„Księgi Jakubowe”. Dziewięćset stron Olgi Tokarczuk na scenie

Teatr Powszechny / fot. Magda Hueckel

Tytuł: Księgi Jakubowe, reżyseria: Ewelina Marciniak, dramaturgia: Magdalena Kupryjanowicz i Jan Czapliński, Teatr Powszechny w Warszawie, ul. Jana Zamoyskiego 20, premiera 13.05, bilety: od 30 do 70 złotych (wejściówka 25)

Czekałem na ten spektakl. Chciałem się nim zachwycać i wyjść z teatru oczarowany. Tymczasem otrzymałem bombonierkę, pełną słodkich czekoladek, które mogłyby mnie rzucić na kolana, gdyby jednak były nieco bardziej różnorodne w smaku.

Ewelina Marciniak ze swoimi współpracownikami podjęła się zadania karkołomnego – przełożenia na scenę książki, której precyzyjne komponowanie zajęło Tokarczuk sześć lat. „Księgi Jakubowe” to historia Jakuba Franka, XVIII-wiecznego założyciela sekty frankistów, urodzonego jako podolski Żyd, zmarłego jako polski arystokrata. Ewelina Marciniak nie zdołałaby przenieść na deski całego, 900-stronicowego dzieła Tokarczuk, dlatego postanowiła rozwinąć w swoim spektaklu wątek dotyczący ludzkiej potrzeby mistycyzmu i zderzyć go z naszymi cielesnymi pragnieniami. Zestawia więc głębię doświadczenia metafizycznego, z doświadczeniem erotycznym. Zwłaszcza początek drugiego aktu wydaje się realizować takie założenie – przez kilku minut nagie ciała aktorów znajdują się w niemal szamańskim transie.

Widz coraz głębiej wchodzi w ten psychotyczny rytm, jednak tak zdecydowane rozpoczęcie drugiej części, wydaje się potrzebować mocniejszego domknięcia. Tu go zabrakło. W tej inscenizacji, pomimo jej estetycznego wysmakowania i wysokiej jakości wykonania, brakuje przede wszystkim wyrazistych, przełamujących gestów. Spektakl sprawia przez to wrażenie zbytniej plakatowości. Ewelina Marciniak maskuje tę pustkę scenami ruchowymi, w których poprzez kontakt ciał, lub tylko rodzaj ruchu, ma uwidocznić się rytualny charakter. Można to interpretować, jako niemożliwość przedarcia się słowami na samo dno duszy, tłumaczone poprzez zawieszone nad sceną lustra, ukazujące tylko zewnętrze, czy końcowy monolog Jefte. Tyle jednak nie wystarczy – by dopełnić tematu spektaklu, należałoby znaleźć miejsce pęknięcia wykreowanej rzeczywistości. Ostatni akt jest bowiem zbyt przewidywalny w przebiegu, żeby zaskoczyć swoją odmiennością.

1 komentarz

  • prony bony napisał(a):

    QUrQu7 The Silent Shard This may almost certainly be pretty practical for some of your employment I intend to you should not only with my web site but

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *