Batman Metal. Mroczne dni – Recenzja

Uwięziony w Multiversum człowiek nietoperz musi zmierzyć się ze swoimi największymi lękami. Na szczęście będzie miał  przy sobie przyjaciół, którzy mu w tym pomogą. Jednak czy pomimo tego wyjdzie z tej walki zwycięsko?

Wielbiciele dużych komiksowych eventów będą tym komiksem wniebowzięci. „Batman Metal. Mroczne dni” to pierwsza tego typu impreza w świecie DC Rebirth, w której bierze udział większość superbohaterów. Za powstanie tytułu odpowiada uznany scenarzysta Scott Snyder oraz rysownik Greg Capullo, którzy do współpracy zaprosili jeszcze m.in. Jima Lee, Andy Cuberta, Bena Percy’ego, Josha Williamsona czy Andrew Hennessy’sa. A to tylko część nazwisk. Stąd poszczególne strony komiksu są mocno zróżnicowane pod względem stylistyki i stosowanych środków artystycznych. Całość jednak doskonale się ze sobą spina.

W evencie, jak to w evencie – wszystkiego jest dużo, akcja pędzi do przodu z szybkością rozpędzonego batmobilu, co chwilę pojawiają się nowe postacie i generalnie panuje dość pomaptyczna atmosfera. Fabuła wygląda następująco: pewien członek Ligi Sprawiedliwości odkrywa przypadkowo tajemnicze przejście do „Mrocznego Uniwersum”, co wywołuje nie lada zamieszanie, które wciągnie w swój mroczny środek Batmana, Green Lanterna, Aquamna, Supermana, Cyborga i Wonder Woman. Dość istotną rolę odegra również Nth Metal pochodzący z planety Thanagar i powiązany w mistyczny sposób z Hawkmanem. 

− To nie jest historia o Batmanie. Batman jest w niej bardzo ważny, ale tak naprawdę to opowieść o Lidzie Sprawiedliwości – tłumaczy Snyder i dodaje  − Każdy w tej historii ma dużą misję do wykonania. Każdy ma ważne zadanie, którego celem jest ocalenie uniwersum DC przed nadciągającą inwazją. Tworzą się drużyny. W pary łączą się bohaterowie, po których byście się tego nie spodziewali – od Deathstroke’a, przez Wonder Woman po Doktora Fate’a. Pojawią się też postaci, których nie spodziewalibyście się znowu zobaczyć, bo od dłuższego czasu nie występowały.

Nie będę owijał w bawełnę, „Batman Metal. Mroczne dni” to szalona, apokaliptyczna i odważna jazda bez trzymanki. Rzeczywistość miesza się tutaj z koszmarnymi wizjami, a wraz z rozwojem akcji zostajemy wtłoczeni w coraz dziwniejszy i niepokojący świat. Autorzy nie dają czytelnikowi chwili wytchnienia. Kiedy już na horyzoncie widzimy zarysy jakiegoś ledwo widocznego bezpiecznego lądu, Snyder i Capullo utrudniają, jak tylko mogą odbiorcy dotarcie do niego. Sytuację tę niuansują nieco elementy humorystyczne i możliwość obserwacji interakcji między poszczególnymi postaciami, jednak i tak musimy być cały czas czujni, by nie zgubić się w tej super dynamicznej opowieści. Snyder, jak zwykł robić to w przeszłości, poszerza wszechświat DC w nowych kierunkach i ukazuje naszych ukochanych bohaterów w nowej perspektywie. Każda plansza tryska energią, świetnie dobranymi kolorami i fenomenalnie narysowanymi postaciami. Naprawdę ciężko się tu do czegokolwiek przyczepić. Jest kilka spektakularnych scen, które robią duże wrażenie i na długo zapadają w pamięć.

To dopiero pierwszy tom „Metalu”, który mocno zaciekawia i zachęca do przeczytania kolejnych części. Dobra historia zasługuje na odpowiednie zwieńczenie, mam więc nadzieję, że w momencie zamknięcia cyklu, będziemy czuli tylko i wyłącznie satysfakcję.

Wydawnictwo: Egmont Polska

Autor: Archer

Tagi