Gra: „Destiny”

Nie taka piękna, jak malowali

Jeśli wierzyć opiniom, jakie na temat „Destiny” pojawiały się przed jej premierą, twórcy gier FPS powinni zwinąć swoje biznesy, bo więcej już się nie da zrobić. I chociaż mnie gra nie zawiodła, jestem pewien, że wielu fanów łka z rozczarowania. Autorzy „Destiny” stali się gwiazdami ekstraklasy strzelanek dzięki wcześniejszej „Halo” – teraz mieli powtórzyć sukces tamtego tytułu. „Przeznaczenie” od pierwszych minut jednak irytuje. Sztampowa historia, straszliwa wtórność misji. Nawet grając ze znajomymi przez sieć nie zyskacie wiele. Gra nadal będzie waliła was po oczach epickością walk w kosmosie, co jakiś czas do rozgrywki dołączą inni zawodnicy, byście wspólnie sobie postrzelali, pokonali kolejnego bossa, wybrali misję poboczną i jeszcze trochę postrzelali. Największym atutem „Destiny” miał być MMO (Massive Multiplayer Online), ale to on powoduje, że musicie grindować (powtarzać te same czynności, aby zdobyć punkt XP) kolejne poziomy, biegać bez celu po planszy, szukając lepszej broni, i zastanawiać się, co was właściwie jeszcze trzyma przed konsolą, skoro historia jest tak cienka. „Destiny” jest strzelanką, która nie zaskakuje, a wręcz powiela problemy swoich poprzedniczek. W produkcjach, których jedynym celem jest ciągłe doskonalenie postaci, najważniejszy jest czas. Czy będę grał w „Destiny” za cztery miesiące? Nie mam pojęcia, ale jeśli tak, możecie spokojnie dodać do mojej oceny jeden punkt.

Destiny”

PS3/Xbox 360PS 4/Xbox One