Dziesięć przykazań na Enea Spring Break 2017

Bądź czujny i wrażliwy. Baw się z rozmysłem i baczeniem na innych. Wysypiaj się jak najlepiej… się da i zbieraj energię na wieczór. Sprawdzaj co nowe i doceniaj co stare. Nie myśl stereotypami i miej uszy szeroko otwarte. To 10 przykazań, których przestrzegać należy na właściwie każdym festiwalu muzycznym.

Na wydarzeniach stawiających na świeżość, różnorodność i bogactwo prezentowanego programu – a do takich właśnie należy poznański Spring Break – szczególnie jednak warto się skupić na dwóch ostatnich. Bo jeśli chodzi o pierwsze dwa to warto je pielęgnować w sobie na co dzień, w kwestii drugich – wierzymy w wasz rozsądek, przy trzecich wspomóc was może sieć hoteli AccorHotels, a jeśli szukacie podpowiedzi czym się kierować w sprawie czwartej, to… znajdziecie je poniżej.

ARRM

Sosnowiecki projekt w który zaangażowani są muzycy czarnego jak węgiel, nie spalone kościoły Thaw, to rzecz nagrywana z głową przy głośniku. Bez pośpiechu, który często krępuje metalowym instrumentalistom ruchy, Ślązacy mogli skupić się na każdym pojedynczym dźwięku – tym jak wybrzmiewa, jak współgra z kolejną frazą, jak tonie w burdonowym grzęzawisku. Efektem tegoż zasłuchania jest ich zeszłoroczny album wydany przez oficynę Instant Classic, a w dźwięku odbija się ono obrazową, filmową wręcz narracją, natchnioną, rytualną atmosferą i potęgą dźwięku, którą najlepiej sprawdzić tuż pod sceną. Z uchem blisko rozkręconego gitarowego pieca.

Better Person

Nigdy bym nie podejrzewał, że spodoba mi się zazwyczaj ckliwy i kiczowaty, 80sowy pop. Kiedy jednak wziął go na warsztat muzyk eksperymentalny – znany ze składu nieistniejącego już zespołu Kyst i współpracy z takimi artystami jak Sean Nicholas Savage czy Candelaria Saenz Valiente, Adam Byczkowski – jego tandetność ustąpiła miejsca prostocie, rzewność – wrażliwości, a chwytliwość – intymności. Zamieszkały w Berlinie, producent, gitarzysta i wokalista wszystkie swoje – nagrywane pod aliasem Better Person – chłodne acz chwytliwe piosenki nagrywa bowiem w miejscu w którym nie ma miejsca na zbędne przebieranki i brak szczerości – we własnym domu. Bez zbędnych ozdobników, górującego nad muzyką entourage’u i irytującego przymrużenia oka. Z pełną powagą, otwarcie i naturalnie śpiewa o miłości, poufałości i uczuciowych rozterkach, tematach z których sami przecież robimy sobie żarty nader rzadko. I nigdy na osobności.

Bitamina

Kto choć raz odwiedził „Kawalerkę” w której pomieszkują Mateusz, Amar i Piotr albo wpadł na „Plac zabaw” na którym spędzali każdy możliwy, ciepły w dzień roku, tego do wpadnięcia na ich koncert nie trzeba raczej namawiać. Kto w ukryciu przeglądał „Listy Janusza” czy choć raz zaczynał dzień z wysokiego „C”, zapewne już szykuje się na ich występ w Poznaniu. Wszystkie te bezpretensjonalne tytuły pochodzą bowiem z dyskografii zespołu, którego muzyka jest równie swobodna i przystępna, a jednocześnie daleka od prostoty a tym bardziej prostactwa. Osadzona na hiphopowym fundamencie z polotem czerpie z jazzu, soulu czy elektro-akustycznych eksperymentów spod skrzydeł kalifornijskiej sceny bitowej. Wyrywa się ze zmyślnych zabaw słownych i próbek wziętych ze starych winylowych bajek; wyrasta z małolackich igraszek i niepokojów czasu dorastania, ze szczerych, prawdziwych emocji i przemożnej potrzeby dokazywania. Aż prosi się, żeby zbić z nią piątkę i się zakumplować.

EABS

Dla wielu wrocławian zespół ten owiany jest już swoistą legendą. Ich klubowe sesje do udziału w których zapraszali takie postaci jak Jeru the Damaja, Coultrain czy Paulina Przybysz, łączyły hip-hop z jazzem na płaszczyźnie w Polsce wcześniej nieeksplorowanej. Kolejną cegiełką pod budowę tegoż mostu będzie natomiast debiutancki album składu na którym wzięli oni na warsztat twórczość Krzysztofa Komedy i zagrali ją na swój, szaleńczo eklektyczny sposób. Muzycy znani z takich ekip jak Night Marks Electric Trio czy Urbanator z gracją i biegłością sample kleją z żywym instrumentarium, ciepło bossa novy z boom bapowym brudem, a współczesną emocjonalność z powojenną tematyką twórczości wybitnego kompozytora. Dobrze bowiem wiedzą to, co Miles Davis stwierdził już kilkadziesiąt lat temu – hip-hop to jazz, a jazz to hip-hop. Nie tylko za wielką wodą.

