Dziesięciu wspaniałych – wybraliśmy filmy na Netia Off Camera.

Koniec kwietnia w Krakowie jak zwykle stoi pod znakiem Netia Off Camera. Tegoroczny program to mieszanka zróżnicowanego kina – od brutalnego horroru przez amerykański niezal po najciekawsze debiuty z różnych zakątków świata. Wybraliśmy dla was dziesięć tytułów, których nie można przegapić.

„ZOOLOGIA”
REŻ. IVAN I. TVERDOVSKY
Nataszy wyrasta ogon. Długi i gruby – nie da się go ot tak schować pod bielizną. Trzeba nauczyć się go „(ob)nosić”. To absurdalne wydarzenie nie pociąga jednak za sobą tragicznych konsekwencji. Wręcz przeciwnie, jest wstępem do stopniowej emancypacji i uwolnienia z okowów przytłaczającej codzienności, która dla Nataszy ogranicza się do frustrującej pracy w zoo i opieki nad religijną, despotyczną matką. Młody rosyjski reżyser punkt wyjścia rodem z kina science fiction paradoksalnie traktuje jako pretekst do opowiedzenia realistycznej, psychologicznie autentycznej historii. Bohaterka „Zoologii” stopniowo odkrywa nie tylko swoją wymykającą się kanonom kobiecość, ale i własną drogę w patriarchalnym społeczeństwie wrogo nastawionym do inności. Przewrotne, inteligentne kino.

„COLUMBUS”
REŻ. KOGONADA
„Między słowami” à rebours. W dojrzałym debiucie artysty wizualnego ukrywającego się pod pseudonimem Kogonada pewien Koreańczyk po latach nieobecności próbuje się odnaleźć w tytułowym miasteczku w stanie Ohio. W oswajaniu rzeczywistości pomaga mu Casey, 20-letnia bystra dziewczyna, która całe życie spędziła w Columbus. Świadkiem ich coraz bardziej zażyłej znajomości jest niezwykła modernistyczna architektura, która uwydatniając wyobcowanie Jina i Casey, staje się osobnym bohaterem filmu. Kogonada, tak jak niegdyś Sophia Coppola, umiejętnie łączy melancholijny ton z ciepłym humorem i czułością. Jednocześnie udaje mu się wpleść w fabułę elementy autentycznie przejmujące go dramatu. Jeden z najciekawszych filmów ostatniego festiwalu Sundance.

„HUNKY DORY”
REŻ. MICHAEL CURTIS JOHNSON
David Bowie na miarę zapuszczonych przedmieść Los Angeles. Błyszczące legginsy, wyliniałe futerko, które wytarło niejedną podłogę, i rozmazana szminka. Sidney występuje w barach jako drag queen, odganiając od siebie podpitych adoratorów. Pewnego dnia odzywa się do niego była partnerka z prośbą, by zaopiekował się swoim 11-letnim synem. W historii o spóźnionym dojrzewaniu do odpowiedzialności, którą wielokrotnie widzieliśmy na ekranie w różnych odsłonach, Johnson unika oczywistości. Duża w tym zasługa błyskotliwych dialogów, sporej dozy niepoprawności oraz charyzmatycznej pary w głównych rolach – Tomasa Paisa jako niestandardowego ojca w szpilkach i syna granego przez Edouarda Holdenera.

„PRZYZWOITA KOBIETA”
REŻ. LUKAS VALENTA RINNER
Lukas Valenta Rinner, choć z pochodzenia jest Austriakiem, wyrasta na jednego z najbardziej oryginalnych twórców z Ameryki Południowej. W swoim debiutanckim „Parabellum” przyglądał się znudzonym mieszczuchom, którzy biorą udział w kursie survivalowym przygotowującym uczestników do nadejścia końca świata. Z kolei jego drugi film, nagrodzona na kilku festiwalach „Przyzwoita kobieta”, to portret grupy nudystów, których podejrzane praktyki zaczynają przeszkadzać konserwatywnym mieszkańcom dzielnicy willowej. Rinner, punktując społeczną niesprawiedliwość, ukazuje świat podzielony nieprzekraczalnymi barierami, w którym nagość staje się ostatnią enklawą wolności. Intrygujące kino, które przypadnie do gustu fanom „Kła” Yorgosa Lanthimosa.

„OCZY MATKI”
REŻ. NICOLAS PESCE
Gdyby Ingmar Bergman chciał nakręcił rasowy horror, mógłby on wyglądać tak jak ten film. Debiutujący za kamerą Amerykanin nasyca klasyczny gore psychologiczną głębią. „Oczy matki” to historia mieszkającej na odludziu dziewczyny, która staje się świadkiem brutalnego zabójstwa swojej matki. Po latach, już jako dorosła kobieta, zaczyna przejawiać psychopatyczne skłonności. Film Pescego uwodzi estetyką sennego koszmaru i wysmakowanymi czarno-białymi zdjęciami, a dzięki wiarygodnemu portretowi bohaterów jest coraz rzadszym przykładem horroru, który choć stosuje klasyczne rozwiązania tego gatunku, to potrafi naprawdę przerazić. Festiwalowi selekcjonerzy zazwyczaj omijają szerokim łukiem niezależne horrory, więc tym bardziej warto stawić się na seansie.

