„Chopin Nokturny” – premiera płyty Marcina Maseckiego w Studiu Koncertowym Polskiego Radia

fot. Marcin Pawlukiewicz

Masecki po raz kolejny powraca do klasyki. Bierze na warsztat jednego ze Świętych Graali polskiej sztuki pianistycznej, nokturny Chopina. Tradycyjnie, wykonuje je na swoim małym 6-oktawowym, średniej jakości, średnio-nastrojonym pianinie. Już dziś, w Studiu Koncertowym Polskiego Radia ma miejsce premiera jego nowej płyty!

Dodatkowo, pracuje nad materiałem bez nut, polegając na własnej pamięci (każdy pianista słyszał te utwory setki razy) i na nagraniach. Jest to subtelna, ale znacząca różnica.

W europejskiej muzyce klasycznej tekst nutowy jest święty, zawarta w nim intencja kompozytora najwyższym celem, często obiektem wieloletnich studiów zwieńczonych profesurami. Odkładając nuty na bok, Masecki przesuwa środek ciężkości na wykonawcę
(za co wylatuje się ze studiów) i jego subiektywną perspektywę. Muzyka Chopina przybiera znamiona przekazów mówionych, zaczyna funkcjonować bardziej jak muzyka ludowa. Dzieła stają się piosenkami. Kolejne pokolenia wprowadzają subtelne i osobiste
zmiany.

W czasach, kiedy większość pianistów dąży do tego żeby grać Chopina „tak jak On by sobie tego życzył”, jest to śmiały krok w stronę twórczej interpretacji tradycji. Jak mówi mędrzec: „Starzejesz się szybciej, kiedy bez przerwy wspominasz stare czasy oraz nie rozciągasz się codziennie.”

Masecki o swoim pianinie:

Ten instrument zadaje interesujące pytania. Muzyka klasyczna jest bowiem ściśle związana z perfekcją, precyzją, poprawnością i pewnego rodzaju luksusem odbioru. Kiedy gram na małym, rozklekotanym pianinku, sprawdzamy, do jakiego stopnia to
sprzężenie jest istotne. Wbrew pozorom, wsadzając „zwyczajne” pianino na deski sali koncertowej zapraszamy publiczność do wyzbycia się uprzedzeń i słuchania bardziej muzyki niż konkretnego instrumentu, jego stopnia nastrojenia, czy ubioru sąsiada.

Prezentując klasykę na średnim instrumencie Masecki, jak zwykle, miesza gatunki. Najstarsze nagrania jazzowe były tworzone na tym, co było akurat pod ręką. W świecie popu zaś, świadome operowanie jakością jest normą (przesterowana gitara, stare zdezelowane mikrofony, cały świat lo-fi). Grając klasykę na nie-idealnych instrumentach, nadajemy jej nowe brzmienie i nową ekspresję, nie inaczej niż architekt wnętrz, który pozostawia w luksusowym apartamencie jedną ścianę bez tynku, z gołymi cegłami.

FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA

więcej info: tutaj