„Atak paniki”: perfekcyjny wszechogarniający chaos

źródło: materiały promocyjne

„Atak paniki” to film, na którym Franz Kafka śmiałby się do rozpuku. Nie może być inaczej, jeśli w brawurowym debiucie Pawła Maślony komizm pozostaje podszyty jednocześnie współczuciem i okrucieństwem.

Młody reżyser inscenizuje na naszych oczach serię małych apokalips, nieuchronnie zmierzających ku jakiejś większej katastrofie. Inaczej niż w pokrewnych formalnie i tematycznie „11 minutach” Jerzego Skolimowskiego, w tym filmie nie ma ani trochę wzniosłości. Krnąbrny debiutant nie próbuje budować spójnej wizji świata, lecz wynajduje w niej szczeliny i pęknięcia.

Debiutujący w pełnym metrażu Maślona bynajmniej nie ułatwił sobie zadania. Reżyser nie tylko sięgnął po formułę kina gatunkowego, lecz także zdecydował się na wprowadzenie skomplikowanej, wielowątkowej narracji. Oba te pomysły okazały się strzałami w dziesiątkę, a komedia Maślony, jak na opowieść o wszechogarniającym chaosie, pozostaje filmem zdumiewająco precyzyjnym. Co ważne, utrzymana jest w zawrotnym tempie i choć dowcipy padają z ekranu z prędkością karabinu, nie wpływa to na obniżenie ich jakości.

Intensywność bodźców, którym jesteśmy poddawani jako widzowie, ma jeszcze jedną zaletę – pozwala zaskakująco łatwo wczuć się w położenie zdezorientowanych postaci. „Atak paniki” nie pozostawia wątpliwości, że jedynym wyjściem z sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie, może być szczery śmiech.

Obsada: Magdalena Popławska, Artur Żmijewski, Dorota Segda, Polska 2017, 100 min Akson Dystrybucja, 19 stycznia