niż kuratorów. Trzeba mieć sporo odwagi, żeby funkcjonować tu na co dzień. Jeszcze więcej, żeby zdecydować się zostać tu, w Katowicach, i stąd kierować swoją karierą.
Tekst: Aleksander Hudzik

Artyści z Katowic i okolic już raz próbowali zasygnalizować światu sztuki swoje istnienie. Okrzyknęli się grupą Ośmiornica. Bartek Buczek wypalił sobie nawet znamię na skórze, które miało odzwierciedlać mafijny charakter formacji. Niewielu to jednak przekonało. Dziś artyści chcą zdefiniować się jeszcze raz. Pomaga im w tym Marta Lisok, kuratorka często uznawana w pracowni za jedną z najważniejszych animatorek w Katowicach. Bartek Buczek i Daria Malicka znaleźli się w jej najnowszej książce „Dzikusy”, prezentującej 13 młodych twórców z Górnego Śląska. Nazywają ich dzikusami, bo ponoć tak patrzy się na nich z perspektywy centrum. Trudno się z tym zgodzić. Artyści, których tu poznałem, to raczej introwertycy, bardzo skupieni na tym, co „tu i teraz”, na „dobrej robocie” i problemach, których nie szukają na ulicy (co nie byłoby ani rozsądne, ani bezpieczne). Nieczęsto można ich oglądać w warszawskich galeriach, chociaż pracują sumiennie. Nie myślą ani o karierze, ani o tym, żeby swoją sztuką kogoś do siebie przekonać. Co jakiś czas tworzą enigmatyczne dzieła – jak obrazy, kolaże czy biżuterię.

mordor1

W jednym z pokoi pracowni wisi flaga Kataru, Maciek, grafik i projektant, przywiózł ją z wycieczki. Daria kursuje pomiędzy Katowicami a Warszawą, gdzie projektuje książki i katalogi dla kilku instytucji kultury. Bartek współpracuje z galerią w Krakowie i wystawia w całej Polsce. Jest jeszcze Barbara – fotografka, której zawód nie zmusza do częstych wyjazdów. Żadne z nich nie myśli jednak o wyprowadzce. W Katowicach łatwiej skoncentrować się na robocie. Tym, co ich łączy, okazuje się energia do działania – próżno bowiem szukać dla nich wspólnego artystycznego mianownika. Olbrzymią pracownię w starej kamienicy dzielą we czworo, ale co dzień wpadają tu inni artyści, znajomi, kuratorzy, krytycy.


Bartek na trenażerze

Gdy po raz pierwszy odwiedzałem ich w pracowni, Bartek Buczek siedział w lycrowych spodenkach na trenażerze rowerowym, piłując kolejne kilometry. Potem jeszcze zestaw ćwiczeń pomagający nabrać krzepy przed sezonem i mogliśmy pogadać o… rowerach, bo tytanowa rama jednego z jednośladów wiszących w korytarzu pracowni wygląda niemal jak obiekt sztuki. Zresztą Bartek wykorzystywał bicykl w swoich działaniach artystycznych – np. wtedy, gdy przez całą noc krążył po katowickim rondzie obok Spodka. To jednak hiperrealistyczne obrazy, ciemne, utrzymane w monochromatycznej tonacji, są jego znakiem firmowym. Często maluje znajomych, a największym komplementem, choć może zabrzmieć to banalnie, jest dla niego wypowiadane przez widzów ze zdziwieniem: „A to jest naprawdę namalowane?”. – Gdy ostatnio kuratorka spytała mnie o problemy malarstwa, opowiedziałem jej, że najbardziej głowię się nad tym, jak zrobić sfumato. Miała minę, jakby pierwszy raz od czasu studiów usłyszała to słowo – śmieje się Bartek. Sfumato to gładkie przejścia między ciemnymi a jasnymi partiami obrazu, Bartek wie, jak się to robi. Maniera malarska to tylko jedno z dziwactw, które składają się na osobliwość tego artysty. Biurko w pracowni mówi o nim więcej niż on sam. Graty i pozornie nieprzydatne bzdety są wszędzie, do tego szklana kaczka z hialitowego szkła. Nawet podając kawę, Bartek opowiada o pochodzeniu kubka i proweniencji spodka. Być może ten natłok zainteresowań sprawia, że prace artysty powstają powoli, a obrazy muszą długo dojrzewać w pracowni. A to nie podoba się galeriom. Ale właśnie dlatego jest tutaj, w Katowicach, bo nie oczekuje, że komuś będzie się podobało to, co robi, a żadna galeria go nie popędza.

