Chłopaki z Efterklang otwierają serca

#17.11 Efterklang przyjeżdża do Polski. Chłopcy odwiedzą Warszawę, Wrocław i Poznań. Warto wpaść nie tylko po to, żeby popatrzeć sobie na uroczych hipsterów, ale przede wszystkim  żeby posłuchać ich muzyki. Jeśli jesteście jeszcze nieprzekonani to przeczytajcie wywiad z zespołem, który ukazał się w Aktiviście w związku z filmem #DuchPiramidy, który opowiada o podróży zespołu. Ten #film plus ta #muzyka naprawdę  robią robotę. Na jesień, na zimę, na zawsze.

W jaki sposób dowiedzieliście się o istnieniu Pyramiden i w jakich okolicznościach postanowiliście, że chcecie tam jechać?

Jeden z naszych przyjaciół odwiedził to miasto i zrobił setki zdjęć, z których część nam wysłał. Od początku byliśmy urzeczeni jego wyjątkową aurą. W pewnym momencie, kiedy zaczęliśmy planować nagrywanie nowej płyty, zastanawialiśmy się wspólnie nad jakimś punktem wyjścia. Chcieliśmy, żeby inspiracją było jakieś niezwykłe miejsce. Przypomnieliśmy sobie o tych fotografiach i postanowiliśmy pojechać w tamte rejony. Dostaliśmy zgodę na kilkudniowy pobyt od rosyjskiej spółki górniczej, która obecnie zarządza miastem, i udało nam się tam pojechać.

Skąd wziął się pomysł, żeby zrobić też film?

To nie był nasz pierwszy projekt tego rodzaju. W 2010 r. razem z Vincentem Moonem zrobiliśmy dokument „An Island”. Kiedy jechaliśmy do Pyramiden, chcieliśmy spróbować powtórzyć to doświadczenie, odnaleźć tam jakąś ciekawą historię. Można powiedzieć, że film i album inspirowały się nawzajem. Udało nam się umówić z Andreasem Koefoedem, naszym przyjacielem i uznanym reżyserem, żeby z nami pojechał udokumentować tę wyprawę. My nagrywaliśmy dźwięki otoczenia oraz zbieraliśmy pomysły na płytę, a Andreas wszystko kręcił. Nie mieliśmy jednak określonej koncepcji dotyczącej materiału filmowego. W połowie kręcenia Andreasowi udało się nawiązać kontakt z Aleksandrem, Rosjaninem, który razem z rodziną przeprowadził się do Pyramiden w latach 70. W tym momencie tak naprawdę uformował się film.

A jak odnaleźliście się w swoich rolach? Łatwo jest myśleć o sobie jako o bohaterze dokumentu, wiązał się z tym jakiś stres?

Myślę, że wszystko zależy od tego, kto stoi za kamerą. Kiedy tworzyliśmy „An Island” z Vincentem Moonem, czuliśmy się mniej więcej, jakbyśmy grali z nim wspólnie w zespole. Ten koleś ma mnóstwo energii i jest bardzo entuzjastyczny. Andreasa można określić jako cichego, uważnego obserwatora. Ingerował tylko czasami, np. kiedy chciał nas o coś zapytać. Jeśli chodzi o samą obecność kamery, to myślę, że zawsze gdy jest włączona, twoje zachowanie nieco się zmienia. Myślisz o sobie z innej perspektywy. Nam zajęło dłuższą chwilę, by przyzwyczaić się do tego uczucia, ale w momencie kiedy to się stało, zaczęliśmy wyciągać z tego emocje, które były czyste i naturalne. Wydaje mi się, że to właśnie widać w tym filmie.

Jak w takim razie opiszesz Pyramiden i uczucia, które wam tam towarzyszyły?

Samo miasto jest od 15 lat niezamieszkane. Ludzie opuścili je w wielkim pośpiechu, więc nadal można tam znaleźć mnóstwo prywatnych przedmiotów. Przez to cały czas zastanawialiśmy się, jak wyglądało życie ludzi, którzy tam mieszkali. Jak pracowali? Jakie mieli rozrywki? Czy słuchali jakiejś muzyki? Warunki pogodowe na Spitsbergenie są naprawdę trudne. Musisz być naprawdę wytrwały i mieć motywację, by tam mieszkać. My pojechaliśmy tam w sierpniu, ale w zimie poziom śniegu potrafi osiągać nawet trzy metry wysokości. Jeśli chodzi o klimat samego miejsca, zastanawialiśmy się nad jego spirytualnym charakterem, duchami i podobnymi bzdetami, ale to miasto nie potrzebuje takiej podszewki. To bardzo spokojne miejsce, nad którym natura powoli odzyskuje władanie. Nawet duchy by tam zamarzły. (śmiech)

Filmowi towarzyszy bardzo nostalgiczny nastrój, podobnie jest z waszą płytą. Czy to właśnie było głównym punktem wyjścia w procesie tworzenia?

