„Chciałabym mieć jetpack jak Michael Jackson” – rozmawiamy z Charli XCX

Foto: Bella Howard

Charli XCX to postać, dla której pojęcie „guilty pleasure” nie istnieje. Britney Spears jest dla niej taką samą inspiracją, co brzmienie londyńskiego elektronicznego undergroundu. Na chwilę przed obrzuceniem publiczności tonami brokatu na Open’er Festival opowiedziała nam o swoich marzeniach o odrzutowych plecakach i sportowych samochodach oraz muzycznych planach.

Aktivist: Muzyka, którą tworzysz jest niezwykle ekscytująca. Równocześnie słychać także Twoje własne podekscytowanie i fascynację popem. Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z tą kulturą?

Charli XCX: Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłam klip do „Hit Me Baby One More Time” Britney Spears. Pomyślałam sobie, że to jest coś totalnie szalonego. Wtedy pop zafascynował mój dziecięcy umysł jako coś nieskończenie fajnego. Nie miałam wtedy MTV. Ten teledysk był pokazywany w wiadomościach, tak jakby to było coś niesamowicie ważnego dla ludzkości.

Czy amerykański styl życia to także coś, co cię fascynuje?

Częściowo na pewno. Teledysk do „Break the Rules”, w którym te inspiracje są widoczne, był kręcony w Stanach i dobrze współgrał z nastoletnim niepokojem, który rządzi tą piosenką. Lubię przebywać w USA, ale jestem Brytyjką i Londyn jest moim prawdziwym domem.

Rozmawiamy na godzinę przed Twoim pierwszym w Polsce festiwalowym koncertem. Wcześniej występowałaś w naszym kraju u boku Coldplay i Katy Perry. Możesz porównać Twoje nastawienie do tych występów? Stresujesz się bardziej czy mniej?

Zdecydowanie czuję więcej presji, bo to wyłącznie mój występ. To równocześnie ekscytujące i stresujące. Nigdy nie grałam tutaj sama i nie jestem pewna reakcji ludzi, którzy przyjdą pod scenę specjalnie dla mnie. Mam wyłącznie pozytywne doświadczenia z występowania z Katy oraz z Coldplay, więc to redukuje moje ewentualne obawy.

Wejdźmy na chwilę do świata marzeń. Gdybyś miała nieograniczony budżet na swój koncert, co byś dodała do swojego show?

Łał. Chciałabym mieć jetpack, tak jak Michael Jackson kiedyś. To byłoby wspaniałe. Nie pogardziłabym też motocyklistami i driftujący sportowymi autami na scenie. Przypuszczam, że zasady BHP są jednak nie do obejścia [śmiech].

Przyjechałaś by promować swój mixtape „Numer 1 Angel”. Czy to wyznacznik brzmienia w kierunku którego teraz podążasz?

W jakimś stopniu. Inspiracje i dźwięki, które się na nim znajdują są bardzo teraźniejsze. To był bardzo szybki proces. Wypuściłam te piosenki niemal zaraz po ich ukończeniu. Albumy zajmują mi więcej czasu. Lubię odchodzić od popu i eksperymentować z nim, ale na mojej pełnoprawnej płycie znajdzie się dużo bardziej bezpośrednich piosenek.

Właśnie, twoja dyskografia jest dość dwoista. Longplaye zapełnione są hitami, a na EPkach i mixtape’ach znaleźć można bardziej wykręcone pomysły. „Number 1 Angel” wyprodukował szef, łamiącej schematy, wytwórni PC Music A.G. Cook. Pracowaliście wcześniej razem?

Znaliśmy się, ale nie byliśmy razem w studiu. A.G. wypuścił kilka lat temu remix „Doing It”, który był totalnie szalony i to otworzyło nam drogę do współpracy. Brzmienie PC Music jest niesamowite i myślę, że zostawi swoje piętno na głównym nurcie. To już się dzieje. Niektóre elementy są wprawdzie zbyt polaryzujące i odważne do zaakceptowania przez standardowego słuchacza. Chłopaki z tej wytwórni rozumieją pop i mają niesamowitą wrażliwość. A.G. i Sophie to jedni z najbardziej utalentowanych songwriterów i producentów jakich znam. Jestem pewna, że jeszcze zamieszają na listach przebojów.

A co z rockowymi wpływami? Na „Sucker” [drugim albumie Charli] było ich mnóstwo, zwłaszcza z pop-punkowych rewirów.

Jasne, kiedyś uwielbiałam takie zespoły jak Sum-41. Avril Lavigne też była moją idolką, ale nie wiem czy można ją zaliczyć do rockowej sceny. „Girlfriend” było piosenką, na punkcie której miałam obsesję i myślę, że na tej płycie mocno to słychać [śmiech].

Szybkie pytanie na koniec. Ulubione emoji?

To z dwoma wielkimi różowymi sercami. Używam go cały czas.

 

Rozmawiał: Cyryl Rozwadowski