Andrzej Skalimowski, „Sigalin. Towarzysz odbudowy” (recenzja)

W serii biograficznej wydawnictwa Czarne ukazało się już wiele wybitnych portretów, m.in. Jacka Kuronia, Ireny Sendlerowej, Stanisława Lema. Poprzeczka dla najnowszego, mimo że poświęcono go mniej powszechnie znanej postaci Józefa Sigalina, została więc zawieszona wysoko. „Towarzysz odbudowy” ma wszystkie zalety (a jest ich wiele), ale i wady (tych szczęśliwie mniej), towarzyszące publikowanym w postaci książkowej doktoratom. Kilkunastostronicowa bibliografia świadczy o długoletniej pracy badawczej Skalimowskiego nad życiem wpływowego w czasach PRL urbanisty i architekta. Rozdziały książki traktujące o historii rodziny Sigalinów czy młodości bohatera na froncie radzieckim są przez to niezwykle drobiazgowe. W tym kontekście zaskakuje, jak mało barwne wydają się fragmenty dotyczące powojennego szefowania Sigalina w Biurze Odbudowy Stolicy. Pisząc o człowieku, który miał na swoim stole projektowym cały teren zniszczonej w czasie wojny Warszawy, Skalimowski ochoczo wdaje się w dygresje, podążając za pobocznymi postaciami, na które natrafił w czasie szerokiej kwerendy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta książka przynajmniej w równym stopniu, co o dawno minionej żydowskiej burżuazji, historii produkcji kefiru i przedwojennej Warszawie, powinna być również o formowaniu się komunistycznej klasy powojennej i jako takiej odbudowie kraju. To uporowi i konsekwencji Józefa Sigalina zawdzięczamy, jaki kształt ma współcześnie stolica, zarówno jeśli chodzi o odbudowaną Starówkę, jak i przecinające miasto trasy szybkiego ruchu: W-Z z tunelem pod placem Zamkowym, Świętokrzyską i najsłynniejszą – Łazienkowską; place Konstytucji, Defilad. Choć przy nadzorowaniu budowy Pałacu Kultury niewiele miał do powiedzenia, tam gdzie Partia dawała mu swobodę, wykazywał się nieszablonowymi pomysłami, niespożytą energią i inżynierską odwagą. Bezsprzecznie wierzył w przydatność swojej pracy i raczej nie zasłużył na zapomnienie i przypięcie łatki „wykształconego w Moskwie komunisty”. Praca Skalimowskiego uczciwie przypomina jego zasługi. Jedną ze smutniejszych historii tej biografii jest otwierająca ją opowieść o pośmiertnym losie związanych z Sigalinem pamiątek, zdjęć, prywatnych papierów. Były czasy, gdy Polska rzeczywiście była w ruinie, a Warszawa miała ogromne problemy, by wstać z kolan. Osobom, które ją odbudowywały, należy się przynajmniej minimum szacunku i dobrej woli. W stulecie odzyskania niepodległości dobrze pamiętać i o Sigalinie.