Film: „Czarny węgiel, cienki lód”

Chandler po chińsku

Etykieta „made in China” kojarzy nam się ze wszystkim co najgorsze. Temu negatywnemu obrazowi, głównie na festiwalowych frontach, starają się stawić czoła reżyserzy z Państwa Środka – Zhang Yimou, Jia Zhangke czy Wang Xiaoshuai. Najbardziej spektakularny sukces ostatnimi czasy odniósł jednak Yinan Diao, którego „Czarny węgiel, cienki lód” okazał się prawdziwym triumfatorem ostatniego Berlinale, zdobywając lwią część najważniejszych nagród. Gdyby ktoś dał mi do przeczytania scenariusz tego filmu i zapytał, gdzie zostanie zrealizowany, idę o zakład, że prawie każdy powiedziałby, że w Stanach Zjednoczonych, a pierwowzorem literackim jest któraś z powieści Raymonda Chandlera.

Trzeci obraz w reżyserskim dorobku Yinana Diao to w istocie mroczny, konwulsyjny thriller, w którym jest niemal wszystko, co dobrze znamy z kina noir. Zbrodnia, targany sprzecznościami bohater, femme fatale, wreszcie opresyjne, drapieżne miasto. Chiński reżyser wykorzystuje jednak popularną konwencję w autorski sposób. Raczej ją uzupełniając aniżeli bezmyślnie kopiując. W jego filmie brutalność miesza się z groteską, by nie powiedzieć absurdem, jak w komicznej scenie krwawej jatki w salonie fryzjerskim. Takich smaczków jest znacznie więcej. Stanowiąca fabularną oś zagadka co rusz przeplatana jest różnymi dygresjami, zupełnie tak jakby reżyser wtrącał na boku swój komentarz. I rzeczywiście można odnieść wrażenie, że „Czarny węgiel, cienki lód” pod płaszczykiem sensacyjnej akcji skrywa nieco bardziej kontemplacyjne drugie dno. Staje się tym samym ciekawą i wieloznaczną refleksją na temat Państwa Środka. Kraju, o którym de facto wciąż wiemy bardzo niewiele.

„Czarny węgiel, cienki lód”
(„Bai ri yan huo”)
reż. Yinan Diao
obsada: Fan Liao, Lun Mei Gwei, Xuebing Wang
Chiny 2014, 106 min
Aurora Films, 23 stycznia