„Anioł” (recenzja)

Fot: Best Film

Legendy o mrożących krew w żyłach występkach złoczyńców zawsze wzbudzają mnóstwo emocji. Kiedyś mówiło się i śniło o Butchu Cassidym, Sundance Kidzie czy Bonnie i Clydzie, a teraz do tej niebezpiecznej gromadki dołączają Carlos Robledo i Ramón z „Anioła”.
Na zdjęciach z wczesnej młodości Carlos wygląda jak prawdziwy aniołek: burza kręconych blond włosów, zawadiacki uśmieszek, ogniki w oczach. W rzeczywistości to „Anioł Śmierci”, jeden z najbardziej niebezpiecznych, pozbawionych skrupułów morderców wszech czasów, który wszystkich swoich najokrutniejszych zbrodni dokonał w wieku zaledwie 19 lat. W więzieniu siedzi od 1973 roku i to właśnie jego historię w swoim najnowszym filmie opowiada Luis Ortega. Trafił z nią na bardzo dobry czas. Świat ochłonął już trochę po najnowszych przygodach przestępców z Kolumbii w „Narcos” i z utęsknieniem oczekuje nowych wrażeń.

„Anioł” zaczyna się niewinnie, od drobnych wybryków i typowego dla wieku nastoletniego buntu. Ale wkrótce, jakby mimochodem, Carlos zaczyna popełniać zuchwałe przestępstwa. Ortega swoim filmem wpisuje się w bogatą tradycję kina poświęconego pięknym, wiecznie młodym złoczyńcom. Paradoksalnie okrucieństwo morderstw dokonanych przez głównego bohatera nie pozbawia widza przyjemności, z jaką śledzimy tę historię. Może to zasługa wibrujących rytmów największych hitów lat 70. czy dopracowanej scenografii – drobiazgowo odwzorowanych ulic Buenos i fantazyjnych wzorów ubrań. Nie bez znaczenia są też solidne występy młodych aktorów wcielających się w głównych bohaterów. Poza debiutującym Lorenzem Ferrą na brawa zasługują także świetni Chino Darín i Peter Lanzani.

Fot: Best Film

Twórcy „Anioła” nie oceniają, nie zastanawiają się nad źródłem i istotą patologicznych zachowań tytułowego bohatera. Carlito okazuje się więc uwodzicielskim socjopatą w wydaniu glamour. Dlatego filmowi Ortegi czasem brakuje ciężaru, a sama opowieść momentami szybko zwraca się ku konwencji, która przypadnie do gustu fanom komedii sensacyjnej czy klasycznych „heist movies”. Zupełnie jednak nie dziwi, co skusiło samego Pedra Almodóvara do zajęcia się produkcją „Anioła”. To film w stylu mistrza z La Manchy: nie tylko sensualny i zaskakujący, lecz także bawi się wyobrażeniami na temat tożsamości seksualnej.

Tekst: Magdalena Maksimiuk

„El Ángel”
reż. Luis Ortega
obsada: Lorenzo Ferro, Chino Darin, Daniel Fanego, Mercedes Moran
Argentyna / Hiszpania 2018, 115 min
Best Film, premiera 1 listopada

Tagi