Gwiazdy o gwiazdach. Koncerty, na które czekają artyści

fot: Ludwik Lis

Tuż przed gorącym sezonem festiwalowym złapaliśmy zaprzyjaźnionych artystów, którzy występują na najważniejszych imprezach tego lata, żeby opowiedzieli nam, na koncerty których artystów oni sami czekają najbardziej. Część wspomnianych koncertów już się odbyła, ale niektóre rekomendacje na pewno Wam się przydadzą.

KARI

Open’er Festival

fot: Zuza Krajewska

Najbardziej nie mogę się doczekać koncertu M.I.A. Kiedy tylko agentka powiedziała mi, że wystąpię na Open’erze, moją pierwszą myślą było to, że chcę zagrać przed nią. Od lat jestem wielką fanką. Pamiętam, jak w 2008 r. po raz pierwszy usłyszałam „Paper Planes” z albumu „Kala”, później „Bad Girls” z krążka „Matanga”, a potem niesamowite „Borders” – muzyka, teksty i ekspresja M.I.A. zawsze budzą we mnie ukryte pokłady emocji, szczególnie uczucia bojowe. Styl, przekaz, estetyka, kolory i emanująca z niej siła, która przenika wszystkie jej artystyczne działania, zawsze były dla mnie wielką inspiracją. Uwielbiam sposób, w jaki wizualnie komunikuje przekaz swojej muzyki. Klipy M.I.A. to majstersztyk – szczególnie współpraca z moim ulubionym reżyserem Romainem Gavrasem w kontrowersyjnej piosence „Born Free”. Wolność i bunt wpisane w jej twórczość zawsze budzą we mnie ekscytację.

DJ Steez / PRO8L3M

OFF Festival

foto: Ludwik Lis

Problem z dobrym festiwalem przypomina trochę dylemat w dobrej knajpie. Patrzę w menu, wszystko kusi, wszystkiego bym spróbował, ale – o ile nie podbiorę komuś z talerza, to – trzy dania plus deser wyczerpują moje opcje. Z line’upem tegorocznego OFF Festivalu mam analogiczny kłopot. Lecę wzrokiem po liście – C Duncan, Moor Mother, Olivier Coates, uff. Na główne danie wybieram występ Anny Meredith. Artystka, której nie potrafię jednoznacznie zaklasyfikować. W jej kompozycjach klasycznie brzmiące bębny mieszają się z dęciakami, analogowymi syntezatorowymi arpeggiami, smyczkami, dziwnymi samplami i ejtisowymi automatami perkusyjnymi, a wszystko to układa się w ekspresyjne i niezwykle oryginalne aranże. Jej muzyka naprawdę zaskakuje. Klasyczne wykształcenie i znakomity warsztat są tu jedynie punktem wyjścia do pełnej niespodzianek podróży w nieznane. Jeżeli to nie jest wystarczająca zachęta, to bardziej opornym proponuję wyszukać jej numer pt. „Nautilus”, który jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie słyszałem w 2016 r. A poza tym mam jeszcze dwa tipy – Phurpa i… PRO8L3M. Do zobaczenia na OFF-ie!

A_GIM

Tauron Nowa Muzyka

foto: Zosia Paśnik

Jak co roku mam pewien problem z tym festiwalem – chciałbym chłonąć łapczywie wszystkie płynące tu dźwięki, ale towarzyska atmosfera, która panuje na Tauronie, nie zawsze daje mi szansę na pełną konsumpcję. Z pewnością jednak wybiorę się na Christiana Löfflera, bo lubię jego melodyjne podejście do muzyki tanecznej, a obecna u niego melancholia pociągała mnie od zawsze. Na stówę będę też na występie mojego ukochanego Clarka, bo choć jestem wielkim fanem jego płyt, to nigdy nie wiem, czego się spodziewać po setach jego autorstwa – czasami tak lubiana przez niego dynamika zmian działa na niekorzyść tych koncertów, ale czasem też… nie jestem w stanie się pozbierać i mam nadzieję, że tym razem również tak będzie. Nie mógłbym też sobie darować seta Lucy’ego, bo choć widziałem go już kilka razy i nawet się poznaliśmy, to wciąż jestem ciekaw, co nowego powie w tym swoim własnym, niepowtarzalnym języku, który udało mu się wypreparować ze starej, wydawałoby się, struktury „bum, bum”. Jako wieloletni fan ambientu liczę też na Williama Basinskiego z NOSPR, jestem bardzo ciekaw, jak zabrzmią na żywo Disintegration Loops. A z naszego podwórka bardzo kibicuję Piotrkowi Kalińskiemu znanemu lepiej jako Hatti Vatti – nagrał bardzo rzetelny album i liczę na to, że na Tauronie wzbogaci go o jakiś interesujący, koncertowy pierwiastek, bo to bardzo wrażliwy i zdolny twórca.

Wojtek Urbański

Audioriver

źródło: Filip Blank

Na Audioriver czekam głównie z uwagi na występ duetu Mount Kimbie. Od lat fascynuje mnie ten brytyjski duet – przede wszystkim ich podejście do budowania przestrzeni w muzyce. To zespół, który od początku mocno eksperymentuje z brzmieniem, zachwycając jednocześnie prostymi aranżacjami swoich utworów. Płyta Crooks & Lovers od 2010 r. jest w moim top 5 i zawsze chętnie do niej wracam. Mimo tylu lat fascynacji zespołem dopiero teraz będę mógł usłyszeć ich na żywo, czekam niecierpliwie.