Brawurowa ucieczka z getta. Recenzja komiksu

„Breslau. Triangle” sc. XNDR, Filip Wiśniowki rys. XNDR, Filip Wiśniowki, Ojciec Rene, Robert Sienicki Bazgrolle

Jak ze stricte środowiskowego i hermetycznego projektu zrobić uniwersalny komiks rozrywkowy? „Breslau. Triangle” to poszerzone zbiorcze wydanie trzech zinów. Niezależne wydawnictwo Bazgrolle rozpadło się podczas festiwalu undergroundowych komiksów Złote Kurczaki, który samo stworzyło. Wszystko przez XNDR-a, który dostał nową pracę i musiał wyjechać z Wrocławia. Wilka ciągnie jednak do lasu. Tyle faktów. Na fabułę „Breslau. Triangle” składają się bowiem najróżniejsze pomysły czerpiące zarówno z rzeczywistości, jak i popkultury. Są terroryści z ISIS, którzy za cel obrali polskich komiksiarzy, pojawiają się bohaterowie komiksów Mike’a Mignoli, twórcy „Hellboya”, i postacie z kreskówki „Adventure Time” w entourage’u rodem z Polski B. Tylko wizyta w podświadomości Ojca Rene, który tworzy skatologiczno-kopulacyjne ziny, nie wydaje się zbyt abstrakcyjna (tak, to żart środowiskowy). Oczywiście komiks jest zabawniejszy, jeśli zna się bohaterów (pojawiają się twórcy i wydawcy nie tylko podziemia komiksowego) czy pewne fakty (jak wspomniany rozpad Bazgrolli).

XNDR-owi i Filowi, którzy napisali scenariusz, udało się jednak z hermetycznych elementów stworzyć zabawną i czytelną układankę. Było to możliwe dzięki sensacyjno-surrealistycznej konwencji, przygodowemu charakterowi fabuły i dystansowi do samej opowieści.

Bardzo dobrze sprawdziło się tu dwutorowe poprowadzenie fabuły: jeden wątek to perypetie XNDR-a z narzeczoną, drugi – jego tajemne komiksowe przygody. Taki układ nawiązuje oczywiście do superbohaterskich wzorców, jednocześnie je parodiując. Pozwala ponadto różnicować opowieść, rozkładając napięcie i emocje pomiędzy oba wątki. Bardzo dobrze wypadają również rysunki – wystarczające estetyczne i przystępne, by trafić do czytelników spoza komiksowego getta.

BRESLAU KOMIKS 98