Arca „Arca” – Opera za trzy bity

Historia muzyki pełna jest albumów zatytułowanych imieniem albo aliasem artystów, którzy za nimi stoją. To często krążki debiutanckie, czasami płyty, na których nazwę nie było innego pomysłu, a niekiedy longplaye-deklaracje. I to właśnie tym ostatnim wydaje się trzeci LP Alejandra Ghersiego, zatytułowany po prostu „Arca”.

Pochodzący z Wenezueli producent, znany ze współpracy z Kanye Westem i Björk, nieraz opowiadał w wywiadach o swoim rozdarciu pomiędzy mieszczańskim, cieplarnianym wychowa-niem na zamkniętym osiedlu w Caracas a rodzącą się w nim świadomością własnej homoseksualności. Zawsze jednak radził sobie z emocjami towarzyszącymi tej niepewności za pomocą dźwięków – dziwnych, ale poukładanych, abstrakcyjnych, ale niesamowicie wręcz cielesnych, mrocznych i… groteskowych. Jego debiutancki album „Xen” był wyrazem kobiecego pierwiastka, który wcześniej starał się w sobie stłamsić, jego następca – „Mutant”, szamotał się z ogólnie przyjętymi znaczeniami takich słów jak „piękno” i „obrzydzenie”, „muzyka klasyczna” i „muzyka elektroniczna”, „piosenka” i „hałas”. „Arca” zaś jest… święty. Nieskrępowany tym, jak widzą go ludzie, i nieprzejmujący się tym, co inni powiedzą o jego śpiewie (który wykorzystał namówiony przez Björk). Wyrywa w niebanalny sposób operę z objęć maksymalizmu, sacrum spomiędzy murów kościelnych, a kicz spod jakiejkolwiek oceny. [Filip Kalinowski]

Arca, „Arca”, XL Recordings, 2017 r.