mordor3

Artystka w w bibliotece
Daria Malicka miała za sobą studia na filozofii, gdy zdecydowała się zdawać na Akademię Sztuk Pięknych. Być może dlatego z dużym dystansem podchodzi do kolejnych mód artystycznych, konsekwentnie eksplorując technikę kolażu, która – mogłoby się wydawać – dawno już trafiła do lamusa. Artystka zwykle przesiaduje przed komputerem. Żeby zarobić, projektuje książki artystyczne. Wszelki ścinki tego, czym zajmuje się zawodowo, stają się zalążkiem jej pracy artystycznej. Po pracowni wala się cała masa gazet i książek, przeróżnych, głównie starszych. Większość kompletnie pocięta, służy raczej za drukowany stock, z którego można dowolnie korzystać, tworząc kolaże. Na ścianach wisi ich już tyle, że można by zapraszać widzów na prywatną wystawę. Kolaże to czarno-biały konglomerat skojarzeń i współczesna kultura w pigułce. Cytaty z manierystycznych obrazów zmiksowane z fotografiami ze starych podręczników medycznych i ujęć modelek z „Playboya” łącza się nie tylko w układankę obrazków, lecz także w opowieść, świetnie oddającą sposób naszego myślenia – grę, w której każdy przerzuca się skojarzeniami.

Maciek wychodzi z szafy

Maciek Wodniak wydaje się największym śmieszkiem grupy, choć rywalizacja z Bartkiem w tej kwestii jest zacięta. W szafie, nad którą wisi flaga Kataru, powiesił portret papieża (naszego papieża). Żarty o Papie są tu zawsze śmieszne. Szafa to sekretne miejsce w pracowni. Bardziej wyeksponowane jest tylko biurko, na którym powstaje biżuteria Melancholii – firmy Darii i Maćka. Daria projektuje, potem szkice wysyła się do drukarni 3D. Maciek zajmuje się cyzelowaniem finalnych projektów, tzw. mastermodeli biżuterii ze srebra i złota inkrustowanej szlachetnymi kamieniami. Ma do tego cały zestaw przyrządów. W masce i okularach jubilera wygląda komicznie. Obraz staje się kompletny, gdy włącza wiertarkę jubilerską przypominającą o traumie dentystycznego borowania. W pracowni powstają koncepcje na pierścienie i łańcuchy, odlewy robione są w Gdańsku, sklep działa w internecie. Biżuteria Melancholii jest głównie srebrna, czarna i złota. Chociaż enigmatyczna symbolika znaków, kształtów i cytatów grawerowanych w złocie i kamieniach kojarzyć się może z alchemią, mnie przywodzi na myśl przede wszystkim węgiel – złoto Górnego Śląska.

Barbara i Dzikusy

Przed monitorem fotograficznego komputera Barbary spędzamy cały wieczór. Przepinamy tylko kabel do PlayStation, a potem udajemy bokserów wirtualnego ringu (Bartek postanawia te zapasy przenieść do świata rzeczywistego, przez co tekst piszę jedną ręką, drugą trzymając na temblaku). Barbara fotografuje, przygotowuje dokumentację obrazów Bartka i biżuterii Melancholii. Razem z Darią i Maćkiem przygotowali też publikację „Dzikusów”, która ukazać ma się na przełomie lutego i marca. Podczas mojego pobytu w Katowicach Barbara zagląda do pracowni na moment. To Bartek spędza tu najwięcej czasu. Miejsca jest dużo – obok dwóch dużych pokoi, które tworzą dwie pracownie pod jednym dachem, jest tu też miejsce do mieszkania: łazienka, przedpokój wypchany rowerami, kuchnia i pokój, gdzie robi się wszystko, byleby tylko nie pracować. Ale „nie pracować” to rzadkość.

mordor2