„LOVETRUE”
REŻ. ALMA HAR’EL
Izraelska reżyserka to jedna z najbardziej nowatorskich młodych dokumentalistek. W „Bombay Beach” w zjawiskowy wizualnie sposób sportretowała grupę outsiderów, którzy prowadzą ubogie życie na brzegu sztucznego jeziora na pustyni w Kalifornii. W swoim kolejnym projekcie Har’el porwała się na bardziej abstrakcyjny pomysł. „LoveTrue” to przekraczający reguły gatunku dokument prezentujący trzy różne oblicza trudnej miłości. Poznajemy między innymi mieszkających na Alasce Joel i Blake’a, którzy dopiero zaczynają się spotykać. On jest niepełnosprawny ruchowo, ona pracuje jako striptizerka. Dokumentalistka inscenizuje różne sytuacje i miesza plany czasowe, a świetnym dopełnieniem wizualnej dezynwoltury film jest muzyka Flying Lotus.

„ZAWSZE PIĘKNA”
REŻ. SOPHIA TAKAL
Beth i Anna. Dwie przyjaciółki, dwie aktorki u progu kariery filmowej, dwa różne temperamenty. Jedna pewna siebie i wyszczekana, z głównymi rolami na koncie, druga nieśmiała, ale i zaskakująco bezkompromisowa. Obie postanawiają spędzić razem weekend na odludziu, by popracować nad zaniedbaną relacją. Między dominującą Mackenzie Davis i eteryczną Caitlin FitzGerald w „Zawsze pięknej” iskrzy niemal tak jak przed laty między Joan Crawford i Bette Davis w „Co się zdarzyło Baby Jane?”. Pomimo ograniczonego budżetu duetowi reżysersko-scenariuszowemu udało się stworzyć przekonujący portret psychologiczny dwóch skrajnie różnych osobowości. Co więcej, reżyserka Sophia Takal ma wystarczająco dużo odwagi, by w pewnym momencie sprowadzić swoją historię na tory typowe dla thrillerów. Amerykański niezal w najlepszej postaci.

„BUTTERFLY KISSES”
REŻ. RAFAEL KAPELINSKI
Pełnometrażowy debiut Kapelinskiego w lutym podbił festiwal w Berlinie. Mieszkający w Wielkiej Brytanii Polak dołącza tym filmem do grona brytyjskich twórców kina społecznego, którzy pochylają się nad problemami zwykłych ludzi. Tak jak niegdyś Ken Loach czy Andrea Arnold reżyser zapuszcza się z kamerą na zaniedbane blokowisko na angielskich przedmieściach. Portretując trzech nastolatków, unika protekcjonalnego tonu i oczywistych odpowiedzi. Jake, Jarred i Kyle to najlepsi kumple. Snują się bez celu po mieście, palą trawkę, o seksie uczą się z pornografii. Rutynę w życiu chłopaków przerywa pojawienie się Zary, która wraz z młodszą siostrą wprowadza się do jednego z bloków. Jake zaczyna obsesyjnie obserwować rodzinę, stopniowo odkrywając swoje nienormatywne skłonności. „Butterfly Kisses” to empatyczne, wyważone spojrzenie na okres dojrzewania i seksualne tabu.

„EVOLUTION”
REŻ. LUCILE HADŽIHALILOVIĆ
Tajemnicza, wulkaniczna wyspa na oceanie. Mieszkają na niej wyłącznie kobiety i ich nastoletni synowie. Życie dziwnej społeczności podporządkowane jest licznym zakazom. Na niewielkim skrawku lądu znajduje się też szpital, w którym chłopcy poddawani są dziwnym zabiegom medycznym. Nicholas, główny bohater filmu, przeczuwa, że otaczająca go rzeczywistość to fikcja stworzona przez kobiety. Narastająca ciekawość prowadzi do buntu. Lucile Hadžihalilović nie ustępuje wyobraźnią swojemu życiowemu partnerowi Gasparowi Noé i tak jak enfant terrible filmu francuskiego tworzy kino autorskie i zaskakujące. „Evolution” można uznać za suplement nakręconej 12 lat „Niewinności”, mrocznej wizji szkoły dla dziewcząt położonej w środku lasu. Oba filmy łączy surrealistyczny koncept, mieszający aurę tajemniczości z poetyką rodem z koszmaru sennego.

„FREE FIRE”
REŻ. BEN WHEATLEY
Reżyser „High-Rise”, efektownej ekranizacji powieści Ballarda, tym razem składa hołd amerykańskiemu kinu lat 70. Wyprodukowany przez Martina Scorsese „Free Fire” to film sensacyjny o grupie porywczych przestępców z Bostonu, którzy uczestniczą w ryzykownym zakupie broni. Transakcja szybko wymyka się spod kontroli i przeradza w zdrową strzelaninę i żonglerkę one-linerami. Brytyjski reżyser, idąc w ślady Quentina Tarantino, bawi się filmowymi motywami jak wzorowy nerd, a fabułę traktuje czysto pretekstowo, przywiązując większą wagę do wymiany błyskotliwych kwestii niż kul. Największą przyjemność chyba jednak sprawiła mu możliwość przebrania plejady gwiazd – Cilliana Murphy’ego, Brie Larson, Sama Rileya – w kiczowate golfy i wzorzyste koszule z epoki.

Tekst: Mariusz Mikliński