Bawmy się, póki możemy – rozmawiamy z Sophie

Artystyczna odwaga Sophie zawsze dzieliła publiczność. Od czasu pierwszych utworów tworzonych z kolektywem PC Music, przez współpracę z Charlie XCX (i kilkoma innymi postaciami z pierwszej linii popowego frontu), aż do najnowszego albumu – brytyjska producentka stawiała na oryginalną wizję. W tym roku ukazał się drugi album Sophie „Oil of Every Pearl’s Un-Insides”. Wydawnictwo można uznać za pełnoprawny debiut, bo wcześniejszy „Product” był kompilacją singli. Tutaj mamy spójne i wielowymiarowe dzieło, które czasem wybucha zdeprawowaną wręcz euforią, a czasem wzrusza cyberballadami na miarę XXI w.

To również pierwszy moment, kiedy artystka otwarcie – za pomocą teledysku „It’s Okay To Cry” – mówi o swojej płynnej seksualności. Bycie osobą transgenderową jest mocno powiązane z wiecznie nieokreśloną i zmienną naturą jej muzyki, a także – co szczególnie ważne w kontekście futuryzmu jej brzmienia – z transhumanizmem. Z Sophie spotkaliśmy się na słowackim festiwalu Pohoda i ucięliśmy sobie pogawędkę tuż przed jej rewelacyjnym setem, podczas którego złamała wiele schematów, na zmianę grając ambientalnymi konstrukcjami dźwiękowymi i wielobarwnymi melodiami.


Najpierw chciałbym pogratulować ci rewelacyjnego i bardzo odważnego albumu.

Sophie: Dziękuję! Tak właśnie trzeba to robić.

Dlatego chciałem cię zapytać, jak wypadło twoje spotkanie z wielkim biznesem muzycznym, kiedy robisz tak awangardową muzykę?

Dobre pytanie. Praca z ludźmi związanymi z mainstreamem była ważnym doświadczeniem – wiele się nauczyłam dzięki tym sytuacjom. Kiedy piszesz muzykę pop, odczuwasz dużą presję. Uczysz się szybko, bo naprawdę musisz wiedzieć, co chcesz zrobić – cała sesja zależy od ciebie, a czas ludzi w tym biznesie jest bardzo cenny. To stresujące otoczenie. Przy sesjach, w których brałam udział, oczekiwano ode mnie napisania dwóch, trzech piosenek dziennie. Lubię pracować szybko, nad wieloma pomysłami jednocześnie, ale i tak było to wyzwanie. Oprócz tego odkryłam nowe rzeczy, które chcę robić z muzyką pop. Myślałam wtedy: „Moi przyjaciele robią wszystko lepiej od tych ludzi, na każdym etapie. Musimy zrobić to tak jak trzeba”.

Można powiedzieć, że jesteś koniem trojańskim, który do popu wprowadza bardzo odważne pomysły!

To ciekawe, bo niedawno moja dziewczyna powiedziała dokładnie to samo! Lubię myśleć w ten sposób, ale nie jest tak, że robię to z premedytacją: zwodzę kogoś, a potem odwalam coś szalonego. Zawsze chciałam po prostu być sobą. Doceniam muzykę pop i doceniam nowatorski sound design, muzykę disco i techno. I zawsze chciałam właśnie to reprezentować w mojej muzyce.

Uważasz, że jest miejsce na takie eksperymenty w muzyce pop? PC Music – jedna z najbardziej wpływowych muzycznych instytucji ostatnich lat – wyrosło z undergroundu, ale błyskawicznie zdobyło popularność i równie szybko część mainstreamu dogoniła to brzmienie.

PC Music też było zainspirowane przez mainstream. I mimo że oficjalnie nie jestem częścią kolektywu, to byli pierwsi ludzie, których spotkałam w Londynie i którzy chcieli pisać muzykę pop. Pomyślałam wtedy: „Tak, to jest to”. PC Music tworzyli muzykę dla przyjaciół, robili albumy na swoje urodziny, czasami powstawały całe albumy dla żartu. Tak to się wszystko zaczęło – działanie było napędzane przez wspólnotę. A przez to, że byliśmy zainspirowani przez przyjaciół, uważaliśmy, że to jest dużo bardziej szczere, złożone i interesujące niż jakakolwiek inna muzyka pop. Chcieliśmy dać głos naszym przyjaciołom.

