Czarna promocja

Za nami Black Friday i Cyber Monday. Padł kolejny rekord. Globalnie, przez kilka dni promocji, wydaliśmy na zakupy po­nad 715 miliardów dolarów. To ponad 4 procent więcej niż w zeszłym roku. Jeśli weźmie się pod uwagę populację planety, okazuje się, że portfel statystycznego Ziemianina uszczuplił się o ponad 1000 dolarów. Statystyki można mnożyć, są bar­dzo efektowne. Aż trzech na czterech Amerykanów zadekla­rowało swój udział w listopadowych wyprzedażach – mieli wydać ponad 90 miliardów dolarów. Brytyjczycy pozbyli się 9 miliardów, Polacy mniej więcej 6,5 miliarda, czyli na głowę około 170 dolarów. Największym zainteresowaniem cieszy­ły się obuwie i ubrania – na ich zakup decydowało się ponad 70 procent biorących udział w promocji. Mimo że coraz czę­ściej wybieraliśmy zakupy przez internet (darmowa przesył­ka, łatwy zwrot towaru), centra handlowe pękały w szwach. Bardzo się przed tym broniłem, ale w czarny piątek zupełnie przez przypadek trafiłem do Złotych Tarasów. Z trudem zna­lazłem miejsce na trzypoziomowym parkingu, z jeszcze więk­szym wbiłem się do kolejki na ruchome schody. Za każdym razem, gdy jestem w tego typu miejscach, zastanawiam się, ile kilogramów i metrów sześciennych zajmują wszystkie zgro­madzone tam ubrania. Czy taka ilość rzeczywiście jest nam potrzebna? Odpowiedź jest oczywiście prosta. Nadkonsump­cja w przemyśle odzieżowym to dzisiaj jeden z największych światowych problemów. Moda w znacznym stopniu przyczy­nia się do zanieczyszczenia środowiska. Czy stać nas na jed­norazowe ciuchy? W perspektywie kilkudziesięciu lat Ziemia może zamienić się w jeden wielki śmietnik. Już teraz produ­cenci nie wiedzą, co zrobić z zalegającymi w magazynach starymi kolekcjami ubrań. Chociażby kilka miesięcy temu Burberry spaliło odzież i akcesoria warte 38 milionów dola­rów. Podobny problem ma więcej firm. Według szacunków co roku w Polsce wytwarza się około 2,5 miliona ton odpadów tekstylnych. Niestety tylko połowa z nich nadaje się do od­zysku. Dobry przykład idzie od niszowych, lokalnych marek. Założyciele polskiego brandu Elementy stawiają na transpa­rentny model sprzedaży. Informują klientów, ile kosztuje ich produkcja i na jakiej podstawie obliczana jest marża. Z okazji Black Friday na facebookowym i instagramowym profilu Ele­mentów pojawiło się oświadczenie: „(…) Uważamy, że najlep­sze decyzje zakupowe podejmuje się bez zbędnego ciśnienia oraz wszechobecnego, marketingowego hałasu. Nie kupujcie tylko z uwagi na to, że załapiecie się na promocję. Kupujcie, kiedy macie potrzebę. (…) Cena nie ulegnie radykalnej zmia­nie, ponieważ nie może. Wiemy, że promocja w #blackfriday mogłaby zwiększyć naszą sprzedaż, ale rezygnujemy z tego, ponieważ wierzymy, że tak zaczynają się świadome wybory”. Trudno nie zgodzić się z ideą założycieli. Żyjemy w stałym cy­klu promocji i nowych kolekcji. Niedługo poświąteczne wy­przedaże. Jaki kolejny rekord zostanie pobity?

Tekst: Michał Koszek