Giorgio Moroder – Déjà Vu

Giorgio Moroder - Déjà Vu
Giorgio Moroder - Déjà Vu

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

Recenzja: Giorgio Moroder – „Déjà Vu”

Ponad 70-letni Włoch przeżywa renesans popularności, zapoczątkowany przez Daft Punk albumem „Random Access Memories”, na którym znalazł się utwór „Giorgio by Moroder” z  gościnnym udziałem muzyka. Nic dziwnego, że postanowił kuć żelazo póki gorące i przygotował pierwszy pełnoprawny album od 30 lat.

Na „Déjŕ Vu” otoczył się wianuszkiem wokalistek młodszego (Sia, Charlie XCX) i nieco starszego (Kylie Minogue, Britney Spears) pokolenia, które miały wzbogacić charakterystyczne kompozycje pioniera IDM. Niestety, chyba trochę przedobrzyły. Kolejne utwory brzmią bowiem jak wyrwane z któregoś z albumów zaproszonych wokalistek.

Brak tutaj wspólnego mianownika, który zatarłby wrażenie obcowania ze składanką hitów disco.

Np. „Diamonds” brzmi niczym wzięte wprost z ostatniego albumu Charlie XCX. Najbardziej kuriozalny (ale mimo wszystko zapadający w pamięć) moment albumu to cover „Tom’s Dinner” Suzanne Vegi w przetworzonej, zrobotyzowanej wersji. To jednak raczej ciekawostka niż sukces artystyczny. Prawie cztery dekady po swoim debiucie Giorgio Moroder zdał egzamin dojrzałości zaledwie na tróję.

Giorgio Moroder

„Déjà Vu”

Sony Music Polska

3A!
MUZYKA

Zobacz także:

4 nowe seriale, które powinieneś nadrobić w wakacje

Ten serial miał mieć coś wspólnego z legendarną produkcją „Miasteczko Twin Peaks”. Na szczęście tak nie jest. Agent Secret Service Ethan Burke wyrusza w teren, aby odnaleźć swoich zaginionych w akcji kolegów. Czytaj więcej>>

Leon Bridges – Coming Home

Głowa paruje od upału. Muchy usiłują utopić się w dzbanku z kompotem truskawkowym, a cała Polska jest chyba jednym wielkim piekarnikiem. Jakimś dziwnym trafem do tego obrazka jak ulał pasuje debiutancki krążek Leona Bridgesa. Czytaj więcej>> 

Muse – Drones

Koniec udziwnień. Takie hasło przyświecało chłopakom z Muse na samym początku nagrywania siódmej już płyty. Po coraz bardziej skomplikowanych, rozbuchanych, zahaczających wręcz o rock progresywny (to słowa samego lidera) dwóch ostatnich albumach trio z Devon postanowiło wrzucić na luz i zafundować sobie płytę prostszą, bardziej organiczną, będącą niejako powrotem do korzeni. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz