Czy Sonic prześcignie Mario?

Dzień przed ogłoszeniem, że filmowy Sonic trafi do kin kilka miesięcy później niż początkowo planowano miałem okazję usiąść i zobaczyć czy najnowsza gra “Team Sonic Racing” zasłuży na to, aby na dłużej zagościć na mojej rodzinnej konsoli. Sonic w samochodzie to mimo wszystko dziwne połączenie. Wydaje się w końcu, że najszybsza postać w historii gier nie powinna potrzebować samochodu, aby ścigać się z resztą powolniaków znanych z uniwersum gry stworzonej przez Segę. Jednak w wypadku cartingowych ścigałek logika nie jest istotą rozrywki, dlatego zapomnijmy o sensie i skupmy się na graniu.
Nigdy nie byłem wielkim fanem ściganek. Nie umiem w nie grać, wszyscy zawsze piorą mi tyłek, a wieczne przegrywanie nie jest sposobem na wytworzenie w sobie uzależnienia od jakiegokolwiek tytułu. Dlatego może to i dobrze, że pierwsze testy growe przypadły na konkurs drużynowy organizowany przez wydawcę tytułu Cenegę i mogłem w nim pokonać nie tylko sześciolatka o tym samym nazwisku co ja, ale również dojechać córkę mojego kolegi po piórze.
Z uczuciem wyższości nad ludźmi, których wiek to nadal cyfra mogłem następnie usiąść do szerszego oceniania najnowszego Sonica.

Pierwsze co mnie ucieszyło to fakt, że nawet będąc kompletną pierdołą, jeśli chodzi o kierowanie pojazdem, przy odpowiedniej taktyce każdy jest w stanie pokonać swoich przeciwników. Wystaczy dobrze wykorzystywać power-upy dostępne na trasie waszego wyścigu. W przeciwieństwie do „Mario Kart” w Sonicu nie każdy może załapać się na tę samą amunicję. Rodzaj dodatków, jakie otrzymujemy, zależy od specjalizacji wybranej na początku wyścigu. Jest ich trzy: silna, szybka i uniwersalna. W zależności od wyboru nasze postacią mają lepsze przyspieszenie, prędkość maksymalną czy lepiej umieją zwalić z drogi przeciwników. To zróżnicowanie sprawia wyjątkowo dużo przyjemności, gdy grając w teamach, możemy nawzajem się wspierać, wykorzystując przypisane do klas umiejętności. Zresztą współpraca to klucz do osiągania sukcesów w tej grze. Twórcy zdecydowali dać możliwość przekazywania power-upów między kumplami z tyłu (w końcu po co komuś przodu rakiety), jak i możliwość poproszenia o przekazanie takowych przez innych członków drużyny (jakby jakiś wredniak zdołał zdobyć je tuż przed waszym nosem).
Jeśli chodzi o wybór tras, to jest wyjątkowo dobrze i zróżnicowanie. Od takich, w których liczy się zapieprzanie, po te, w których małe błędy nie będą tolerowane. Jest różnorodnie, kolorowo i łatwo dostać oczopląsu, ale w wypadku kart racingu to akurat według nas pozytyw.

Ostatecznie po weekendzie spędzonym z tym tytułem zarówno mój syn (który wygrał czapkę Sonica, w której chodzi od momentu zdobycia tego nakrycia głowy), jak i ja (który wygrałem skarpetki Sonica, w których nie chodzę od momentu ich zdobycia) doszliśmy do wniosku, że możemy czasami wyłączyć Minecrafta i ruszyć na podbój świata prędkości.

Tekst: Kacper Peresada
Team Sonic Racing
PS4 / Xbox One / Nintendo Switch / PC
Cenega Polska