„Tamte dni, tamte noce”: Cierpienia młodego Elia

źródło: materiały promocyjne

Luca Guadagnino znów tworzy wariację na temat dolce vita – świata pięknych ciał, natury jak z pocztówki, finansowej beztroski i intelektualnych dysput. To historia wakacyjnej miłości, tematu ogrywanego na dziesiątki sposobów, tutaj o dziwo brzmiącego całkiem świeżo. Być może dlatego, że bohaterowie to w dużej mierze zbiór ekscentryków, oddających się czynnościom tyleż fascynującym i wzniosłym, co nieproduktywnym i niecodziennym. Jeśli w filmie dyskutuje się wiele o antycznych rzeźbach, a seksualnych wtajemniczeń dokonuje za pomocą brzoskwini, to wiedz, że coś się dzieje – że ktoś tu mocno przekracza granice melodramatu i te obyczajowe.

Poznajemy rodzinę amerykańskich inteligentów, którzy spędzają wakacje w swojej zabytkowej willi w urokliwej w Lombardii lat 80. Na pierwszy plan wybija się siedemnastoletni Elio, błyskotliwy, niesforny, targany młodzieńczymi porywami serca chłopak. Gra na pianinie, czyta ambitną literaturę i odważnie romansuje z przyjaciółką, Marzią, a rodzice, pochłonięci kolejnymi wystawnymi obiadami i akademickimi dyskusjami, przymykają oko na jego wyskoki i nonszalancki styl bycia. Byłyby to wakacje jak każde inne, gdyby nie pojawienie się wybitnie uzdolnionego doktoranta, zaproszonego przez głowę rodziny, profesora historii sztuki. Charyzmatyczny, stereotypowo piękny niczym ożywiony antyczny posąg Oliver, budzi początkowego niechęć Elia, być może dlatego, że przebija chłopca pod względem niekonwencjonalnego zachowania i budzi w nim ukryte pragnienia. Jak to często bywa, niechęć przeradza się w gorące uczucie, i mimo różnicy wieku, lęku przed opinią innych oraz konfliktu charakterów, obaj mężczyźni odkrywają uroki homoseksualnych uniesień i bardzo się do siebie zbliżą. Obserwujemy rozgrywający się między nimi spektakl przyciągania i odpychania, bo jak wiadomo, w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.

Jest na ten film bez wątpienia hype – określa się go w końcu arcydziełem, umieszcza wśród najlepszych dzieł ostatnich miesięcy i ukazuje jako mocnego kandydata do Oscarów. Zachwyty te wydają nieco przesadzone, bo choć to dzieło bez wątpienia wysmakowane i zachwycające wizualnie, to jednak ciężar intelektualny i egzystencjalny ma znacznie niższy niż próbuje nam wmówić, a i stężenie pretensjonalności jest w nim ciut za duże. O ile kreacja młodego Elia jest znakomita, to już postać jego kochanka, Olivera, wydaje się za mało dookreślona i wiarygodna psychologicznie, by uwierzyć w kolejne wolty i wyskoki tego „genialnego studenta”, który nad książkowy świat zdaje się wyżej cenić witalność i zwierzęcość. Mimo wszystko, warto oddać się błogim dwóm godzinom, jakie zabierze nam seans  „Tamtych dni, tamtych noce”. W ramach akcji „Zima w mieście” trudno o lepszą propozycję – tak gorącą, pikantną i zmysłową.

Tekst: Olaf Kaczmarek

„Tamte dni, tamte noce”(„Call Me by Your Name”)
reż: Luca Guadagnino
Obsada: Armie Hammer, Timothle Chalamet, Esther Garrel
Brazylia, Francja, USA, Włochy, 132 min
United International Pictures Sp z o.o.
Premiera: 26 stycznia