„Ave, Cezar!” – Coenowie składają hołd Hollywood!

„Ave, Cezar!”
Joel & Ethan Coen

Do tego, że bracia Coen należą do grona filmowych erudytów, nikogo specjalnie przekonywać nie trzeba. Ich kolejne dzieła udowadniają, jak dobrze poruszają się w świecie hollywoodzkiej klasyki, co rusz bawiąc się kanonicznymi amerykańskimi gatunkami, takimi jak screwball comedy, western czy kino drogi. Jednak w swoim nowym filmie „Ave, Cezar!” przeszli w tej materii samych siebie, naigrawając się już nie z pojedynczej konwencji, ale z całego starego, dobrego Hollywood.

Mamy zatem na ekranie amerykańskie studio à la MGM, wszechmocnych producentów, gwiazdy wraz z ciągnącymi się za nimi skandalami, śpiewających kowbojów, tańczących marynarzy i na dokładkę grupkę komunistów z profesorem Herbertem Marcuse’em na czele. Ci ostatni stają się zresztą siłą sprawczą filmu, gdyż to oni porywają gwiazdora (w roli porwanego George Clooney), który występuje w realizowanej właśnie superprodukcji. Bo nowa produkcja Coenów w gruncie rzeczy opowiada o powstawaniu filmu, a raczej o szeregu niefortunnych zdarzeń, które utrudniają pracę na planie. Od niechcianych ciąż, przez problemy z dykcją, po dyskusyjne religijne wątki w scenariuszu. Z tym zresztą wiąże się fenomenalna sekwencja konsultacji, których główny bohater, producent Eddie Mannix, zasięga u duchownych reprezentujących różne wyznania. Takich scen perełek jest tu zresztą znacznie więcej, a bohaterem tej chyba najbardziej spektakularnej jest śpiewający i stepujący Channing Tatum.

Gdy zapytać któregoś ze współpracowników braci Coen o to, na czym polega ich sekret, niemal wszyscy odpowiadają podobnie. Atmosfera, luz oraz żarty z wszystkiego i wszystkich. Tak właśnie sobie to wyobrażam, oglądając „Ave, Cezar!”. Bo dzięki temu, że świetnie bawiła się ekipa, świetnie bawią się też widzowie. A przy tym na poziomie, ponieważ cięty humor amerykańskich twórców to raczej rozrywka dla wymagającego widza. Ten z pewnością nie będzie zawiedziony, słysząc kolejne złośliwostki, które padają z ust starającego się trzymać wszystko w ryzach Mannixa (Josh Brolin), reżysera z przerośniętym ego (Ralph Fiennes), aktorskiej diwy (Scarlett Johansson) czy porwanego (wspomniany Clooney). Od towarzystwa odstaje jedynie niejaki Hobie Doyle (świetna rola mniej znanego Aldena Ehrenreicha), ale śpiewającemu kowbojowi można wybaczyć znacznie więcej.

obsada: George Clooney, Ralph Fiennes, Josh Brolin, Channing Tatum
USA 2016, 106 min
UIP Sp. z o.o., 19 stycznia