Bez słodzenia – „Nazywam się Cukinia” reż. Claude Barras

Wciąż krążą po tym świecie animacje, które udowadniają, że wykreowany świat może być o wiele bardziej rzeczywisty i nasączony emocjami niż ten w kinie dokumentalnym czy hiperrealistycznym. „Nazywam się Cukinia” to bardzo tradycyjna animacja, która mówi, że można się przeciwstawiać złu świata.

Bohaterem filmu jest chłopiec o imieniu Cukinia. Ojca nie ma, a jego mama, zaprzątnięta telewizyjnymi telenowelami, ignoruje syna. Pewnego dnia w wyniku wypadku chłopiec zostaje sierotą i trafia do sierocińca. W ośrodku poznajemy najróżniejsze dziecięce osobowości, a każda postać ma swoją cechę charakterystyczną. Wielkie i samotne oczy Cukinii rozświetla błysk, kiedy do sierocińca trafia nowa osoba – Kamila. Cukinia zakochuje się w niej od razu. To dziarska i odważna dziewczynka, którą chce zabrać jej ciotka, żeby skorzystać finansowo na opiece. Jeden z małych bohaterów tej animacji mówi: „wszyscy jesteśmy niekochani”, widz jednak zakochuje się od razu w tej ekscentrycznej paczce.

Reżyser nie infantylizuje postaci, nie cacka się z nimi, a mały nie znaczy dla niego nieważny. Barras wykorzystuje wszystko, co najlepsze w animacji, i doskonale przerysowuje pewne cechy fizyczne i rzeczywistość, wiele w ten sposób o niej mówiąc. Dzięki temu tworzy kino soczyste i pełne empatii, doprawione umiejętnie ironią, sarkazmem i dystansem. Niesamowity urok i charyzma tego filmu tkwią nie tylko w obrazie, ale i w subtelności, detalach i nieużywaniu zdrobnień, mimo że na ekranie dominują bohaterowie dziecięcy.

„Nazywam się Cukinia” na pewno nie jest niewinną historyjką umorusaną w przesłodzonej bezie. To bajka głęboko zatopiona w rzeczywistości i zilustrowana z wielką wyobraźnią. [Bernadetta Trusewicz]

Francja/Szwajcaria 2016, 66 min, Vivarto, 2 czerwca