„Bone Tomahawk”: bardzo Dziki Zachód

„Bone Tomahawk”
reż. S. Craig Zahler

Gdyby każdy debiutował tak jak S. Craig Zahler, złośliwi recenzenci szybko poszliby z torbami. Amerykański reżyser zrobił film, który zwala z nóg. Z jednej strony jest poważnym wyzwaniem dla naszego żołądka – podczas seansu ludzkie ciało zostaje rozczłonkowane na wiele sposobów. A z drugiej za sprawą absurdalnych dialogów nie brakuje w nim też okazji do śmiechu. Z równym pietyzmem jego bohaterowie rozmawiają bowiem o tym, jak nie upuścić książki w kąpieli, oraz o tym, jak należycie poderżnąć gardło.

Fabuła, jak przystało na western, nie jest zbyt skomplikowana. Oto dwóch złodziejaszków podczas jednego ze swoich napadów przypadkowo bezcześci cmentarzysko Indian. Kiedy niedługo później z pobliskiego miasteczka o wdzięcznej nazwie Bright Hope znika kilka osób, w pogoń za nimi wyrusza nie lada drużyna. Złożona z podstarzałego, cynicznego szeryfa (w tej roli Kurt Russell), jego jeszcze bardziej wiekowego zastępcy, lokalnego dandysa oraz męża jednej z porwanych, któremu pościg utrudnia złamana noga. Drogę do siedliska zła, jakim jest schronienie Indian-kanibali (tak, dobrze czytacie!), tych czterech „wspaniałych” umila sobie rozmowami na mniej lub bardziej życiowe tematy. Rozmowami, których w swoim filmie nie powstydziłby się z pewnością sam Quentin Tarantino.

S. Craig Zahler to kolejny po braciach Coen, Tommym Lee Jonesie czy wspomnianym Tarantino twórca, który daje nowe życie najbardziej amerykańskiemu z gatunków. Tyle że w tym przypadku taka szufladka to zdecydowanie za mało, bo w „Bone Tomahawk” coś dla siebie znajdą i miłośnicy krwawych filmów spod znaku gore, i fani komediowej zabawy słowem.

Szybko rzuca się w oczy, że debiutujący reżyser bardzo mocno postawił na samą historię i dopracował ją w najmniejszym detalu. Scenariusz jest tu na tyle dobry, że twórcy nie muszą się silić na odwracanie naszej uwagi za pomocą formalnych trików czy efektów specjalnych.

To chyba przekonało też aktorów, bo pomimo skromnego budżetu (niecałe dwa miliony dolarów) takiej obsady – z Russellem, Richardem Jenkinsem, Davidem Arquette czy Matthew Foxem – nie powstydziłby się niejeden hollywoodzki blockbuster. Ale kiedy oglądam „Bone Tomahawk”, myślę sobie, że całe szczęście, że nim nie jest.

obsada: Kurt Russell, Richard Jenkins, David Arquette, Matthew Fox
USA/Wielka Brytania 2015, 132 min
Wistech, 29 kwietnia

187 komentarzy

Dodaj komentarz