„Dom, który zbudował Jack” (Recenzja)

Wielki egocentryk i wrażliwiec, nihilista i mistyk, barbarzyńca i myśliciel, abnegat i esteta. O Larsie von Trierze można wygłaszać takie pozornie sprzeczne sądy i jednocześnie nie mijać się z prawdą. Najnowsze dzieło mistrza bez wątpienia umocni jego status prowokatora. Duńczyk serwuje widzowi ostre cięcia (nożem), liczne zbliżenia (na rany) i nerwowe ruchy kamery (przekładające się na nerwowość publiki).

Głównym bohaterem jest tytułowy Jack (Matt Dillon). To seryjny morderca, który swoje zbrodnie stara się zamienić w dzieło sztuki. Jak przystało na artystę aspirującego do wielkości, dba o finezję, perfekcję, nowatorstwo, a przede wszystkim – rozgłos. Spodziewajcie się więc miażdżenia twarzy, obcinania piersi, strzelania do dzieci i tym podobnych „atrakcji”, pokazanych w sposób do bólu realistyczny. Brutalności tu aż nadto, ale niewiele mniej filozofii, bo w tle wydarzeń Jack prowadzi intelektualną dysputę z samym Wergiliuszem (Bruno Ganz). Spierają się jak starzy przyjaciele – pierwszy wyraża zachwyt nad Nietzschem i hitlerowcami, drugi przywiązany jest do antycznego kanonu etycznego – dobra, piękna i prawdy. Są tu sceny brawurowe, jak otwierający film tragikomiczny epizod z Umą Thurman, są też takie, które niewiele wnoszą i ciągną się w nieskończoność. Struktura „Domu…” okazuje się bardzo podobna do poprzedniego dzieła von Triera, „Nimfomanki”. Filozoficzne rozważania reżyser przeplata więc „momentami”, tyle że zamiast wyuzdanego, upadlającego seksu oglądamy sceny mordu.

W trakcie seansu dyskomfortu nie poczują chyba tylko ci, którzy do śniadania włączają sobie „Nagich i rozszarpanych” na zmianę z „Salò” Pasoliniego. Ale po to jest sztuka – ma walić na odlew. A Lars von Trier robi to z sadystyczną radością. Przy okazji daje nam kolejny wykład na temat tego, jak rozumie sztukę, i pokazuje swoją wizję piekła.

Tekst: Olaf Kaczmarek

„Dom, który zbudował Jack”
(„The House That Jack Built”)
reż. Lars von Trier

obsada: Matt Dillon, Bruno Ganz, Uma Thurman

Dania/Francja/Niemcy/Szwecja 2018, 156 min

Gutek Film, 18 stycznia