Mateusz Franczak

Na „long story short” – debiutanckim, solowym albumie warszawskiego multiinstrumentalisty kojarzonego ze składów HOW HOW czy Daktari – składa się z 9. piosenek noszących od-czynnościowe tytuły. Franczak „płacze” na nich, „chowa się”, „śmieje” i „płynie”, łączy doświadczenia wyniesione ze stołecznej sceny improwizowanej i swoich wcześniejszych punkowych doświadczeń, przelewa emocje na gitarę i głos w sposób spontaniczny i nagły, ale jednocześnie gruntownie przemyślany i niesamowicie angażujący. Na żywo natomiast w towarzystwie równie minimalistycznych jak pochłaniających, leśnych wizualizacji ma okazję owe utwory jeszcze bardziej uaktualnić, spleść ze sobą i zbliżyć do słuchacza.

Hatti Vatti

Swoim niedawnym albumem „Szum” Piotr Kaliński zerwał ostatnie więzy łączące go z jakimikolwiek stylistykami muzycznymi z jakimi wcześniej był kojarzony jego artystyczny alias Hatti Vatti. Bo choć – jak pisaliśmy w niedawnej recenzji – na owym albumie odmalował on „krajobraz ambientem szkicowany, elektroniką odmalowywany, a muzyką filmową i neo-klasyką utrwalany”, to wszystkie te gatunkowe tropy przekuł on w do cna autorskie, własne, charakterystyczne brzmienie. Tonacje mocne zakorzenione we wschodnioeuropejskiej emocjonalności, a jednocześnie pobrzmiewające brytyjskim, klubowym sznytem i niskim, basowym pulsem w którym lubował się podczas swoich wcześniejszych, dubowych eskapad. Dźwięki w których ułożeniu trudno rozróżnić co jest jeszcze rapowym rytmem, a co już zimno-falowym perkusyjnym pochodem.

IwasHomeAnyway

Kilka miesięcy temu w naszych corocznych, muzycznych przewidywaniach na nadciągające kwartały pisaliśmy o tym duecie, że „ich intymnie klubowe, minimalistyczne w swoim rozpasaniu, eklektyczne ballady nie dość, że są chwytliwe, to są też świeże, aktualne i w swoim eksperymentalnym zacięciu równie awangardowe jak wrażliwe na słuchacza. Rozkochany we wszelkiego rodzaju cyfrowych błędach i rozklekotanych strukturach producent Yoshii Swxdn idealnie dopełnia się z przywodzącą na myśl introwertyczne, trip-hopowe wokalistki, solistką Nelą Szadkowską” a na żywo sprawdzili się oni w międzyczasie min. na naszej gali Nocnych Marków czy podczas mikro-trasy zorganizowanej przez ich macierzystą wytwórnię Father and Son Records and Tapes. Zanim więc IwasHomeAnyway wyda swój debiutancki album warto sprawdzić czy mieliśmy rację wieszcząc im sukces, podczas kolejnego występu na żywo.

Jagoda Kudlińska / Wojtek Urbański

Założony do spółki z Łukaszem „Sonar Soulem” Stachurko, duet RYSY, wyzwolił w Wojtku Urbańskim niesamowite pokłady kreatywności, które owocują aktualnie kolejnymi projektami nagrywanymi z Justyną Święs z The Dumpling, Wojtkiem Mazolewskim czy – właśnie – Jagodą Kudlińską z ponad-folkowego kwartetu Lor. W zderzeniu jej ulotnego, onirycznego głosu z gęstymi i ciemnymi, elektronicznymi fakturami w których lubuje się Wojtek, realizują się wszystkie jego przez lata szlifowane talenty – wywiedzione z pracy nad audio bookami zacięcie narratora i soniczna maestria wypracowywana w fachu sound designera. Światło i mrok malują wspólnie ten dźwiękowy, odrealniony film w wersji audio.

Rhythm Baboon

„Małpy skaczą niedościgle, Małpy robią małpie figle, Niech pan spojrzy na pawiana: Co za małpa, proszę pana!” – ciśnie mi się na myśl ilekroć słucham nagrań Szymona Listewnika, który kilka lat temu zawiesił się na równie agresywnym jak tanecznym, dżukowym tempie 160 bpm. A że formuła ta daje pole do nie lada harców Rhythm Baboon nagina ją, pochyla i krzywi, łamie rytm, dudni basem i żongluje samplami. A efekty tych swawoli usłyszeć można choćby na wydanym pod koniec zeszłego roku pierwszym polskim footworkowym winylu – wypuszczonej wspólnym sumptem U Know Me Records i Polish Juke epce „Lizard King”.

Wacław Zimpel

Zamieszkały w Warszawie klarnecista to aktualnie jeden z najciekawszych krajowych instrumentalistów poruszających się po rubieżach improwizacji i kompozycji. Czy bierze na warsztat spuściznę amerykańskich minimalistów czy współpracuje z muzykami z Indii w ramach projektu Saagara czy gra „progresywnego rocka” z Kubą Ziołkiem, za każdym razem odciska na wykonywanym materiale swoje indywidualne piętno. Na ów znak firmowy składa się jego klasyczne wykształcenie wyniesione z Akademii Muzycznej, żywiołowość brana w karby w nieodżałowanym składzie Hera i wrażliwość formowana przez różne tradycje dźwiękowe całego globu. Ów rys gremialnie doceniają światowe i rodzime media, a także publiczność pod wszlkimi szerokościami geograficznymi od Karantaki po Zaporoże. Usłyszeć go natomiast można na jego zeszłorocznych albumach – solowym „Lines” i nagranym w trio „LAM”. A także na koncertach z których te solowe często są najbardziej zaskakujące.

Zaplanuj festiwalowy nocleg na http://www.accorhotels.com

  • Zuzanna Krynicka

    Zapowiadają się trzy dni naprawdę świetnej muzyki :D