American Apparel wraca. Mniej Ameryki i kontrowersji

źródło: flickr.com/EmilyBurnett

Firma, która dokładnie 2 lata temu ogłosiła bankructwo, a w kwietniu tego roku zamknęła ostatnie sklepy, nagle odżyła. Ruszyła jej strona i sklep internetowy. Nowy produkt odrobinę różni się od tego, do czego przyzwyczajeni są klienci. Przede wszystkim miejscem produkcji ubrań. Hasło „made in USA”, którym przez lata szczycił się American Apparel oficjalnie przestało obowiązywać. Po tym, jak upadłą firmę kupił niedawno kanadyjski gigant odzieżowy Gildan Acrivewear, pojawił się nowy slogan: „Pochodzi z całego świata, produkowany według zasad etycznych i bez wykorzystywania taniej siły roboczej. Oto American Apparel”.

Aby zachować wiarygodność i nie być narażonym na krytykę z powodu „Ameryki” w nazwie, nowy American Apparel wprowadził kolekcję „Made in USA’, która niewiele różni się od tej produkowanej za granicą, ale jest sporo droższa. Aby z kolei dotrzymać przyrzeczeń, związanych z zagranicznymi fabrykami, firma oferuje pełna transparentność związaną ze swoimi fabrykami w Hondurasie.

Na stronie American Apparel rzuca się w oczy jeszcze jedna rzecz – jest dużo grzeczniej. Założona w 1989 roku przez Dova Charneya firma nigdy nie korzystała z usług zewnętrznych agencji reklamowych i sama wymyślała swoje kampanie. Zawsze było o nich głośno, głównie ze względu na prowokacyjne, robione kompaktem zdjęcia roznegliżowanych modelek i modeli oraz kontrowersyjne hasła. Teraz stare American Apparel widać tylko w prześwietlonych klatkach. To, co na nich jest, to klasyczne ujęcia z katalogu odzieżowej sieciówki.