Danny Brown „uknowwhatimsayin¿” – recenzja

W przeciwieństwie do większości moich znajomych nigdy nie lubiłem Danny’ego Browna, chociaż wydający w Warp dziwak powinien mi się podobać z miejsca.

Niestety Danny, z tą jego fryzurą i niechęcią do dentystów, po prostu mnie odrzucał. Kiedy wszyscy czekali na to, by Brown znowu zachwycił swoim dziwacznym flow i rapem o seksualnych eskapadach, ja myślałem o tym, że będę musiał słuchać gościa, który brzmi jak Alvin. Okazało się jednak, że Danny potrafi zaskoczyć nawet mnie. Muzyk ściął włosy, naprawił zgryz i nagrał płytę, która mi się podoba. Wyprodukowany przez Q-Tipa album brzmi jak mieszanka klasycznego rapu z typową dla Danny’ego weirdo-estetyką. Raper, korzystając z siły swojego głosu, tym razem wybrał bity operujące na granicy ciszy. Brown wypełnia ją swoimi irracjonalnymi metaforami, które zaskakują surrealizmem i potwierdzają, że mimo czterdziestki na karku facetowi daleko do bycia poważnym.

W „uknowwhatimsayin¿”, zamiast serwować nam typową dla siebie kakofonię brzmieniową, Danny – dzięki współpracy z legendą ATCQ – oferuje mieszankę niespodziewaną. Nie ma tutaj niepotrzebnych wrzasków na przesterowanych bitach. Jest Brown, który trochę wydoroślał i zamiast po raz kolejny szokować męczącymi wulgarnymi brzmieniami, chce tworzyć coś, co trafi również do takich normików, jak w tym przypadku ja. Dla purystów Danny’ego jest to dobra płyta. Tym, którzy dotąd nie mogli się do niego przekonać, raper uchyla drzwi do swojego świata i pozwala im z przyjemnością posłuchać swojego niepowtarzalnego flow.

-->