Zaczynając ten projekt, chcieliśmy użyć Pyramiden jako punktu startowego, ale w trakcie nagrywania okazało się, że było ono czymś znacznie więcej. To była mniej więcej taka sytuacja: jedziesz na wakacje i robisz zdjęcia, które są „spięte” z twoimi wspomnieniami. I patrząc na nie, zdajesz sobie sprawę, że twój pobyt mógł jednak nie być tak nudny, jak ci się wtedy wydawało, i może było fajnie, a tak naprawdę, to był najlepszy moment w twoim życiu. My przeszliśmy przez podobny schemat. Po dziesięciu dniach w Pyramiden spędziliśmy dziesięć miesięcy w studiu nagraniowym, gdzie używaliśmy nagranych w mieście dźwięków, które przypominały nam o tym, co tam się działo. Innym ważnym aspektem była przestrzeń, ogromna i pusta, która zmusza do myślenia o tym, co działo się tu wcześniej, co dzieje się teraz i co się jeszcze stanie oraz w jakim punkcie właściwie sam się znajdujesz. To wszystko zmusiło mnie do myślenia na temat związków między ludźmi i stadiami, przez które przechodzą. Doszedłem do wniosku, że to wymarłe miasto jest dobrą metaforą relacji, która się skończyła. Widzisz miejsce, w którym tętniło życie, które momentalnie się stamtąd ulotniło. Pyramiden stało się więc dla mnie czymś dużo ważniejszym niż tylko „miastem duchów” – stało się kluczem do myślenia o wielu kwestiach. I to właśnie była rzecz, którą chcieliśmy osiągnąć, jadąc tam.

Mówisz więc o przestrzeni jako całości. Były jakieś konkretne miejsca, które was zainspirowały?

Takich lokalizacji było przynajmniej kilka. Jedną z bardziej oczywistych jest sala koncertowa, w której nadal stoi fortepian, nazywany „Czerwonym Październikiem”, jest to najdalej na północ położony fortepian na całym świecie. Byliśmy też za kulisami, gdzie nadal można znaleźć mnóstwo przeróżnych, najdziwniejszych rekwizytów. Byliśmy też w starym basenie, w którym używano podgrzewanej morskiej wody. Przechodziliśmy przez opuszczone przedszkola i place zabaw. Duże wrażenie zrobił też na nas najbardziej zniszczony dom w całym mieście, w którym mieszkają okoliczne ptaki, wytwarzające jedyne dźwięki w całej okolicy. To naprawdę niesamowite doświadczenie.

No właśnie, à propos niesamowitych doświadczeń. Nie boicie się, że trudno wam będzie znaleźć równie silną inspirację do nagrania kolejnej płyty? Trudno mi sobie wyobrazić coś bardziej ekstremalnego w tej dziedzinie niż miejsce, w którym byliście.

Myślę, że o podobne miejsca nie musimy się martwić. Po premierze płyty mnóstwo ludzi zaczęło nam przysyłać sugestie, gdzie powinniśmy pojechać. Nawet nasi rodzice zaczęli w tej kwestii doradzać. (śmiech) Tyle że przy następnym albumie raczej nie będziemy używać podobnego schematu. Dzięki nagrywaniu „Piramidy” nauczyliśmy się, że można użyć miejsca jako kontrapunktu w procesie tworzenia. Zaczęliśmy się też zastanawiać nad związkami muzyki z konkretnymi miejscami. W dzisiejszych czasach dysponujesz sprzętem, który pozwala tworzyć muzykę w dowolnym miejscu. Mając słuchawki i odtwarzacz mp3, możesz też słuchać jej w dowolnej lokalizacji. Lubię, kiedy dźwięk oddaje charakter miejsca, w którym został zarejestrowany. Kiedy słyszysz, że coś zostało nagrane na afrykańskich stepach albo w kościele. Chcę, żeby takie rzeczy nadal były żywe, żeby cyfryzacja muzyki nie była aż tak brutalna.

A co z występami na żywo? Jak do nich podchodzicie? Kiedy widziałem was w zeszłym roku w Katowicach, włożyliście w swój koncert mnóstwo pasji.

Zawsze się cieszymy, kiedy wychodzimy po niemal roku ze studia i możemy w końcu zaprezentować innym materiał, nad którym spędziliśmy tyle czasu. Obserwowanie reakcji ludzi to dla nas czysta radość. Zawsze próbujemy stworzyć atmosferę, dzięki której czas i przestrzeń przestają mieć kluczowe znaczenie, a my jesteśmy w stanie wejść w symbiozę z naszą publicznością. Chcemy ich zaangażować w to, co robimy. W ten sposób powstał też projekt Efterkids. Spisaliśmy smyczkowe partytury kilku naszych utworów i umieściliśmy je na naszej stronie, którą potem rozesłaliśmy do nauczycieli na całym świecie. Odzew był niesamowity. Wiele dzieciaków naprawdę się zaangażowało. Zagraliśmy nawet jeden koncert wspólnie z dziećmi i było to absolutnie unikalne. Sami jedyne wykształcenie muzyczne uzyskaliśmy właśnie w podstawówkach i chcieliśmy pokazać młodym ludziom muzykę, która może ich zainspirować, bo właśnie to jest ważniejsze od technicznych umiejętności. One same przyjdą, jeśli będziesz miał dostatecznie dużo zapału. Myślę, że w dogodnym momencie wznowimy ten projekt. Chcemy inspirować ludzi, tak jak oni inspirują nas.

Dodaj komentarz