Mówisz o szczerości i złożoności emocji w muzyce pop – i czuję, że twojej muzyce udaje się je pogłębić. Mówisz też, że transhumanizm i transgenderyzm są ze sobą połączone, lubisz wskazywać też na płynność tożsamości. Czy myślisz, że emocje to jedyna realna baza dla tożsamości?

Hm, mogę się z tym zgodzić. Ale muszę nad tym dłużej pomyśleć! (śmiech) Złożoność, głębokie emocje – tak, ale myślę o tym w inny sposób: „To jest tak oczywiste, czemu inni też tak nie myślą!”. Jesteśmy cały czas bombardowani marketingowymi obrazkami i informacją, ale jesteśmy myślącymi, czującymi istotami ludzkimi. Nie chcemy być traktowani z góry przez muzykę pop, ani przez żadnych innych artystów. To musi być naturalne. 

Ale jest dużo muzyki pop, która słuchaczy traktuje z góry.

Oczywiście, że jest, ale to nie mój interes! (śmiech) Staram się po prostu robić rzeczy, które wydają mi się oczywiste. Każdy widzi, że możemy jechać na Ibizę, na Słowację, na inne festiwale i dobrze się tam bawić. Ale jednocześnie możemy czuć mrok i beznadzieję sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Więc ma to sens, że równocześnie świętujemy, ale czujemy, jak dziwna i surrealistyczna jest nasza egzystencja. To jest uczucie, które jest mi bliskie i które próbuję implementować do mojej muzyki.

W tym sensie twoja muzyka dobrze oddaje pełny sprzeczności zeitgeist. Na przykład nawet jeśli chcesz być kompletnie etycznym czy ekologicznym człowiekiem, w wielu aspektach nie masz wyboru. Choćby technologii, która w twoim przypadku gra dużą rolę.

Na rozwój technologiczny patrzę jak na coś, co ma neutralny wpływ na świat, w którym żyjemy. Dopiero to, jak używają go ludzie, nadaje pozytywnych i negatywnych aspektów. Weźmy np. muzykę EDM, która jest bardzo zaawansowana technologicznie, ale jeśli nie ma odpowiedniego przekazu, nie działa tak efektywnie, jak powinna. Jest wiele przesądów na świecie dotyczących technologii, ale i też konfuzji – sama czuję często ten mętlik. To wszystko jest bardzo dezorientujące… Myślę, że najlepsze, co można zrobić, to spróbować bawić się dobrze, póki możemy. Przebywać z przyjaciółmi, jeździć na festiwale, budować więzi, które pomogą nam przejść przez ciężkie dni. To bardzo ważne.

Bardzo ciekawe, że tak dużo mówisz o przyjaźni, więziach międzyludzkich. Z kolei sporo ludzi patrzy na twoją muzykę jako coś abstrakcyjnego, bardzo konceptualnego.

Tak! Dlatego muszę to powtórzyć: te sprawy są dla mnie oczywiste. Rozmawiam z moimi przyjaciółmi, bawimy się, żartujemy, ale jednocześnie poważnie rozmawiamy o tym, jak się czujemy, co byśmy chcieli zrobić ze światem. I nie można tego oddzielać. Możesz się cieszyć muzyką pop i lekkością, jednocześnie przyjmując mrok.

Rozmawiał: Paweł Klimczak


SOPHIE: Brytyjska producentka, wokalistka i songwriterka. Zadebiutowała dzięki kultowej wytwórni Numbers, współpracowała m.in. z kolektywem PC Music, Madonną, MØ, czy Lady Gagą. Przez długi czas prawdziwa tożsamość SOPHIE była tajemnicą, którą rozwikłał dopiero teledysk „It’s Okay To Cry” – artystka ujawniła się jako transgenderowa kobieta. Styl producentki jest oparty na innowacyjnym sound designie ze sporym naciskiem na melodię. Kontrast między euforią i entuzjazmem (inspirowanym m.in. EDM czy eurodance’em) a mrocznymi, atmosferycznymi dźwiękami to podstawa unikalnego brzmienia SOPHIE. W czerwcu tego roku ukazał się jej najnowszy album „Oil of Every Pearl’s Un-Insides”. Już niedługo (12 października) będziecie mogli posłuchać jej w Polsce, na festiwalu Unsound w Krakowie.

Tagi

Dodaj komentarz