Freddie Gibbs „You Only Live 2wice” – Patron łotrów i raperów

Ale kozacką okładkę ma ta płyta! A może powinienem był napisać „boską”? Aż kusi, żeby to właśnie na niej oprzeć całą recenzję – wystarczyłoby przyrównać Freddiego do Jezusa i nieść w świat kaganek getto-mesjanizmu. Gibbs nie jest jednak żadnym zbawicielem – nie zrewolucjonizuje ani rapu, ani amerykańskiej sceny, ani tym bardziej niczyjej moralności. To zwykły człowiek – gniewny, chciwy i pyszny. Jednak jego talent – melodia w głosie, ucho do bitów i ponadprzeciętne zdolności adaptacyjne – sprawił, że zamiast zostać kolejnym twardogłowym łbem z Midwestu, jest dziś jednym z najciekawszych gangsta raperów w Stanach. MC, który przemawia do wszystkich – od południowych kiboli basowych „cykaczy” przez psychofanów Madliba aż po śledzących trendy słuchaczy Kaytranady i BadBadNotGood. MC, który popłynie w każdym tempie, rytmie i stylówce.

MC, który starą jak… Schoolly D hustlerską bajerę potrafi opowiedzieć nie dość, że w sposób barwny i wciągający, to jeszcze po swojemu. I choć to wszystko sprawia, że ma zadatki na osiedlowego proroka, to mesjaszem mógłby się stać tylko, gdyby go odstrzelili – ku czemu jego niewyparzona gęba dała pewnie powód już nie raz. Wierzę jednak głęboko, że nigdy się to nie stanie. Zbyt ciekawie rozwija się jego kariera, a bloki nie potrzebują kolejnych martwych wzorów do naśladowania. [Filip Kalinowski]

ESGN / EMPIRE, 2017