Horrendous – „Idol” (recenzja)

Jeśli chciałbym kogoś zniechęcić do słuchania metalu, to zdecydowanie zacząłbym od puszczenia technicznego death metalu. Trudno o bardziej alienujący gatunek. A jednak jedną z płyt, które w tym roku zdobywają uznanie nie tylko metalowej publiki, jest „Idol” Horrendous. Amerykański zespół nie zerwał z techniczno-deathowymi korzeniami, ale dzięki udanemu flirtowi z muzyką progresywną, a nawet thrash metalem, może wyjść z niszowej szufladki. Horrendous zawsze umieli pisać chwytliwe utwory, ale „Idol” wręcz nimi epatuje. Mimo ciągłych zmian motywów jest na czym zawiesić ucho. Świetnym ruchem okazało się pozyskanie na bas Alexa Kulicka – jego wygibasy na bezprogowym instrumencie osadzają szalone kompozycje w miejscu. „Idol” to 40 minut, które mijają jak z bicza strzelił – każdy utwór jest ekscytujący, każdy zaskakuje i zachwyca. Momenty odsyłające do rocka progresywnego pozwalają odpocząć, zanim rollercoaster znowu wjedzie na górę wariackich riffów. Jedna z lepszych metalowych płyt tego roku, to pewne.

 

Horrendous – „Idol”
Season Of Mist

Tekst: Paweł Klimczak