Dobre amerykańskie – najciekawsze filmy American Film Festival

Komedia o wampirach, neurotyczni pisarze, poliestrowe lata 80. i dokument o sobowtórze prezydenta USA – wrocławski American Film Festiwal od pięciu lat udowadnia, że to, co najlepsze zza oceanu, zwykle do nas nie dociera. Oto kilka filmów, których nie
można przeoczyć.

Pingpongowe lato
(„Ping-Pong Summer”)
reż. Michael Tully

Odblaskowa piękność, zadurzony w niej geek, ojciec z żenującym żartem zawsze na podorędziu, piękniś-łobuz z ulizaną grzywką plus siostra, grungowy upiór z podkrążonym
okiem – Micheal Tully swoich bohaterów wypożyczył z inwentarza klasycznych amerykańskich teen movies. Rozpozna ich każdy, kto ponad dwie dekady temu utożsamiał się np. z licealistami z „Klubu winowajców”. Twórca ekstrawaganckiego „Septien” swoim nowym filmem oddaje hołd kiczowatym latom 80. Kanciaste bumboksy, fluorescencyjne stroje i pierwsze salony gier wideo stanowią tło historii pojedynku w ping-ponga. Wydawałoby się, że to mało filmowy sport, ale Tully finałową partię tenisa stołowego przedstawia jak walkę na śmierć i życie – o godność, posłuch i całus od nastoletniej królowej poliestru.

Słuchaj, Philip
(„Listen Up Philip”)
reż. Alex Ross Perry

Satyra na nowojorskie środowisko literackie i komiczne studium mizantropii w jednym. Philip nienawidzi ludzi i dlatego nie może bez nich żyć. Właśnie wydaje drugą powieść – to świetny pretekst, by odświeżyć znajomość z dawnymi przyjaciółmi i wyłożyć im za pomocą kilku obraźliwych słów, jak bardzo się co do niego mylili. Byłej dziewczynie dostaje się za niedoceniane jego talentu, przykutego do wózka kumpla karci za porzucenie ideałów, a fankę gromi za nieznajomość jego debiutu. Siłą rozpędu atakuje też swoją obecną partnerkę. Zdolna fotografka Ashley okrada go przecież z przestrzeni życiowej i próbuje wciągnąć w mieszczańskie sidła. Alex Ross Perry doskonale uchwycił lawirowanie między potrzebą bliskości a paniczną ucieczką, pragnieniem bycia rozpoznawanym a imperatywem życia w odosobnieniu, jak przystało na „prawdziwego intelektualistę”. Zrealizowany na ziarnistej
taśmie 16 mm „Słuchaj, Philip” wyraźnie odwołuje się do twórczości Philipa Rotha. Reżyser wykorzystał nawet w napisach krój czcionki z pierwszego wydania „Kompleksu Portnoya”.

Dodaj komentarz

-->