Derya Yildirim & Grup Şimşek „Kar Yağar” – recenzja

Tę grupę kojarzycie pewnie z zeszłorocznego Off Festivalu. Kontynuatorzy tureckiej tradycji psychodelicznej grali w Katowicach jeszcze przed wydaniem pełnowymiarowego debiutu. Dziś ten koncert wyglądałby pewnie inaczej, bo „Kar Yağar” to album absolutnie wybitny i tak wyjątkowy, że tego lata powinno się go grać w każdym możliwym miejscu! To materiał całkiem inny od wydanej przed offowym koncertem epki. Inny także od tego, co w ostatnich latach serwują nam tureccy rockowi czarodzieje. Nie ma tu zjaranych pasaży i dubów BaBa ZuLa, nie ma też bitowej przebojowości Altın Gün. Jest za to dużo liryki rodem ze starych filmów i zakurzonych płyt.

Od typowego romantyzmu, którego popłuczyny oglądają nasze babcie w tureckich telenowelach, po śpiewy jakby ze ścieżek do dobrych horrorów. Prawdziwą bohaterką jest jednak Derya Yildirim, która brzmi, jakby swoje partie nagrała 40 lat temu. Gdyby miała bogatego tatę albo dobrego menedżera, to z tym materiałem spokojnie mogłaby startować do fanów twórczości Lany del Rey.

Tekst: Michał Kropiński