Flirtini – Heartbreaks & Promises III

Po dwóch latach przerwy powraca kompilacja Heartbreaks & Promises duetu Flirtini. Na przestrzeni ostatnich kilku lat jego członkowie – Ment XXL i Jedynak – sporo namieszali w kwestii miejskich imprez i promowania nowej muzyki. Dzięki ich składankom do świadomości słuchaczy dotarło wielu zdolnych producentów – wystarczy wymienić Szatta i Duita, którzy mają już za sobą pełnoprawne muzyczne debiuty. Na trzeciej części kompilacji formuła utworów uległa zmianie i po raz pierwszy opiera się na duetach wokalista/producent. Decyzja o postawieniu na bardziej przystępną opcję muzyczną było ryzykownym zagraniem, ale na pewno opłacalnym, jeśli myśli się o zyskaniu większej grupy odbiorców.

Wyraźna inspiracja Jai Paulem czy Benem Khanem w utworze Flirtini „Mapy” to przykład, że pomysły sprzed kilku lat nadal potrafią zadowolić. Trochę słabiej wypada druga próba duetu – utwór „Bilet”, w którym zaśpiewał Piotr Zioła. „Gabriel” pozytywnie zaskakuje – to melodyjny house autorstwa Klavesa, który wycisnął nieco więcej z wszechobecnej Justyny Święs. Moim faworytem jest jednak folktronikowa „Sukienka” Pepe z udziałem Izy Lach. Śledzę Pepe od samego początku i jego rozwój jest imponujący – utwory, które komponuje, przypominają wczesnego Four Teta. Zamykający kompilację kawałek „Moves” autorstwa zespołu Kroki i Pauliny Przybysz to jeden z mocniejszych punktów kompilacji. Producent „Kroków”, Szatt, na dobre zadomowił się w estetyce melodyjnego downtempo, który w tym przypadku doprawia house’ową stopą, a wokalista zespołu – Kuba Goleniewski – do spółki z młodszą siostrą Przybysz czarują swoimi mocnymi wokalami.

Jak wiadomo, hip-hop jest nieodłącznym elementem kultury miejskiej i na „Heartbreaks & Promises” nie mogło go zabraknąć. Dostajemy przeciętne „Książki” i przyzwoite „Szanse”, które jednak wypadają blado przy „uberPOP”, w którym udziela się jeden z najzdolniejszych młodych raperów – Otsochodzi – na świetnym bicie Phama. 

Co nie zachwyca? Praktycznie całe „Na Zawsze”, „Muszę Wyjść” i „Cień”. Pierwszy z nich to słabej próby elektronika taneczna z niczym nie wyróżniającym się wokalem, a kolejne prezentują hip-hop aspirujący do bycia ledwie przeciętnym. Odstraszają irytujące teksty, a bitom brakuje charakteru. Kawałek „Blisko” Małych Miast wypada zdecydowanie najsłabiej i szkoda tylko potencjału wokalnego Rosalie, który słyszymy na nagraniu. Wystarczającymi argumentami są grafomaństwo Małych Miast, które zabija przyjemność ze słuchania oraz przewaga wątpliwej jakości męskiego wokalu nad perełką, jaką jest głos wspomnianej Rosalie. Oj, chciałoby się posłuchać jej dłużej.

W zdecydowanej większości nie ma się jednak do czego przyczepić. H&P III to album wypełniony nowoczesną urban elektroniką, której ciepłe i plastyczne brzmienie powoduje, że słucha się jej z przyjemnością. Duetowi Flirtini udało się przywrócić na moment gorące lato i przypomnieć nadwiślańskie imprezy. Składanka wychodzi w momencie, gdy w Polsce wydaje się pełno przeciętnej muzyki z kręgu alternatywnego popu. Od pewnego czasu jesteśmy świadkami przełomu, podczas którego alternatywa staje się mainstreamem. Flirtini dbają o to, żeby muzyka popularna kojarzona była z relatywnie dobrą jakością. Heartbreaks & Promises niczym nie zaskakuje, nie powoduje okrzyków zachwytu, zalicza kilka potknięć, ale i tak prezentuje się znacznie lepiej niż większość wydawanej u nas muzyki popularnej.