Błotniarze

12 zawodników w drużynie. 12 minut jednej połowy meczu. 12 osób będących jednocześnie w grze. Zmiany – jak w hokeju – co kilka minut, zasady – jak w piłce nożnej – dobrze znane, boisko – jak w… chlewie – grząskie, zdradliwe i mało estetyczne. No i na buty trzeba uważać, bo raz zgubione eliminują z dalszej walki

„To błoto nie jest mi obojętne. Jest częścią mojej ojczyzny”, napisał swego czasu – pamiętany chyba już tylko przez Wikicytaty – rumuński poeta i dramatopisarz Valeriu Butulescu. Ową sentencję niejeden zawodnik pewnej odmiany piłki nożnej mógłby zapewne wytatuować sobie na ciele. Inne bagienne prawdy zawodnicy znają nie z poezji, lecz z doświadczenia. Jest wśród nich taka: „Kto w błoto wpadnie, ten suchy nie wstanie”. Nie pozna też jednak smaku radości, którą aż kipi siedzący naprzeciwko mnie Maciej Rant, wielki chłop zajmujący się na co dzień sekcją filmową Białostockiego Ośrodka Kultury, festiwalem ŻubrOFFka i realizacją niezależnych produkcji powstających pod szyldem Filmowe Podlasie Atakuje. Przy okazji jest zawodnikiem drużyny błotnej piłki nożnej. To właśnie kino i ta dyscyplina sportu budzą w nim największe emocje. W dodatku jedno łączy się z drugim. Po raz pierwszy usłyszał bowiem o błotnej piłce nożnej podczas premiery filmu „Księstwo” od Zbyszka Masternaka – autora książki, na podstawie której powstał scenariusz filmu, a zarazem jednego z najbardziej zapalonych propagatorów tego sportu w naszym kraju i reprezentanta Stowarzyszenia Polskiej Piłki Błotnej BKS Roztocze. – Jako że błotka na Podlasiu nie brakuje, postanowiłem zachęcić moich kolegów do udziału w mistrzostwach Polski. Jest taka scena w „Piłkarskim pokerze”, kiedy na dworcu w Białymstoku taksówkarz mówi: „Co jak co, ale społeczeństwo w Białymstoku to my mamy ofiarne”. Dodałbym też, że i otwarte, i radosne, dlatego bez problemu udało nam się zebrać ekipę wesołków i piłkarzy amatorów, którzy postanowili podjąć rzuconą rękawicę – opowiada radośnie. Tak narodziła się drużyna Torfowy Rycerz Aptel, która czerpie siłę z podlaskiego błota oraz lokalnego samogonu, bo torfowy rycerz to także regionalna nazwa trunku o posmaku torfu właśnie.

Obrzucanie błotem

Drużyna Macieja, choć powstała dopiero dwa lata temu, w tym roku zdobyła złoto na mistrzostwach Polski w Krasnobrodzie. – Początki nie są szczególnie trudne, w zasadzie wystarczy kilka osób i można grać. Samo boisko w miarę łatwo przygotować – potrzebne są plac, pług i dużo wody. Zasady są natomiast niemal takie same jak w piłce nożnej, a małe różnice można na spokojnie poznać nawet zaraz przed turniejem – tłumaczy Maciek. – To, co w piłce błotnej liczy się najbardziej, to zabawa. To taki powrót do dzieciństwa – na podwórku rozgrywało się najfajniejsze mecze, kiedy była największa ulewa. Nie ma przyjemniejszego momentu niż ten, w którym pierwszy raz padasz całym ciałem w błoto. Pierwsze zetknięcie z tą ciągle podlewaną, rozmokłą breją jest jak kąpiel na golasa w jeziorze – śmieje się Rant i dodaje, że wspaniałe w tym sporcie okazuje się to, że piłkarz błotny nic nie musi! – Nieważne, jak jest ubrany, jaką ma fryzurę, czy gra z siódemką jak Ronaldo. Liczy się poczucie humoru i dystans do siebie i świata. Tylko takie osoby pozwolą przeciwnikowi wcisnąć się w błoto, obrzucać błotem, zmieszać z błotem. Podczas meczu musisz być gotowy, że podobnych sytuacji nie zabraknie – dodaje. Podkreśla też, że oprócz dystansu do siebie sport ten wymaga żelaznej kondycji – zmiany trwają zwykle po dwie-trzy minuty, jednak nawet tak krótki czas spędzony w lepkiej, grząskiej masie sięgającej niekiedy kolan wymaga dużo siły, a kopanie piłki w takich warunkach to nie lada umiejętność.

Rock’n’roll

Pierwszymi błotnymi – albo może bagiennymi, bo angielska nazwa tej dyscypliny to „swamp football” lub „swamp soccer” – piłkarzami byli fińscy biegacze narciarscy, którzy pod koniec lat 90. trenowali poza sezonem właśnie w błocie. Aby urozmaicić treningi, wpadli na pomysł ćwiczeń z piłką. Od czasu gdy Jayrki Vaananen zorganizował pierwszy błotny turniej, a w 1998 r. opatentowano zasady tej „brudnej” gry, błotna kula zaczęła się toczyć sprawniej niż niejedna śniegowa. Obecnie dyscyplina ta najbardziej popularna jest w Finlandii, Rosji, Holandii, Brazylii, Szwecji, Islandii i Wielkiej Brytanii. I chociaż w Polsce jest jeszcze nowością, to równocześnie szybko się rozwija – z roku na rok zdobywa więcej zwolenników, pojawiają się nowe drużyny. Maciek, kiedy nie siedzi w kinie, zastanawia się nad pomysłami na promocję błotnej piłki. – Myślę, że ciekawą koncepcją byłoby zorganizowanie turnieju podczas Przystanku Woodstock. Piłka błotna i rock’n’roll to bliskie sobie światy! A że ludzie na Woodstocku uwielbiają taplać się w błocie, to wystarczy dać im piłkę, bramki, sędziego i… satysfakcja gwarantowana. Tak, muszę pogadać o tym z Centralą na Roztoczu!

Cały artykuł w naszym magazynie.