Białystok. Biała siła, czarna pamięć – Marcin Kącki

Białystok w reportażu Marcina Kąckiego przypomina osiemnastowieczny gabinet osobliwości, którego zwyrodniały właściciel kolekcjonuje w słojach z formaliną dwugłowe płody i oślizgłe wnętrzności a na półkach ustawia czaszki.

Miasto tonie w oparach nienawiści, rasizmu i zdegenerowanego patriotyzmu. Ta szczególna mieszanka nie tylko konserwuje, ale i tworzy wciąż nowe wykwity na jego tkance. Kącki przypomina przeszłość Podlasia, które do II wojny światowej było zaludnione w znakomitej części (sam Białystok w 75%) przez Żydów. Wymordowani przez Niemców, są usilnie wymazywani z historii przez osiadłych w ich miejsce „rodowitych” Polaków. Symbolem tego procesu staje się białostocki kirkut, przysypany wraz z macewami kilkoma metrami ziemi i służący obecnie jako park i plac zabaw.

Autor bezskutecznie szuka w Białymstoku ocalonych z Holokaustu. Zamiast nich natrafia na licznych członków nazistowskich bojówek, sympatyków Młodzieży Wszechpolskiej, kiboli. Jeden z rozdziałów staje się w pewnym momencie kalendarium ich kolejnych ataków, które zdają się nie mieć końca.

Białegostok to jednak nie tylko rasiści. Jeden z rozdziałów przypomina o soli tej ziemi, czyli disco polo. Wśród podlaskich pól przed laty wyrosły bowiem pierwsze małpie gaje w przerobionych na dyskoteki stodołach. I to z nich poszedł w Polskę śpiew o majteczkach w kropeczkach. Inny rozdział dotyczy „cudu w Sokółce” – przemiany hostii we „fragment tkanki mięśnia sercowego w stanie agonalnym”, jak dogmatycznie stwierdza miejscowa, choć belwederska Pani Profesor patomorfolog z silnym nachyleniem różańcowym. Osobna część „Białegostoku” dotyczy pomników, starych jak pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej, do którego „ktoś” nocą przybija wielkie litery z napisem „Bóg-Honor-Ojczyzna”, a także nowych: papieskich, smoleńskich, wyklętych… Nie ma tu tylko miejsca na porządny pomnik Ludwika Zamenhofa – człowieka, któremu przyświecała idea stworzenia uniwersalnego języka dla wszystkich ludzi.

Nie znajdziemy w tej książce zbyt wielu pozytywnych bohaterów, co może wzbudzać pewną nieufność wobec realności świata pokazywanego przez Marcina Kąckiego.

Chyba nawet Sodoma wraz z Gomorą i okolicznymi wioskami miała więcej porządnych obywateli niż Białystok. A przecież dwa lata temu miasto zostało uznane przez brytyjski „The Guardian” za jedno z najlepszych miast do życia w Europie. Jego atmosfera jest zaś na tyle magiczna, że miejscowa prokuratura nawet swastykę potrafi zdefiniować jako „powszechnie stosowany symbol szczęścia i pomyślności”.

Dodaj komentarz