Janis – ballada o brzydkim chłopaku

„Janis”
reż. Amy Berg

Dobra passa dokumentów muzycznych trwa. Po dokonaniach Bretta Morgena („Cobain: Montage of Heck”) i Asifa Kapadii („Amy”) przyszedł czas na najnowszy film Amy Berg, który mierzy się mitem Janis Joplin i redefiniuje pojęcie tak zwanego klubu 27.

Reżyserka nie ma wątpliwości, że pamięć o jego członkach naznaczona jest mizoginią. Jimiego Hendriksa pamięta się jako mistrza gitary, Kurta Cobaina jako ojca grunge’u, a Amy Winehouse i Janis Joplin jako te, które się zaćpały. Kobieca perspektywa Berg uświadamia te nierówności oraz podkreśla to, jak istotną rolę artystka odegrała w emancypacji kobiet w popkulturze. Jako pierwsza kobieta będąca gwiazdą rocka przecierała szlaki następczyniom. Na jej przykładzie marzące o karierze wokalistek dziewczynki uczyły się, jaka jest cena sławy i jakie zagrożenia czyhają na tych, którzy nie są na nią gotowi. Jeśli w ogóle można być gotowym.

Berg – w odróżnieniu od wspomnianych Morgena czy Kapadii – dopuszcza do głosu swoją bohaterkę, a nie jej otoczenie. Listy piosenkarki czyta w filmie Cat Power. To z nich reżyserka buduje obraz kruchości Joplin, jej demonów i kompleksów.

Jest tu kilka scen perełek. Jak ta, w której Joplin zwierza się, że nie może zrozumieć, dlaczego wieczorami, kiedy imprezuje z członkami swojego zespołu, oni wszyscy wracają do hotelowych pokojów z kimś. Ona zaś zostaje sama.

Joplin jest coraz mniej pewna siebie i nadmiernie przywiązuje wagę do kwestii wyglądu. Jej problemy z samoakceptacją pogłębiają się od czasu, gdy w liceum została nazwana najbrzydszym chłopakiem (tak, chłopakiem) na uczelni. Berg pokazuje, jak niezabliźnione rany wciąż dokuczają bohaterce, nawet wtedy gdy staje się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Stanach Zjednoczonych. Gdy Joplin, już jako gwiazda, wraca do swojego miasteczka na zjazd absolwentów, nie jest w stanie skonfrontować się z kolegami. Na imprezę zabiera siostrę. Podejrzewa, że ludzie, z którymi uczęszczała do szkoły, wciąż będą widzieć w niej brzydkiego chłopca, a nie kobietę, która coś w życiu osiągnęła.

Dzięki temu „Joplin” wznosi się ponad typowe kino dokumentalne o muzykach, w którym bada się genezę utworów i ich społeczny oddźwięk. To banał, ale Berg nakręciła film o człowieku. Byłby przejmujący, nawet jeśli dotyczyłby kobiety, która nie zapisała się złotymi zgłoskami w historii rocka.

„Joplin: Little Girl Blue”
USA 2015, 106 min
Mayfly, 22 stycznia

Dodaj komentarz