Felieton kulinarny i przepis na jajko w roli głównej.

Jeśli babcie, ciotki i matki naprawdę Was kochają, powinniście właśnie przysięgać, że już nigdy nie tkniecie jajka. Wielkanoc. Moja rodzina nigdy nie należała do najbardziej religijnych, więc jeśli o mnie chodzi, zawsze chodziło wyłącznie o jajka. I lany poniedziałek. Lany poniedziałek był w porządku: można piszczeć zalotnie z udawanym oburzeniem, jak Cię chłopcy leją, a z drugiej strony można sobie postrzelać z wielkich sikawek. Zawsze byłam feministycznie ambiwalentna. Z lanego poniedziałku się niestety wyrasta, poza tym w związku z ociepleniem klimatycznym jest jakby coraz zimniej. Lany poniedziałek? Odwołuję w związku z przymrozkami.

Do rzeczy – jajka. O, jajka! O jajkach mogę, mili Państwo, nieustannie. Kiedy trafiam na jajko z dwoma żółtkami, to wiem, że Bóg mnie kocha. Nie ma bardziej uniwersalnego produktu. Jajka w lodówce robią całą robotę – bez jajek zaś, cóż… Prawda stara jak świat, największy truizm kulinarny – jajko pasuje do wszystkiego. Jajko to absolut. Można je smażyć, gotować, piec… że nie wspomnę o tym, że desery! I majonez – najdoskonalszy ze wszystkich sosów. Jajko leczy kaca. Jeśli te argumenty nie wystarczają, sięgam po argumenty pozakulinarne. Choroba? Szeptuchy po polskich wsiach leczą ludzi jajkiem. Jajek nie byli w stanie zatruć truciciele. Masz paranoję? Zawsze zostają Ci jajka. Wątpliwości? Tak myślałam. Na koniec sprawdzam sennik, szukam hasła „jajko”. Pozamiatane. Pragnę co noc śnić sen o jajkach.

Ludzie dzielą się na dwie kategorie – dobrych i złych, oczywiście. Oraz tych dla których śniadanie to mleko migdałowe i domowa granola i tych, którzy zawsze sięgną po smażone jajko, białe pieczywo i przyzwoitą ilość stopionego masła. Ze względów wizerunkowych pozostawiam sobie prawo do nieopowiadania się po którejkolwiek ze stron, choć muszę przyznać, że z miejsca, w którym stoję częściej słychać jednak radosne skwierczenie.
Jajko? Sól. I bekon, naturalnie. Masło – poproszę. Kruche, młode warzywa. Rosół. Ramen. Grzanka. Grzyby. Pieczony ziemniak. Wędzone ryby. Pomidor! Ser rzecz jasna. No i śmietana- tak dla porządku. Nieśmiertelny duet z awokado. Cokolwiek meksykańskiego. Sałata? Rezygnuję z oliwy – poproszę lekko ścięte żółtko ściekające po zielonych liściach. Nie ma w jedzeniu momentu bardziej erotycznego niż gładkie, jędrne białko ustępujące pod delikatnym naporem widelca i kremowe żółtko wypływające na talerz. Nie ma, Panowie. Najbardziej women-friendly porno świata nie zastąpi mi tego momentu. I, cóż, nigdy jeszcze nie miałam nic przeciwko temu, żeby to żółtko ściekało mi po brodzie.

Dziś, dla odmiany – jajko. Nie będziecie wiedzieli czy chcecie je zjeść, czy zabrać ze sobą do łóżka. Niech to będzie jednorazowa przygoda. Sadzone na maśle, jajecznica ze szczypiorkiem – z nimi można kupić praktyczną szafę wnękową, podpisać wniosek kredytowy i założyć rodzinę. To danie jest jak dziewczyna, która niczego nie żałuje- lekko rozmazana, ze szlugiem w zębach i interesującą przeszłością. Dobre na jeden raz. To nie jest przyzwoite danie, ale my bądźmy przyzwoici – użyjcie najdroższych jajek, jakie znajdziecie w sklepie. Jest szansa, że kura która je zniosła ciągle jeszcze lubi ludzi. Karma, moi mili – trzeba na nią uważać.

kukurydziane pankejki
1 jajko
1 szklanka mąki kukurydzianej
1 łyżeczka sody
3/4 szklanki mleka
2 łyżki masła
1 łyżka syropu klonowego
sól

Masło topimy. W dużej misce łączymy suche składniki, dodajemy jajka, mleko, syrop klonowy i stopione masło. Dokładnie łączymy. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Smażymy niewielkie pankejki.

konfitowane żółtka
3 jajka
olej

Żółtka oddzielamy bardzo starannie od białek – białka mrozimy do późniejszego wykorzystania. Niewielkie naczynie wylewamy olejem i delikatnie wpuszczamy w nie żółtka, dolewamy olej tak by przykrył każde żółtko. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 64 C i pozostawiamy tam 50 minut. Po tym czasie delikatnie je wyciągamy i wykładamy na pergamin.

puder z shitake
3 suszone grzybki shitake
1 łyżka soli

Grzybki drobno mielimy razem z solą – można użyć młynka lub moździerza.

masło z paloną dymką i chilli
1,2 kostki masła
1 pęczek dymki
sól
płatki chilli
posiekaną dymkę palimy na suchej patelni aż wyschnie i zacznie brązowieć. Masło powinno być miękkie – łączymy je z dymką, solą i płatkami chilli – ilości wedle uznania.

Pozostałe składniki to dowolność. Moja propozycja :
Usmażone placki smarujemy masłem i przekładamy awokado, plastrami pieczonego rostbefu lub usmażonego steka. Na rozgrzaną patelnie wrzucamy małe poprzekrajane na pół cebulki i pomidory – trzymamy aż się lekko poprzypalają, nabiorą dymnego aromatu i słodyczy. Dodajemy jeszcze coś świeżego i chrupiącego – u mnie to rzodkiewka. Na wierzch wykładamy konfitowane żółtka, całość posypujemy obficie pudrem z shitake, posiekaną świeżą dymką i pieprzem.